Po Matrasie zostały tylko śledztwa

29-07-2018, 22:00

Sąd potwierdzi bankructwo byłego wicelidera rynku książki. Ucieszy to tylko byłych pracowników, wierzyciele odejdą z kwitkiem.

W piątek 3 sierpnia stołeczny sąd upadłościowy wreszcie zakończy żywot Matrasa — spółki, która ze 180 placówkami jeszcze dwa lata temu była drugą, po Empiku, największą siecią księgarni w Polsce. Tyle że nie ogłosi jej upadłości, bo Matras dziś nie ma praktycznie żadnego majątku. To rezultat totalnej klapy, jaką okazała się próba ratowania spółki poprzez otwarcie jej postępowania sanacyjnego w kwietniu 2017 r. Przychody Matrasa systematycznie spadały, a sieć nie płaciła nie tylko dostawcom książek i firmom wynajmującym jej lokale, ale też ZUS i PFRON. W rezultaciedo długów, i tak znacznie przekraczających 100 mln zł, doszły nowe, sięgające kolejnych co najmniej kilkunastu milionów złotych. To dlatego już w sierpniu 2017 r. sanacja została umorzona. Decyzja uprawomocniła się jednak na początku czerwca 2018 r. i dopiero to umożliwiło rozpatrzenie wniosków o upadłość, zalegających w sądzie od przełomu 2016 i 2017 r.

Zobacz więcej

NIE MOJA WINA: Na wniosek wierzycieli i zarządcy sądowego prokuratura sprawdza, czy Jerzy Kowalewski, prezes i większościowy akcjonariusz Matrasa, nie dopuścił się licznych przestępstw. On sam odpiera wszystkie zarzuty. FOT. PIOTR BŁAWICKI-SE-EAST NEWS

— Już półtora roku temu nadzorca sądowy cały majątek sieci księgarni, nieobjęty zastawami rejestrowymi, szacował na zaledwie 2,7 mln zł. Dziś w spółce nie ma nic, bo te niewielkie pieniądze, które miała na kontach, po uprawomocnieniu się decyzji o umorzeniu sanacji przejęli komornicy. W tej sytuacji sąd nie będzie miał wyjścia i odmówi ogłoszenia upadłości Matrasa — nie ma wątpliwości informator „PB”, zbliżony do sprawy.

Oddalenie wniosków o upadłość będzie dobrą wiadomością tylko dla ponad 200 ostatnich pracowników Matrasa, którzy zostali zwolnieni grupowo z końcem stycznia 2018 r. Zarządca sądowy wypłacił im jedynie jedną czwartą pensji za luty i ani grosza z tytułu odpraw za marzec i kwiecień. Brakujące pieniądze, łącznie między 1,5 a 2 mln zł, teraz będą mogli uzyskać ze środków Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Na jakieś niewielkie pieniądze mogą też liczyć banki, które miały zastawy rejestrowe na majątku Matrasa (m.in. jego marce). Zdecydowana większość wierzycieli obejdzie się jednak smakiem i będzie musiała pogodzić się ze stratą około 150 mln zł. Tym, dlaczego po Matrasie nie zostało prawie nic, zajmują się już organy ścigania. Zawiadomienia dotyczące działań Jerzego Kowalewskiego, prezesa i większościowego akcjonariusza spółki, złożyło niezależnie od siebie kilku wierzycieli oraz były zarządca sądowy Matrasa Krzysztof Gołąb. Jak się dowiedzieliśmy — wszystkie one, rozsiane początkowo po różnych prokuraturach, zostały przejęte przez stołeczną prokuraturę okręgową. Wśród wyjaśnianych wątków jest m.in. podejrzenie oszustwa na szkodę wydawnictw, działanie na szkodę wierzycieli i udaremnianie ich zaspokajania, a także udzielania zarządcy sądowemu nieprawdziwych informacji oraz niewydanie mu dokumentacji firmy.

— W sprawie prowadzone jest śledztwo, na razie nikomu nie przedstawiono zarzutów — informuje Łukasz Łapczyński, rzecznik Prokuratury Okręgowej w Warszawie.

 

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dawid Tokarz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Po Matrasie zostały tylko śledztwa