Moje ulubione miasta są diametralnie różne: Moskwa, Warszawa, Wiedeń... I amerykańskie metropolie, w których mieszkałem i studiowałem. Największym sentymentem darzę jednak Mediolan. Zawsze będę do niego wracał i zabierał tam przyjaciół.
Uroda życia. Po studiach podjąłem pracę w Coca-Coli w Atlancie w stanie Georgia. Potem ruszyłem do Polski, by otworzyć rynek dla tego napoju. Później przeniesiono mnie do Włoch, gdzie moim zadaniem było zbudowanie struktury z siedzibą w Mediolanie. Zatrudniałem ludzi. Zawierałem przyjaźnie. Bardzo się zbliżyłem do Włochów, poznałem ich, bywałem w ich domach. Zarazili mnie umiłowaniem życia. Tym swoim dolce vita. Poszanowaniem takich wartości, jak rodzina, czas własny... To jest wbudowane we włoskie DNA. Ja też zacząłem postrzegać dobre strony życia. Włosi generalnie, a w Mediolanie tym bardziej, nie zbierają na większy dom lub nowe DVD jak np. Amerykanie. Wydają pieniądze na jedzenie na mieście, dbanie o urodę — zęby, włosy, ręce... Przywiązują wagę do detali, takich jak zegarki, okulary, biżuteria. Ubiór jest dla nich wykładnikiem statusu. Lubią i potrafią się dobrze ubrać. Strój nie musi być najdroższy, ale powinien być markowy, dobrej jakości i modny. Przyjechałem do Włoch z moją amerykańską garderobą. Ludzie od marketingu powiedzieli mi: „W porządku, jesteś szefem, ty tu decydujesz... Ale szacunek do siebie zbudujesz nie tylko tym, jak zarządzasz, ale też tym, jak wyglądasz. Musimy cię ubrać!”.
Zawieźli mnie do fabryki koło Bergamo, gdzie szyją m.in. dla Valentino i Armaniego. Tam po fabrycznych cenach kupiłem garnitury, koszule, a tego, co miałem, po prostu się pozbyłem. Nie sądzę, żeby w Polsce ktoś się odważył zaproponować szefowi zmianę garderoby.
Szukając ludzi. Dlaczego umieściliśmy siedzibę właśnie w Mediolanie? Coca-Cola to największa firma marketingowa świata, która produkuje napoje. Zależało nam na dostępie do ludzi kreatywnych. A ta kreatywność była dużo bardziej dostępna w Mediolanie niż w Rzymie, bo Mediolan jest miastem mody. Wyciągnąłem np. dyrektora marketingu z firmy Prada — Patrizię, która została dyrektorem marketingu w Coca-Coli. Ktoś inny przyszedł od Versace, ktoś od Armaniego... Położenie Mediolanu miało dla nas fundamentalne znaczenie. W półtorej godziny można stamtąd dojechać do Zurychu, Wenecji, Nicei. Na północ, około 60 km od Mediolanu, znajdują się jezioro i miasto Como, a nad nim miejscowość Lugano i już Szwajcaria. Niedaleko są Alpy z trasami narciarskimi. Przy dobrej pogodzie z okna mojego mieszkania dokładnie widziałem ośnieżone szczyty. Włosi nauczyli mnie, że kraj poznaje się niekoniecznie przez pobyt w pięciogwiazdkowych hotelach. Małe pensjonaty czy wynajęte pokoje ze śniadaniem dają większą przyjemność i pozwalają na bliższe obcowanie z ludźmi — całymi rodzinami, które prowadzą ten biznes. Zresztą całe Włochy są oparte na małych, rodzinnych biznesach. Jeśli jest kraj, w którym klimat bardziej się sprowadza do dwóch pór roku niż do czterech, i jeśli tam się produkuje wino, to nie może to być zły kraj. Do tego jeszcze dochodzą temperament i mentalność Włochów, melodyjność ich języka. Mediolan leży na północy. Klimat nie jest już śródziemnomorski, ale kontynentalny. Lata gorące i suche, zimy wilgotne, chłodne. W sierpniu nie ma nikogo w mieście. Temperatura sięga 40 stopni. Mediolan wymiera do tego stopnia, że może być problem z zaopatrzeniem. Sklepy pozamykane, restauracje pozamykane... Zdarzyło się, że nie mogłem kupić benzyny i musiałem wyjechać po nią daleko na pozamiejską autostradę.
Miasto pieniędzy. Fakt, że Włochy znajdują się na tzw. bucie apenińskim, sprawia, że ten kraj nie był narażony na ataki z południa lub zachodu, lecz bardziej z północy. To też wpłynęło na specyfikę Mediolanu, który przechodził z rąk do rąk: Hiszpanów, Franków, Habsburgów, Napoleona... Ich wpływy pozostały nie tylko w architekturze. Na ulicy widać ludzi o różnych karnacjach i rysach twarzy, odmiennie niż na południu Włoch. Mediolan jest inny niż Rzym, Neapol czy Bolonia. Rzecz w tym, że Włochy są generalnie bardzo zróżnicowane. Każde miasto jest inne, różne są zwyczaje. Pizza w różnych regionach jest inna, pasta jest inna, język włoski jest inny zależnie od prowincji. Te różnice się kultywuje. Mediolan to centrum przemysłu i finansjery, największy we Włoszech ośrodek przemysłowy. Najbogatsze miasto włoskie. Są tam też partie wywodzące się z wielkiego biznesu. Berlusconi jest z Mediolanu. Mediolan jest drogi, dużo droższy niż inne wielkie miasta tego kraju. Włoch powie, że zarabia się w Mediolanie, a wydaje w Rzymie.
Gang na dachu. Wynajmowałem penthouse na dachu wysokiego budynku przy Via Juvara. Obok był drugi penthouse, który wynajmował Włoch, dyrektor generalny Seiko. Wszystkie budynki wokół były niższe. Miałem pancerne szyby, specjalne zamki na tarasach i wszelkie możliwe zabezpieczenia. Nawet zastanawiało mnie, po co to wszystko. Jak tu ktoś wejdzie — na dole konsjerż, wejścia pozamykane, monitorowane windy, na dach nie sposób się dostać. Któregoś dnia wróciłem z Rzymu, a tu policja, carabinieri — okradziono mojego sąsiada.
Powiedział: „Wszystko mi ukradli. Moje zegarki, biżuterię, dzieła sztuki...”. Okazało się, że okradziono go, wykorzystując helikopter. Charakter tego włamania pokazuje poniekąd stopień perfekcji tego miasta.
Do odwiedzenia. Centrum miasta jest jednocześnie centrum historycznym. Wspaniałe pamiątki, poczynając od Duomo, czyli katedry, po zamek Sforzów (Castello Sforzesco), z którego Bona przyjechała na Wawel i gdzie mieszkał również Leonardo nardo Da Vinci. Dzień w Mediolanie można podzielić według jego pór. Rano zwiedzanie, zanie, później obiad, po południu shopping hopping — w tym mieście obowiązkowy. wy. Ekspozycja rzeczy w sklepach jest tak zachęcająca, chęcająca, że najczęściej kupuje się nadmiar ar w stosunku do planów. Przy tym markowe rzeczy można kupić taniej niż w Warszawie. Na przykład sklep Ermenegildo Zegna na placu Trzech Krzyży jest droższy od sklepu tej marki w Mediolanie (i nie tylko). Poza centrum — urocze uliczki z kafejkami nad kanałami czy sławna Monza — tor Formuły 1. Wieczorem dobra kolacja w restauracji, później spacer po mieście, a w nocy kluby, bary... W Mediolanie jest kilka znanych uczelni i mnóstwo młodych ludzi. Dużo pięknych dziewcząt, które są modelkami lub chcą nimi być — to przecież miasto mody. Trzy dni w Mediolanie to optymalny czas na krótki pobyt.
Buon appetito. Jeżdżę tam również dla doznań kuchni, której nie ma poza Włochami. Włoskie jedzenie eksponuje naturalne smaki produktów. Zabieram żonę i przyjaciół i jedziemy zjeść coś dobrego. Udajemy się do mojej ulubionej osterii La risacca 2 przy Viale Regina Giovanna 14. To restauracja rybna, moim zdaniem najlepsza na świecie.
Janusz R. Guy
Prezes spółki Sygnity produkującej oprogramowanie. Ma wyższe wykształcenie i tytuł MBA w zakresie biznesu międzynarodowego i międzynarodowych finansów uzyskany na Uniwersytecie Stanowym Georgia w Atlancie w Stanach Zjednoczonych. Pracował m.in. w Coca-Cola Company oraz Polfie Kutno, gdy była przejmowana przez Ivax Pharmaceuticals. W latach 2009-10 stał na czele Biotonu.
