Męcząca praworęczność

Marcin BołtrykMarcin Bołtryk
opublikowano: 2013-04-26 00:00

Tydzień za kierownicą. A kierownica „po złej stronie”. Dwa tysiące kilometrów. Dużo jeżdżenia, sporo snu i walka z pasami bezpieczeństwa. Nowe Q5, choć wcale nie nowe, zdało trudny egzamin. Ja też zdałem.

Podobno charakter człowieka można poznać tylko na morzu. Odizolowanie od świata, ograniczenie przestrzeni życiowej burtami, dziobem i rufą uwypuklają wszystkie rysy. Przynajmniej tak mówią. Podobno jeśli po zejściu na ląd nadal uważasz kompanów za… kompanów, to oznacza, że nadajecie na tych samych falach. Sprawdźmy, czy z samochodami jest podobnie. Zatem: ja, dwóch kolegów, jedno auto, dwie torby i monstrualna waliza. Do przejechania 2 tys. kilometrów, do dyspozycji odmłodzone Audi Q5.

Sokoli wzrok

Pierwszy raz będę prowadził auto przystosowane do ruchu lewostronnego tam, gdzie takowy obowiązuje. Trochę się stresuję. Ale nic to. Ładujemy się. Najpierw dwie pokaźnych rozmiarów torby. Potem jedna olbrzymia waliza. Nie bez wysiłku. Bagażnik nowego* Audi Q5 ma pojemność 540 l. Na trzech wystarczy. Tobołki upchane. Kluczyk w dłoni. W drogę. Drzwi, klamka, drzwi, pasy. Ojej! Ano tak… ruch lewostronny. No to pasy, klamka, drzwi i znowu drzwi, klamka, pasy… No właśnie, pasy. A gdzie one są? Bo tam, gdzie były zawsze, ich nie ma. Przełożona przez lewe ramię prawa dłoń bezwiednie błądzi, nie mogąc trafić na klamrę. Ano tak… ruch lewostronny.

Wiecie, jak dziwnie zapina się pasy lewą ręką? Tak samo dziwnie zmienia się lewą ręką przełożenia skrzyni biegów. I w ogóle jest dziwnie. Kolejne kilometry to bezustanna walka z przyzwyczajeniami — trzymaj się lewej!, z lusterkami — trzymaj się lewej!, zmianą biegów — trzymaj się lewej! czy nawet obsługą radia — trzymaj się lewej! No i zaczyna mnie irytować pasażer. Tylko trzymaj się lewej i trzymaj się lewej. O rany, ja prawą stroną jadę! Potrzebuję przerwy.

Stop. To doskonały moment, by przyjrzeć się naszej łajbie, znaczy pojazdowi. Nowe Audi Q5. Tu czas wyjaśnić gwiazdkę umieszczoną kilka wersów wyżej. Otóż to wcale nie jest nowy model. To stara, dobrze znana i niezwykle lubiana Q5, która przeszła delikatny face lifting i (uwaga, brzydkie słowo) doposażenie techniczne. Zmiany wizualne są na tyle delikatne, by nie zrazić zakochanych w tym modelu użytkowników, ale na tyle widoczne, by nie było wątpliwości, który sąsiad ma auto z „tegorocznej kolekcji”.

Do rzeczy. Nowy jest grill. Znaczy osłona chłodnicy. Teraz ma sześć narożników, a chromowane pionowe listwy i logo Audi wymodelowano w taki sposób, by przypominały elementy wyrzeźbione. Ponadto zmieniono zderzak i wygląd świateł przeciwmgłowych. W tylnej części nadwozia też zmodyfikowano lampy. Audi Q5 prezentuje się godnie, zwłaszcza z opcjonalnymi reflektorami ksenon plus, których klosze skrywają wąski pas diod LED służących jako światła do jazdy dziennej. Podobny pas zapakowano pod klosze tylnych lamp. Q5 nabrało sportowego sznytu dzięki nowym wzorom wielkich felg. Koniec zmian. Przynajmniej tych, które można dostrzec na krótkim postoju po lewej stronie asfaltu.

Drażniące przywary

Gdzie te pasy! — Tam, gdzie być powinny. Ty ich szukasz ze złej strony — informuje kompan z tylnej kanapy, gdy zajmuję miejsce za kierownicą. Nie przyzwyczaję się! — Przyzwyczaisz — bąka sąsiad z fotela pasażera, który powinien być fotelem kierowcy.

Mówię wam, pomieszanie z poplątaniem. Aż strach pomyśleć, jak zareaguję w podbramkowej sytuacji. Czy zamiast uciekać na lewo, nie ucieknę na prawo. Przepełniony strachem o życie własne i tych, którzy mi powierzyli swoje, ruszam. — Wiem, trzymać się lewej. Prowadzę po bezdrożach Nowej Zelandii samochód z dwulitrowym silnikiem diesla pod maską. Osławione TDI. Ulubieniec polskich flotowców. Odpowiednio mocny, bardzo oszczędny i, co istotne w polskich realiach prawno-podatkowych, o pojemności „do 2 litrów”. Za zmianę przełożeń odpowiada (na szczęście) automat — dwusprzęgłowa skrzynia S-tronic. Przez chwilę pomyślałem, co by się działo, gdybym — poza trzymaniem się lewej — musiał jeszcze operować sprzęgłem i manualną przekładnią. Odpycham złe myśli, bo pojawiają się kłopoty. Grupy nie mogę dogonić. A cisnę. Serio. Cisnę, ile fabryka dała.

A fabryka dała…

…dwulitrowy, dobrze znany silnik TDI o mocy 176 KM i momencie obrotowym 380 Nm. Według katalogu Q5 z tym motorem przyspiesza do 100 km na godzinę w 9 sekund. Według mnie wszyscy są szybsi. Wyprzedzanie pod górę. Koszmar. Raz, że: Trzymaj się lewej!, dwa, że załadowana dwoma wielkimi torbami i monstrualną walizą oraz naszymi ciałami Q5 nie robi tego ochoczo. Wyraźnie się męczy. Wiele razy jeździłem autami z tym silnikiem, pierwszy raz wydaje mi się, że ten motor jest po prostu do Q5 za słaby.

Do tego klekot. Zupełnie nie przystający do nieco powściągliwej i konserwatywnej linii wnętrza. Umówmy się, jest elegancko. A tu taki dźwięk. Nie pasuje. Oho! Zaczynam narzekać. Zmiana za kółkiem. Jedziemy i jedziemy. Ogarnia mnie senność. Jest ciepło, wygodnie, przytulnie. W środku wszechobecny komfort i dbałość o każdy szczegół. Przednie fotele są tak wygodne, że z przyjemnością na jednym sobie usypiam. Dobranoc. — Co tak stuka? — Kamyczki! — Jakie kamyczki? Nie trzymasz się lewej?

— Trzymam! Od pół godziny jedziemy szutrem. Zatem szacunek! Dla inżynierów od zawieszenia. Na wyboistym szutrze jest równie przytulnie jak na równym asfalcie. Dają o sobie znać kolejne nowości. W odświeżonym Q5 zmieniono charakterystykę sprężyn, amortyzatorów i stabilizatorów. Wszystko zapewnia większy komfort i spokojny sen pasażerom.

Przez zmrużone powieki dostrzegam jeszcze wyciągającego się z tyłu kompana. Też śpi. Przez chwilę mu zazdroszczę — ma do dyspozycji obszerną kanapę, na której bez narzekań mogą podróżować dwie rosłe osoby, a on ma ją tylko dla siebie. Ogarnia mnie błogość. Dobranoc.

Monstrualna walizka

Stacja benzynowa to doskonałe miejsce, by wspomnieć o kolejnej porcji nowości w Q5. Otóż wszystkie wersje silnikowe są (tak przynajmniej zapewnia producent) oszczędniejsze o 15 proc. dzięki zmianom ustawień komputerów i innym sprytnym zabiegom. Zupełnie nowy elektromechaniczny system wspomagania kierownicy pozwala lepiej „czuć drogę”, a dzięki temu, że uzależnia moc wspomagania od prędkości i nie pobiera energii podczas jazdy prosto, redukuje zapotrzebowanie na paliwo nawet o 0,2 l na 100 km.

Przy okazji uwaga: nasze testowe Q5 wyposażone w dwulitrowy silnik TDI o mocy 176 KM spaliło na bardzo mieszanej trasie (miasto, drogi szybkiego ruchu, szutry) średnio 6,6 l na 100 km. Wynik imponujący, bo auto było obciążone (już wiecie: ja, dwóch kompanów, dwie torby i monstrualna waliza), no i wyciskaliśmy z TDI siódme poty, często wyprzedzając i próbując dogonić resztę wycieczki. Znów moja kolej. Wsiadam z dobrej strony i z dobrej łapię za pasy. Pora na pean.

Oferta kompletna

Nowe Q5 jest tak dobre jak jego poprzednik. Naprawdę niczego nie popsuto. Do tego jest ofertą kompletną. Optymalne wymiary (4,63 m długości, szerokość 1,90 m i wysokość 1,65 m). Duży wybór silników (trzy diesle, dwie jednostki benzynowe) i bardzo uniwersalne cechy. Z nowych spostrzeżeń: nieco zawiodłem się na 176-konnym TDI. Podróżowałem już wcześniej autami z tym silnikiem, ale nigdy nie poznałem go z gorszej strony. W obciążonym aucie w poważnej trasie odczuwa się niedostatek mocy. Nie, nie przesadzam. Może trochę w tym „efektu żaglówki”.

Ale zdecydowanie stawiam na jednostkę 3,0 TDI, która łączy dużo lepsze osiągi z podobnie niskim spalaniem (w warunkach naszego testu około 7 l na 100 km). Zdaję sobie sprawę, że w Polsce to silnik 2,0 ma fory. Ale… to już nasza strata. Innych rzeczy bym nie zmienił. Jak dorosnę, kupię sobie takie auto. Aha! I jeszcze jedno. Wcześniej nie miałem okazji tego sprawdzić. W Q5 śpi się wyśmienicie. Dobranoc. &FOT. MATERIAŁY PRASOWE