Menedżer szuka rady u coacha

dcz
opublikowano: 19-01-2007, 00:00

Prawie każdy z nas wolałby od czasu do czasu zostać w domu, niż pójść do pracy.

Prawie każdy z nas wolałby od czasu do czasu zostać w domu, niż pójść do pracy.

Co robić? Oto przykład.

Menedżer: Jestem prezesem firmy, dużo zarabiam. Ale od pewnego czasu praca nie daje mi satysfakcji.

Katarzyna Głowacka-Stewart (coach): To normalne, zwłaszcza dla osób, które zaczynały karierę na początku lat 90., szybko osiągnęły wysokie stanowiska i apanaże. Nie były to jednak świadome wybory drogi zawodowej — po prostu była atrakcyjna oferta i ścieżka kariery.

Rzeczywiście, oferta była zbyt atrakcyjna, by rozważać za i przeciw. Teraz myślę, że to niefajnie być prezesem.

To klasyczne wypalenie zawodowe. Przede wszystkim musimy się zastanowić, co się stało, co przeszkadza panu w pracy, jakie są pana wartości i potrzeby.

Ciąży mi odpowiedzialność. Właściciele firmy wymagają coraz lepszych wyników, więc muszę namawiać ludzi do większej agresji na rynku. To nie w moim charakterze, a nie mam wsparcia.

Warto przeanalizować, gdzie popełnił pan błąd, jakie sygnały ostrzegawcze zbagatelizował. Stan wypalenia zawodowego ma i pozytywny potencjał, jeśli wiemy, jak go wykorzystać, by wiele się o sobie dowiedzieć, wyciągnąć wnioski i zacząć żyć i pracować we właściwszy dla siebie sposób. Czy można próbować zmienić relacje między ludźmi na bardziej otwarte? Czy można powołać zespół, który będzie pana wspomagał w decyzjach lub zmianach stylu zarządzania?

Może zmienić pracę?

To ostateczność. Ale może warto odpuścić karierę pionową i zastanowić się nad zejściem w hierarchii o szczebel niżej. To nic złego. Osoby, które kurczowo trzymają się stanowisk, muszą sobie udowadniać, że są wystarczająco dobre. Może lepiej być numerem dwa niż prezesem? Najprostszym i najszybszym sposobem na zmianę funkcjonowania w pracy jest zmiana nastawienia. Jeśli analizy zawodzą, daję im jedno zadanie: by następnego dnia zapomnieli o postanowieniach i skupili się na tym, by pracować tak, żeby na koniec dnia być z siebie zadowolonym. To wystarcza, by wszystko ustawiło się samo: decyzje, priorytety, zadania, relacje, czas na pracę, czas na przerwy. Polecam to ćwiczenie wszystkim sfrustrowanym.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: dcz

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane