Maszyna do latania

Adam Sofuł
opublikowano: 2009-01-02 00:00

Nikt się nie spodziewał, że szkolna maszyna okaże się jednym z najdłużej produkowanych samolotów. W Polsce znanym jako kukuruźnik.

Nikt się nie spodziewał, że szkolna maszyna okaże się jednym z najdłużej produkowanych samolotów. W Polsce znanym jako kukuruźnik.

Historia potrafi być ironiczna. Nikołaj Polikarpow (u góry), jeden z najwybitniejszych radzieckich konstruktorów lotniczych, zwany "ojcem myśliwców", najbardziej zasłynął jako twórca maszyny szkolnej. Ale co to była za maszyna....

Twórca myśliwców

Polikarpow to legenda rosyjskiej awiacji. Zaczął karierę w czasie pierwszej wojny światowej, potem pracował pod kierunkiem słynnego Igora Sikorskiego (późniejszego twórcy śmigłowcowej potęgi USA), a od początku lat 20. ubiegłego stulecia zajmował się samolotami myśliwskimi. Już pierwszy projekt I-1 z 1924 roku uznano za nowatorski, nie wszedł jednak do masowej produkcji. Późniejsze dwupłatowe I-3 i I-6 miały już więcej szczęścia. Ale pojawił się kolejny problem. Pilotów myśliwców trzeba było na czymś szkolić, trzeba było wymyślić maszynę treningową. Polikarpow zabrał się do pracy w 1926 roku i już po roku miał gotowy wstępny prototyp. Upłynął jeszcze rok, zanim można było zacząć oblatywać ostateczną wersję. 7 stycznia 1928 roku za sterami lekkiego dwupłatowca nazwanego U-2 (kolejna ironia historii) zasiadł oblatywacz Michaił Gromow (skądinąd kolejna legenda radzieckiego lotnictwa). Werdykt, jaki wydał, był obiecujący — maszyna była prosta w pilotażu i co najważniejsze, wybaczała pilotom błędy.

Ciemne chmury

Dla Polikarpowa był to jednak ostatni sukces w pierwszym okresie kariery. W 1929 roku, podczas jednej z wielu stalinowskich czystek, został uznany za wroga ludu i skazany na śmierć. Po dwóch latach oczekiwania na wykonanie wyroku przeniesiono go do specjalnego biura konstrukcyjnego prowadzonego przez OGPU (poprzedniczka NKWD). Po dwóch latach wyrok złagodzono, a następnie — gdy wykazał się kolejnymi znakomitymi projektami — objęto Polikarpowa amnestią.

A U-2? Latał. Używany był do szkolenia pilotów, przewożenia poczty, jako samolot łącznikowy, wreszcie jako maszyna rolnicza. To właśnie od opylania plantacji kukurydzy zyskał najbardziej znany w Polsce przydomek.

Gdy doczekał wojny, okazał się krzepkim i walecznym staruszkiem.

Staruszek na froncie

Kiedy w 1941 roku Niemcy ruszyli na Związek Radziecki, U-2 był już konstrukcją przestarzałą, która w porównaniu z messerschmittami mogła budzić co najwyżej uśmiech politowania. Szybko jednak dowiodła, że jest przydatną maszyną.

Niewielkie wymagania odnośnie do lądowiska sprawiły, że U-2 był wymarzonym samolotem do utrzymywania kontaktu z oddziałami partyzanckimi za linią frontu. A ponieważ wciąż latał, wykorzystywano go z powodzeniem także w misjach bombowych.

Charakterystyczny terkoczący dźwięk silnika (przez który Niemcy nazywali go "maszyną do szycia") szarpał niemieckim wojskom nerwy, a zrzucane przezeń bomby (a bywało, że i zwykłe granaty, a jak głosi legenda — również koktajle Mołotowa) — ich ciała. Szczególnie użyteczny okazał się jako nocny bombowiec — brezentowo-drewniana kon- strukcja dawała nikłe echo w radarach nocnych myśliwców. Jako praktycznie przez nie niewykrywalnego można go — z przymrużeniem oka — uznać za prekursora technologii stealth.

Na U-2 latał słynny (chociaż dziś nieco zapomniany) 588. Pułk Bombowy — zarówno załogi, jak i obsługę naziemną stanowiły kobiety. Była to jedna z trzech kobiecych jednostek Wojenno-Wozdusznych Sił.

Gdy w 1944 roku Nikołaj Polikarpow zmarł, jego samolot był już słynny. Dopiero wówczas zmienił nazwę na Po-2 na cześć konstruktora. Walczył na całym froncie wschodnim. Wypada docenić, że zrzuty z Po-2 stanowiły znaczną część nader nikłej pomocy Armii Czerwonej dla powstania warszawskiego. Potem kukuruźniki latały nad Berlinem, a kilka egzemplarzy zaplątało się nawet w wojnie koreańskiej, gdzie swoją niewykrywalnością sprawiały nieco kłopotów amerykańskim pilotom.

Po wojnie był produkowany jeszcze w kilku krajach (m.in. w Polsce na licencji jako CSS-13). W sumie przez 35 lat wyprodukowano ponad 33 tys. różnych wersji tego samolotu. I właściwie nie wiadomo dlaczego — wolny, toporny, głośny, wręcz śmieszny. Osiągami biją go na głowę dzisiejsze samochody. W zasadzie odkąd stał się sław- ny, budził uśmiech politowania. Ale chyba i trochę sympatii.