Marzenia o Azji spadły ze stołu

Rozwijający się niewielki eksport żywności do krajów marzeń dostał w tym roku zadyszki. Jednorazowe zamówienia nie przerodziły się we współpracę, bardziej opłaca się sprzedawać przez holenderskich pośredników

Kraje azjatyckie to wymarzeni odbiorcy polskiej żywności — to przekonanie nie opuszcza branży od lat, a ekspansję w ich kierunku mają wpisani wszyscy producenci i przetwórcy. Sęk w tym, że sprzedaż na te rynki ciągle jest mała, a i tak siada. W pierwszym półroczu wartość eksportu gros spożywczych kategorii spadała, i to z kilkudziesięcioprocentową ujemną dynamiką. Łącznie do Chin, Indonezji, Indii, Japonii, Malezji i Tajlandii od stycznia do czerwca wyeksportowaliśmy towary rolno-spożywcze za 89,16 mln EUR (około 383 mln zł), czyli o 16 proc. mniej niż rok wcześniej — wyliczył serwis SpotData za danymi Eurostatu. Wprawdzie w tym czasie umocniło się euro, co mogło mieć wpływ na te wyniki, ale nie był to wpływ decydujący. Ujemna dynamika jest też mniejsza, gdy patrzy się na dane tonażowo. Trudno to jednak uznać za powód do zadowolenia. Spożywcy tęsknie patrzą bowiem na Azję również dlatego, że — jak przekonują — można tam uzyskać lepsze stawki za produkty niż w Europie. Najwyraźniej swoje produkty przeceniali.

Zenon Daniłowski, prezes Makaronów Polskich, mówi o zachwycie po
pierwszych zamówieniach, które nie zostały powtórzone, zaś swoje produkty w
Azji widuje też dzięki handlowcom z innych krajów europejskich.
Wyświetl galerię [1/4]

BEZ POWTÓREK:

Zenon Daniłowski, prezes Makaronów Polskich, mówi o zachwycie po pierwszych zamówieniach, które nie zostały powtórzone, zaś swoje produkty w Azji widuje też dzięki handlowcom z innych krajów europejskich. Fot. Marek Wiśniewski

Wygodny reeksport

Mleczarstwo, jeden z filarów polskiego eksportu. Do Indonezji sprzedało wartościowo 29 proc. mniej, do Indii 99 proc., do Japonii 48 proc., do Tajlandii 70 proc. i nie da się tego wyjaśnić tylko taniejącymi niektórymi produktami mleczarskimi na światowych giełdach. Na tym tle wyższy o 5,2 proc. eksport produktów mleczarskich do Chin wygląda okazale.

— Albo z kimś przegrywamy, albo rezygnujemy z bezpośredniego eksportu. My też tak zrobiliśmy — korzystamy z wyspecjalizowanych pośredników w Holandii i Niemczech, którzy handlują na dużą skalę, mają wyrobione dobre kontakty, dorobili się wiarygodnych partnerów po drugiej stronie i zarządzają wszystkim, łącznie z potencjalnymi reklamacjami, których z Azji potrafi spływać dużo, a często nie mają podstaw. To kwestia oddania części zysku, ale też wygodne rozwiązanie, oszczędzające dużo czasu i energii — mówi Edward Bajko, prezes Spomleku.

Przemysław Mikołajczyk, szef Polmleku, też dostrzega podobne przyczyny, ale także szansę na odbicie.

— W krajach azjatyckich widać mocno m.in. Amerykanów, ale oni są na wojnie handlowej z Chinami i liczę, że dzięki temu tendencja w eksporcie się zmieni. Azjaci poszukują produktów, które są tańsze, lecz równie dobre. Z produktami mleczarskimi amerykańskich producentów mogliśmy przegrywać tylko ceną. Teraz pojawiają się jednak kolejne cła, więc tak dłużej być nie musi. To jedna strona medalu. Druga jest taka, że tak jak Polska reeksportuje wiele towarów, tak samo np. Holendrzy reeksportują polskie produkty do Chin, również mleczarskie — dodaje Przemysław Mikołajczyk.

Zwraca jeszcze uwagę na kwestię zapasów.

— USA miały duże ilości szeroko rozumianych proszków mlecznych w 2017 r., a to takie produkty kupują od europejskich producentów Azjaci. Mogli je więc jeszcze wyprzedawać w tym roku, stąd zmniejszone zakupy w Europie — twierdzi Przemysław Mikołajczyk.

Przebrzmiały zachwyt

Owoce i warzywa, czyli kolejne bardzo „eksportowe” grupy produktów. W kontekście zamknięcia rynku rosyjskiego przed czterema laty to o nich mówiono najwięcej i to dla nich różne instytucje rządowe szukały na potęgę nowych rynków zbytu. Tu także za najbardziej perspektywiczne uchodzą kraje azjatyckie, ale sprzedaż w tamtym kierunku jest w zasadzie marginalna, a i tak się kurczy. W Tajlandii spadek sprzedaży owoców w pierwszym półroczu wyniósł 24 proc., w Malezji (podobnie jak warzyw) spadł do zera. Owocowe wyniki podbija rosnąca Japonia i spadające, ale z większej bazy niż pozostałe kraje — Indie. Sprzedaż owoców do Chin spadła o ponad 66 proc., ale wzrosła o ponad 143 proc. sprzedaż warzyw.

— Jeśli chodzi o podaż, to mieliśmy mniej owoców w pierwszym półroczu niż wcześniej, warzyw mieliśmy mniej więcej tyle samo, ale ich jakość była słaba, co ograniczało możliwość wysyłki na większe odległości. Azja nadal jest bardzo ciekawym odbiorcą dla naszych producentów — jest tam popyt i dobre stawki. Trzeba jednak pamiętać, że cały czas uczymy się sprzedaży na tamte rynki. Ciągle barierą, co przyznają producenci, jest m.in. know-how dotyczące takiego przygotowania transportu, żeby owoce i warzywa dotarły w bardzo dobrym stanie — tłumaczy Bożena Nosecka, ekspert Instytutu Ekonomiki Rolnictwa i Gospodarki Żywnościowej.

Większych powodów do świętowania sukcesów nie mają jednak też producenci bardziej trwałych towarów jak np. przetwory zbożowe. Chińczycy kupili towar o 4,4 proc. mniejszej wartości, Hindusi — o 13,7 proc., Japończycy — o ponad 55 proc., a Tajlandczycy — o 18,4 proc. Więcej wydali u naszych eksporterów Indonezyjczycy — o 28,8 proc. i Malezyjczycy — o 14,6 proc.

— Zachwyt Azją pojawił się dwa lata temu, gdy ruszyły pierwsze większe dostawy. Problem polega na tym, że zamówienia nie zostały powtórzone i stąd te wyniki. Oczywiście wszyscy mamy nadzieję, że to początek współpracy, ale prawda jest też taka, że kontynuacji nie widać. Przećwiczyłem wiele krajów azjatyckich i dziś jedynym realnym odbiorcą, przynajmniej w naszej części branży spożywczej, jest Hongkong, przez który idzie towar do Chin — twierdzi Zenon Daniłowski, prezes Makaronów Polskich.

Jego zdaniem, to też kwestia małej skali — z jednej strony wszyscy wiedzą, że trzeba ją rozwijać, z drugiej — to się nie opłaca.

— Swój makaron znalazłem w Azji w krajach, do których bezpośrednio nie eksportujemy — pochodził od holenderskiegopodmiotu. Dla Polaka przekroczenie granicy np. z makaronem, który nie jest towarem o dużej wartości, jest najczęściej nieopłacalne, dla dużego podmiotu z bogatym portfelem produktów spożywczych z całej Europy — już tak. To wszystko dodatkowo zakłóca teraz trudna sytuacja w Turcji — wszystkie produkty są tam bardzo tanie i sprzedają się na potęgę w Afryce i Azji — mówi Zenon Daniłowski.

Niestabilnie, czyli normalnie

Za azjatycki pewniak eksportowy od lat są uznawane także słodycze i ciągle jest to deklaracja na etapie przyszłości, a nie teraźniejszości. Wprawdzie przed kilkoma laty zaliczyły ogromny wzrost, ale okazał się jednorazowy. Wynikał z czasowego przejęcia przez polską fabrykę części produkcji globalnego koncernu, który remontował swój azjatycki zakład. W tym roku niewielki eksport do Tajlandii zanikł, do Malezji zmniejszył się o 15-20 proc. (zależnie od kategorii: bez czekolady i z nią), w Chinach o 25-42 proc. Zamówienia zmniejszyli też Indonezyjczycy. Hindusi kupili znacznie więcej — wzrost o 476 proc.— słodyczy zawierających kakao, a o 49 proc. mniej bez niego.

— Wyniki muszą takie być. Jesteśmy tak naprawdę na początku poważnego wchodzenia na te rynki i trudno tu oczekiwać stabilnej sytuacji. Przy tak małej skali sprzedaży wahania wydają się normalne. Widzimy ogromny potencjał w tych krajach, ale nasza obecność tam jest zbyt krótka, by móc mówić o trendach. Ponadto jest tam potężna konkurencja z innych krajów europejskich. Dziś podchodzimy więc do sprzedaży koniunkturalnie — jak trafia się okazja, nawet jednorazowa, to z tego korzystamy. Dopiero skonsolidowane działania producentów oraz różnych instytucji rządowych w zakresie promocji itp. pozwoli coś osiągnąć — uważa Marek Przeździak, prezes Stowarzyszenia Polskich Producentów Wyrobów Czekoladowych i Cukierniczych Polbisco.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Gospodarka / Marzenia o Azji spadły ze stołu