Maszyna nie zastąpi człowieka

opublikowano: 13-03-2013, 00:00

Im wyższy w firmie wskaźnik robotyzacji, tym pewniejsze etaty.

Polska filia niemieckiej spółki Gedia (poddostawca części dla przemysłu motoryzacyjnego) korzysta z 57 robotów. Nie dość, że maszyny nie wyeliminowały ludzi, to przyczyniły się do powstania prawie 200 miejsc pracy. Bez zatrudnienia tak dużej liczby fachowców — twierdzi zarząd — niemożliwy byłby rozwój firmy poprzez pozyskiwanie nowych kontrahentów, realizację coraz bardziej złożonych zamówień i dostosowanie się do potrzeb rynku, szczególnie jeśli chodzi o produkcję „just in time”.

Zobacz więcej

Im wyższy w firmie wskaźnik robotyzacji, tym pewniejsze etaty. FOT. Bloomberg

Oszczędzanie przez inwestycje

Jak tłumaczy Andrzej Marcinek, dyrektor i członek zarządu Gedia Poland Assembly, roboty otwierają perspekt y w y pracy osobom, które choćby z powodu wieku lub płci nie mogłyby podnosić ciężarów (dla kobiet są w tym zakresie obostrzenia prawne).

— Dla podniesienia konkurencyjności można ciąć koszty personalne. Kapitał ludzki jest jednak nieocenioną wartością, z której nie powinniśmy rezygnować. Dlatego oszczędności uzyskujemy w inny sposób — na logistyce, powierzchni, poprzez ograniczanie odpadów (błędy jakościowe) i wyeliminowanie wypadków transportowych, które pewnie zdarzałaby się czasem podczas ręcznego przenoszenia części — wyjaśnia dyrektor Marcinek.

Gedia wybrała roboty firmy FANUC (Factory Automatic Numerical Control), która autymatyzuje przemysł na całym świecie. Zadecydowała o tym różnorodna oferta (wiele modeli i szeroki asortyment oprogramowania narzędziowego), a także łatwość obsługi i tworzenia własnych aplikacji. Nie bez znaczenia dla przyszłego użytkownika był również szybko rozwijający się system wsparcia technicznego i zaplecza szkoleniowego w całej Europie.

Urządzenie FANUC-a pozwalają zautomatyzować wytwarzanieproduktów w Gedii. Zakład używa ich głównie do zgrzewania punktowego, spawania i transportu detali. Dzięki nim jest w stanie elastycznie reagować na potrzeby rynku (szybkie wprowadzanie zamian na życzenie klienta czy produkcja kilku różnych detali na jednej maszynie).

— W naszej branży robotyzacja jest niezbędna. Wynika z wciąż rosnących wymagań jakościowych i ilościowych, a także z zaawansowania technologicznego procesów, w których praca manualna byłaby bardzo niebezpieczna, a czasami wręcz niemożliwa. Jest tak np. w przypadku zastosowania technologii laserowej — mówi Andrzej Marcinek.

Automaty sprawdzają się nie tylko w hali fabrycznej, ale także w… aptekach. Przykładem Rowa Vmax, robot firmy Glintt, który pomaga magazynować i zarządzać lekami. Używają go farmaceuci w 30 krajach świata, a od grudnia 2012 r. także pracownicy Centrum Medycznego Medicor w Rzeszowie.

Wydawanie specyfiku przez aptekarza trwa średnio około 3,5 minuty. Tyle czasu zajmuje przyjęcie i odczytanie recepty, odnalezienie produktu na półce i wydanie go klientowi. Specjalistycznemu urządzeniu zajmuje to — jak zapewnia producent — średnio 8 sekund, przy dokładności 99,9 proc. Dzięki czemu kolejki maleją i nie ma pomyłek przy wydawaniu medykamentów. — Szacujemy, że instalacja takiego systemu zwraca się po roku, dwóch zależnie od wielkości placówki. Urządzenie można dostosować do każdego pomieszczenia i trybu pracy, aby spełniało wymagania i potrzeby klienta. Obsługa jest prosta i intuicyjna. Krótkie szkolenie wystarczy, by pracownicy nauczyli się zasad działania robota — zachwala Robert Wach, specjalista technologiczny w Glintt Polska.

Warto zaryzykować

Gedia i Medicor miały odwagę zautomatyzować część swojej działalności. Tymczasem w Polsce pracuje tylko 6,6 tys. robotów przemysłowych. Dla porównania: w Czechach i na Słowacji liczba takich maszyn przypadająca na 10 tys. pracowników jest niemal cztery razy większa niż w naszym kraju. Według Konrada Grohsa, prezesa FANUC Polska, wynika to z lęków przedsiębiorców i zatrudnionych. Pierwsi obawiają się kosztów, drudzy — zwolnień. W obu przypadkach — twierdzi — strach ma wielkie oczy.

Bo cena robota przemysłowego jest zbliżona do ceny dobrej klasy samochodu. A taka inwestycja zwykle świadczy o tym, że firma jest w dobrej kondycji finansowej. Nie musi więc ograniczać zatrudnienia. Większe powody do obaw mają pracownicy firm, które unikają nowinek technologicznych.

— Bez podniesienia wskaźnika robotyzacji niektóre polskie przedsiębiorstwa już wkrótce nie będą w stanie konkurować z wydajniejszymi firmami zagranicznymi czy z tanią siłą roboczą ze Wschodu. Wtedy na gwałt zaczną wprowadzać programy oszczędnościowe, co może oznaczać cięcia etatów. Ci sami ludzie, którzy dziś w automatyzacji widzą zbędny luksus lub zagrożenie, będą pytali: dlaczego nie robotyzowaliśmy przedsiębiorstwa na czas? — przewiduje prezes Grohs.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu