Matrasa nie stać nawet na upadłość

Dawid Tokarz
05-08-2018, 22:00

Po byłym wiceliderze rynku książki zostały tylko długi i niewiele warta marka. Majątek rozpłynął się przed i w trakcie „sanacji”.

Zgodnie z przewidywaniami „PB”, stołeczny sąd upadłościowy oddalił wnioski o upadłość Matrasa, uznając, że go na nią nie stać. A jeszcze dwa lata temu spółka, ze 180 placówkami, była drugą, po Empiku, największą siecią księgarni w Polsce…

Niezdrowa sanacja

Przebieg rozprawy w sprawie upadłości Matrasa (wnosiło o nią kilku wierzycieli i sama spółka) był najlepszą ilustracją totalnej klapy, jaką okazała się próba ratowania firmy poprzez otwarcie jej postępowania sanacyjnego w kwietniu 2017 r. Przedstawiciele ostatniego zarządcy sądowego Matrasa, spółki PMR Restrukturyzacje, przyznali, że po byłej sieci księgarni nie została ani złotówka, a ona sama nie generuje żadnych dochodów. I dodali, że tak naprawdę nie wiedzą, gdzie jest majątek spółki i czy jest jakikolwiek, nie obciążony rzeczowo (m.in. zastawami rejestrowymi), poza jednym — podupadłą marką i związaną z nią domeną internetową.

Te ostatnie chcieli, w procedurze tzw. pre-packu (upadłość uproszczona), przejąć dwaj wierzyciele — spółka Modern Bookstore 2, powiązana z funduszem Penta Investment (właściciel Empiku) oraz Społeczny Instytut Wydawniczy Znak. Pierwsza z firm zaoferowała 728 tys. zł, a druga 960 tys. zł. Obie oferty sąd jednak odrzucił, uznając, że wpływy z ewentualnej sprzedaży będą za małe w stosunku do kosztów, jakie trzeba by ponieść na przeprowadzenie postępowania upadłościowego (szacunkowo ponad 3,3 mln zł).

Sama tylko inwentaryzacja tego, co zostało po Matrasie w różnych miejscach w Polsce, zdaniem zarządcy sądowego, kosztowałaby około 1,5 mln zł, a i tak, po jej przeprowadzeniu, okazałoby się zapewne, że większość ze zinwentaryzowanego majątku nie należy do byłej sieci księgarń, a jej wierzycieli. Chodzi głównie o wydawców, którzy dostarczali Matrasowi książki, oraz o upadły SK Bank, który — jak ujawniliśmy w „PB” — firmom związanym z Jerzym Kowalewskim, prezesem i większościowym akcjonariuszem Matrasa, udzielił kredytów na prawie ćwierć miliarda złotych.

Wierzyciele na lodzie

Decyzja sądu, na razie nieprawomocna, oznacza, że ponad 1100 wierzycieli Matrasa będzie musiało obejść się smakiem i pogodzić ze stratą około 150 mln zł. Poza dostawcami książek, firmami wynajmującymi sieci lokale i innymi kontrahentami, na liście pokrzywdzonych wierzycieli są też PFRON, ZUS (około 8 mln zł) i fiskus (wierzytelność tego ostatniego będzie wiadoma, gdy skończy się prowadzona właśnie w spółce kontrola skarbowa).

Cieszyć się może jedynie ponad 200 ostatnich pracowników Matrasa, zwolnionych grupowo z końcem stycznia 2018 r. Dzięki decyzji sądu należne im pieniądze, łącznie między 1,5 a 2 mln zł, będą mogli uzyskać ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych.

Tymczasem tym, dlaczego po Matrasie nie zostało prawie nic, zajmuje się stołeczna prokuratura okręgowa. Wśród wyjaśnianych wątków, dotyczących działalności władz Matrasa, jest m.in. podejrzenie oszustwa na szkodę wydawnictw, działanie na szkodę wierzycieli i udaremnianie ich zaspokajania, a także udzielania zarządcy sądowemu nieprawdziwych informacji oraz niewydanie mu dokumentacji firmy. Na razie w sprawie toczy się śledztwo, nikomu nie przedstawiono zarzutów. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Matrasa nie stać nawet na upadłość