Maszyny dla twoich potrzeb

  • DI
opublikowano: 30-09-2019, 22:00

Niech tytuł nikogo nie zmyli — Mine Master nie jest producentem urządzeń gospodarstwa domowego ani drobnego sprzętu elektrycznego. Firma buduje maszyny dla górnictwa podziemnego i robót tunelowych

Specjalnością firmy Mine Master jest produkcja maszyn wiercących, maszyn kotwiących, ale w ofercie ma również maszyny ładująco-odstawcze i odpowiednie narzędzia do stosowania w kopalniach, kamieniołomach i drogownictwie. Głównym odbiorcą urządzeń Mine Master w kraju jest KGHM. Poza krajem produkty firmy pracują wszędzie tam, gdzie rozwija się górnictwo. Sprzedaż eksportowa maszyn Mine Master w poprzednim roku przekroczyła sprzedaż krajową i — jak mówi Jerzy Nadolny, prezes firmy — jej rozwój odbywa się za granicą.

Jak przekonuje Jerzy Nadolny, prezes Mine Master, firma tworzy całą
grupę produktów. Ale jej priorytetem wciąż jest budowanie rynku. Maszyny ze
znakiem Mine Master poza Polską można spotkać m.in. w Turcji, Estonii,
Zimbabwe, RPA, Portugalii, Chile, Peru, Zambii, Australii, a także w Rosji,
Kazachstanie, Uzbekistanie i Kirgistanie.
Wyświetl galerię [1/2]

NAJPIERW RYNEK:

Jak przekonuje Jerzy Nadolny, prezes Mine Master, firma tworzy całą grupę produktów. Ale jej priorytetem wciąż jest budowanie rynku. Maszyny ze znakiem Mine Master poza Polską można spotkać m.in. w Turcji, Estonii, Zimbabwe, RPA, Portugalii, Chile, Peru, Zambii, Australii, a także w Rosji, Kazachstanie, Uzbekistanie i Kirgistanie. Fot. ARC

Własne know-how

Historia spółki sięga początku lat 90. gdy jako Zakład Urządzeń Górniczych „Lena”, należący do koncernu KGHM Polska Miedź, produkowała maszyny pneumatyczne na francuskiej licencji. Zupełnie inna generacja, zupełnie inne produkty. Dla poprawy kondycji firmy właściciel wszedł w spółkę joint venture z południowoafrykańskim przedsiębiorstwem Boart Longyear.

W 2000 r. KGHM wycofało się ze współpracy z partnerem zagranicznym, kierując całą uwagę na górnictwo i hutnictwo, został więc udziałowiec afrykański z polską załogą. W 2006 r. firmę kupili jej menedżerowie wspólnie z mniejszościowym partnerem, niemieckim GHH Fahrzeuge, producentem sprzętu ładująco-odstawczego dla przemysłu górniczego i budownictwa tunelowego. Wtedy pojawiła się nazwa Mine Master. Jerzy Nadolny śmieje się, że na początku tylko jeden z inżynierów w firmie znał angielski i pełnił funkcję chodzącego słownika dla reszty pracowników.

Trzeba było zainwestować w szkolenia, naukę angielskiego, trzeba było wejść na wyższy poziom organizacyjny, techniczny, biznesowy. Teraz, jak mówi prezes, polscy specjaliści lepiej komunikują się ze światem niż ich niemieccy partnerzy. Ale to właśnie dzięki zagranicznemu partnerowi firma otworzyła się na świat, polscy specjaliści poznawali technologie, łapali wiedzę, korzystali z doświadczeń kolegów. Krok po kroku konstruktorzy, projektanci i technolodzy Mine Master rozwijali własne kompetencje, tworzyli bazę wiedzy i autorskie projekty. Budowali urządzenia własnej konstrukcji według własnego projektu, zaawansowane technologicznie. I osiągnęli w tym poziom światowy.

Razem i osobno

Losy firmy są dość typowe dla polskiej transformacji, kiedy zdekapitalizowany majątek padających firm można było tanio przejąć i jedynym poważnym problemem było utrzymanie przy życiu nowego podmiotu, dając mu transfuzję złożoną z pomysłu biznesowego i ogromnej pracy przez pierwsze lata. W przypadku Mine Master dobrze sprawdził się alians z niemieckim partnerem, który uzupełnia polską ofertę. Dzięki temu spółka może zaproponować klientom komplementarny park maszynowy, odpowiedni do realizacji konkretnego projektu. Dlatego też polscy inżynierowie bardzo szybko dogadali się z niemieckimi. Obie strony były i są sobie potrzebne. Działają razem, choć każda pod własnym szyldem.

— Dzisiaj jesteśmy w pełni samowystarczalni. Tworzymy sami całą grupę produktową. Biuro konstrukcyjne liczy ponad 20 inżynierów, którzy zajmują się opracowaniem nowych konstrukcji. Oprócz tego jest biuro technologiczne, które wprowadza je do produkcji. Ale nie jesteśmy dużą firmą. W 1993 r. było nas 124, dziś jest nas 270. Nie chcemy za szybko rosnąć, najpierw musimy rozwinąć dobrze rynek, a w ślad za tym dopiero ilość produktów, które jesteśmy w stanie wyprodukować i sprzedać — tłumaczy prezes Mine Master.

Miejsce na rynku

— Konkurujemy na świecie z bardzo dużymi firmami. Rynek wygląda tak, że jest dwóch liderów pochodzących ze Szwecji: Epiroc i Sandvik, a później spora grupa mniejszych firm i w niej jesteśmy jedną z wiodących spółek. Przyjęliśmy koncepcję współpracy z innymi firmami z branży, które są podobnych rozmiarów jak nasza, a ich produkcja uzupełnia naszą. Jeśli potrzebujemy dodatkowych kompetencji, umiejętności, to ich szukamy — opowiada Jerzy Nadolny.

— W ten sposób nawiązaliśmy wieloletnią współpracę z różnymi podmiotami na całym świecie. Jeśli czegoś nie potrafimy zrobić sami, to możemy to kupić albo zrobić wspólnie z partnerem. I tak już od lat rozwijamy współpracę naszych konstruktorów i projektantów z inżynierami amerykańskimi i norweskimi. Ostatnio nawiązaliśmy kontakt z firmą kanadyjską. Nasza strategia konkurencyjności polega więc na tym, że jesteśmy firmą niewielką, ale przez współpracę wzmacniamy się, poszerzamy kompetencje, więcej możemy zaoferować — podsumowuje prezes.

Jak potwierdza, obecnie wszystkie maszyny, które wyprodukowała firma, są jej własnością intelektualną. Nie ma licencji ani nie sprzedaje licencji, tylko gotowe maszyny. Podkreśla, że niezbędny jest dłuższy kontakt z klientami, pomoc w dbaniu o urządzenia, serwisowaniu, zapobieganiu awariom.

— Nasze maszyny są bardzo skomplikowane, każda wymaga uruchomienia u klienta, przeszkolenia jego operatorów. Ze względu na warunki, w jakich pracuje, wymaga troski, kompetentnej obsługi, doświadczenia i kontroli, czy wszystko działa, jak trzeba... Nie damy takiej maszyny klientowi, który nie jest w stanie zapewnić dobrej obsługi serwisowej — przekonuje Jerzy Nadolny.

Klient liczy i wymaga

W Polsce największym klientem firmy jest KGHM, oprócz tego kopalnie soli, cynku i ołowiu, węgla. A kontrakty zagraniczne?

Z rynków zagranicznych pierwszym jest Turcja, drugim Estonia, dalej Zimbabwe i RPA. Maszyny firmy pracują też w Portugalii, Chile, Peru, Zambii, Australii. Poza tym duże rynki to: Rosja, Kazachstan, Uzbekistan, Kirgistan. W planach jest jednak też utrzymanie pozycji na krajowym rynku, chociaż jest ograniczony. Zapytany o przewagi firmy, prezes odnosi się do jej nazwy: Mine Master „Rigs for your needs”, czyli maszyny dla twoich potrzeb (skonstruowane według twoich oczekiwań). Najwygodniej oczywiście wykonywać produkt standardowy, najłatwiej... Ale nie ma dwóch takich samych złóż na świecie, każda kopalnia jest inna i wymaga sprzętu dostosowanego do swoich warunków.

— I my tym różnimy się od innych producentów, że bardzo długo rozmawiamy z klientem, zanim zaproponujemy mu określone rozwiązanie. Jesteśmy w stanie dopasować urządzenie do potrzeb odbiorcy, wprowadzić zmiany, których sobie życzy. I to jest nasza zaleta — elastyczność. Nasze biuro konstrukcyjne jest sprawne, doświadczone, pracujemy na najnowocześniejszym oprogramowaniu. Przy tym szybko — tłumaczy szef Mine Master.

Widoki na przyszłość

W tej chwili firma bardzo mocno skupia się na wschodzie, głównie Rosji i krajach sąsiedzkich.

— Tam jest rozwinięty przemysł górniczy z bardzo ambitnym kierownictwem. To wielki, perspektywiczny obszar wydobywczy, w dodatku blisko. Dla nas bardzo atrakcyjny pod względem kulturowym. Łatwo się z nimi komunikujemy i jest to dla nas bardzo ważny rynek — informuje Jerzy Nadolny.

— Dużo inwestujemy w Indiach, które też są bardzo dużym i perspektywicznym rynkiem. Ważny, chociaż bardzo trudny rynek to Australia. Są tam bardzo wysokie wymagania techniczne, bezpieczeństwa pracy, wysoka kultura pracy, dbałość o pracowników, o ich zdrowie i komfort pracy. A przy tym to rynek krystaliczny, jeśli chodzi o zasady — idealnie transparentny. Naszym celem na najbliższy okres jest także północna Afryka. Korzystamy z różnych dróg dostępu, wspieramy się kontaktami i sieciami partnerów, np. z Kanady — podsumowuje.

Szukamy czempionów

Jeśli Twoja firma inwestuje za granicą, eksportuje lub niedawno zadebiutowała na globalnym rynku zgłoś ją do 8. edycji konkursu Polska Firma — Międzynarodowy Czempion. Szczegóły, regulamin i formularz zgłoszeniowy: czempioni.pb.pl. Udział w konkursie jest bezpłatny.Na zgłoszenia czekamy do 31 października.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: DI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu