Znaleźć godnego następcę nie jest łatwo. W zasadzie może to być ogromne wyzwanie. Chyba że chodzi o kogoś, z kim ramię w ramię pracujemy od lat i kto zna biznes od podszewki. Dlatego Adam Rozwadowski, założyciel największej sieci placówek medycznych z polskim kapitałem, nie używa słowa „sukcesja”. Zmianę na stanowisku prezesa uważa za naturalną kolej rzeczy. Jego syn Jacek zarządzaniem operacyjnym zajmuje się od dekady. Robi to z sukcesami i pasją. Nad czym się więc zastanawiać?








Przekazanie sterów to tylko formalność. Okazja po temu wydaje się zacna — 9 czerwca 2018 r., w Teatrze Polskim w Warszawie, Enel- -Med będzie świętować 25-lecie działalności.
— Od dawna nie było wątpliwości, że pałeczkę przejmie Jacek. Decyzja właściwie sprowadzała się do pytania: kiedy? — ujawnia Adam Rozwadowski.
Nowy rozdział
Na emeryturę biznesmen się nie wybiera. Obejmie prezesurę w założonej przez siebie Fundacji Zdrowia Publicznego „Pro Bono”, która zajmie się edukacją zdrowotną. O przyszłość Enel-Medu jest spokojny. Zwłaszcza że przewodniczącą rady nadzorczej pozostanie żona Anna, zaangażowana w życie firmy od początku jej działalności, a następca zapowiada kontynuację polityki ojca. Rewolucja obejmie tylko sfery, które do zmian ponaglajączynniki technologiczne i rynkowe. Potrzebne są kolejne inwestycję w digitalizację, telemedycynę i aplikacje na smartfony. To od nich zależy utrzymanie pozycji rynkowej.
— Nie ma sensu rezygnować z metod, które sprawdzały się przez ćwierćwiecze i zapewniły nam miejsce wśród liderów branży. Nie oznacza to bynajmniej chowania się przed nowoczesnością — oświadcza Jacek Rozwadowski.
Rzeczywiście, Enel-Med jest trzecim największym graczem na rynku. Tylko Lux Med i Medicover, spółki kontrolowane przez obcy kapitał, są z nim w stanie rywaliować. W zeszłym roku przychody grupy wyniosły 323,7 mln zł, co jest wzrostem o 18 proc. rok do roku. W 2016 r. było to 17, a w 2015 r. — 3 proc. W czasach PRL-u Adam Rozwadowski, z wykształcenia inżynier elektryk, pracował w przedsiębiorstwie energetycznym Stoen. W połowie lat 80. stworzył biuro projektowania i realizacji inwestycji elektroenergetycznych Enel. Do dziś tablica z tą nazwą wisi w jego gabinecie. Powołanie w 1993 r. firmy medycznej było zróżnicowaniem biznesu.
— Zaczęliśmy od stomatologii, bo był to najwcześniej sprywatyzowany dział służby zdrowia w Polsce. Pierwszy nasz obiekt, na warszawskim Zaciszu, wykorzystywaliśmy jednak tylko w 30 proc., co zachęcało nas do rozszerzenia działalności — opowiada senior.
Uzupełnia, że matką Enel-Medowej stomatologii jest jego żona Anna Rozwadowska, która od otarcie pierwszego gabinetu czuwała nad rozwojem tej gałęzi medycznego biznesu.
Przecieranie szlaków
Wyposażenie i projekt laboratorium protetycznego powierzył Niemcom. Zainwestował w zaawansowaną radiologię od Siemensa i zatrudnił dobrych techników. Wówczas nikt w Polsce nie dysponował równie innowacyjnym ośrodkiem. Intuicja podpowiadała mu jednak, że to za mało, by zyskać przewagę konkurencyjną.
Cieszy się więc, że przed otwarciem swojej placówki poszedł do jednej z dużych przychodni dentystycznych w stolicy.
— Centrum wyglądało na nowoczesne. Wrażenie zepsuła asystentka, która rozmawiała przez telefon ze znajomą o swojej domowej kuchni, każąc mi czekać. Już wiedziałem, że nie zaakceptuję u siebie takich zachowań. Klient musi być w centrum zainteresowania — mówi przedsiębiorca.
Dziś architektura i wystrój wnętrz oraz standardy obsługi, na które postawił Enel- -Med, nie budzą już zdziwienia. Ale na początku lat 90. były rewelacją w Polsce. Wszystkie koncepcje założyciela wpisywały się w pewien amerykański kierunek psychologii, według którego placówka służby zdrowia nie powinna się kojarzyć z leczeniem.
— Nawet stosowane w firmie słownictwo odżegnywało się od typowo szpitalnego języka — nigdy więc nie było u nas rejestracji pacjentów, tylko recepcja — uśmiecha się ustępujący prezes.
Przełomowy dla firmy był rok 1998, kiedy wdrożyła system abonamentowy. Korzystały z niego głównie międzynarodowe koncerny, ale ich liczba wystarczyła, by osiągać stałe i zadowalające przychody, niezależnie od sezonu.
— Niektóre umowy zawieraliśmy nawet w dolarach. O opłacalności decydowały też wysokie marże, o których dziś, z powodu rosnącej konkurencji, można sobie tylko pomarzyć — informuje Adam Rozwadowski.
Za jedną z tajemnic sukcesu przedsiębiorca uważa odwagę eksperymentowania. Przyznaje, że niszę dla takich firm jak Enel-Med stworzył niewydolny system publicznej opieki zdrowotnej. Niemniej konkurenci, którzy nie chcieli pomóc szczęściu, już dawno zwinęli się z rynku. Dlatego Rozwadowscy wprowadzali coraz to nowe udogodnienia — jak adresowaną do zapracowanych biznesmenów usługę 24 godziny dla zdrowia. W dobę mogą sobie zrobić kompleksowe badania, a na koniec dostają zalecenia od lekarza. To nie jedyny program profilaktyczny. Opracowano też specjalne zestawy badań dla 30-latków, młodych matek, palaczy i VIP-ów. Nie zawsze było lekko. Po wprowadzeniu abonamentów baza klientów rosła skokowo — o 500, 1000 osób. Za tym musiała iść budowa infrastruktury, co mogło skutkować utratą płynności finansowej.
— Wpływy z usług niekiedy nie nadążały za inwestycjami na wyrost. Zdecydowaliśmy się na ucieczkę „do przodu”, czyli ekspansję terytorialną. Konsekwentnie wchodzimy do dużych miast — Wrocławia, Katowic, Łodzi, Trójmiasta i Poznania. Mniejsze miejscowości zostawiamy konkurencji. Wyjątkiem jest Sochaczew — uśmiecha się Jacek Rozwadowski.
Innym pomysłem na to, by firmy nie wchłonął inwestycyjny wir, było wprowadzenie jej na giełdę w 2011 r. Właściciele zachowali pakiet kontrolny około 65 proc. akcji. Na parkiecie wreszcie mogli się odbić. W dniu wejścia na GPW akcje spółki wyceniono na około 5 zł, dzisiaj to ponad dwa razy tyle. Ale zbliżające się uroczystości rocznicowe pokazują, że to nie wyniki finansowe są dla Rozwadowskich najważniejsze — do teatru zaprosili przede wszystkim pracowników, bo swój sukces łączą głównie z ich zaangażowaniem i lojalnością.
— Nie jestem lekarzem. Wykształcenia medycznego nie ma również ani mój tata, ani o 10 lat młodszy brat Bartek, który pełni funkcję dyrektora ds. inwestycji i zakupów, a niebawem zasili zarząd. Brak skrótu „dr” przed nazwiskiem to żaden problem, jeśli zespół tworzą profesjonaliści z różnych dziedzin. Świetnie się uzupełniamy, co stanowi o naszej konkurencyjności i efektywności — argumentuje Jacek Rozwadowski.
Ludzie są najważniejsi
Na początku spółka zatrudniała 30-35 osób. Byli grupą znajomych rozumiejących się wpół słowa. Teraz w 39 centrach medycznych, call center i centrali pracuje ponad 4 tys. ludzi. Enel-Med obsługuje 5 tys. firm i ponad 700 tys. pacjentów. Przynoszą do Enel-Medu różne nawyki i kultury organizacyjne. Stąd pojawiła się konieczność standaryzacji, której jednak nie towarzyszy rezygnacja z familijnej atmosfery.
— Zważywszy na skalę działania, jesteśmy korporacją. Niemniej stworzyliśmy strukturę, która łączy najlepsze elementy obu kultur — korporacyjnej i rodzinnej. Stosujemy profesjonalne zarządzanie i wskaźniki efektywności, nie zaniedbując miękkich aspektów zarządzania. Na tym polega wyjątkowość naszego biznesu — tłumaczy junior.
A senior dodaje, że lekarze w Polsce mogą liczyć na pieniądze i prestiż, ale na przyjazne miejsca pracy — niekoniecznie. On stara się zaspokajać wszystkie potrzeby pracowników, także emocjonalne — zgodnie z dewizą, że dobre warunki można stworzyć klientowi tylko wtedy, gdy najpierw zadba się o pracowników. Nagrodą jest wdzięczny i stały personel — rotacja w sieci nie przekracza nawet 8 proc. rocznie. Jak postrzega wielką zmianę w swoim życiu? Cieszy się, że pozostaje w branży. Jego fundacja „Pro Bono” będzie promowała wśród Polaków regularne badania lekarskie. Co zaś się tyczy grupy wiekowej 50-54 lata — chce dla niej wywalczyć 50-proc. dofinansowanie tych kontroli.
— Ludzie unikają nawet podstawowych badań, choć pozwalają one wyłapać wiele chorób, na czas podjąć leczenie i, w niektórych przypadkach, uratować życie — uważa twórca Enel-Medu.
A odpoczynek, rekreacja, czas dla siebie? To wszystko znajduje w swoim wiejskim azylu, który razem z żoną Anną stworzył 15 lat temu 50 km od centrum miasta. Początkowo myślał, by osiąść tam na stałe, ale jazda w korkach tam i z powrotem trwa dla niego za długo. Na razie w swej podmiejskiej enklawie państwo Rozwadowscy spędzają niemal wszystkie weekendy.
— Co roku robimy sobie wycieczki do Anglii, podczas których wraz z przewodnikami oglądamy tamtejsze ogrody o kilkusetletniej historii — ekscytuje się senior.
Po godzinach
Na razie junior może rodzicom tylko pozazdrościć. Sprawy biznesu pochłaniają go tak bardzo, że pasje idą na bok. Chociaż nie do końca — ze swoim zespołem nagrywa płytę z pogranicza rocka i popu. Jest gitarzystą. Twierdzi, że w ostatnich latach niewiele się rozwinął w graniu, natomiast robi postępy jako kompozytor.
— Tytuł krążka — „After hours” — chyba najlepiej oddaje sposób, w jaki on powstaje. Wieczorami i w nocy wyrywam krótkie chwile na swoje hobby, by z odświeżonym umysłem wrócić do obowiązków — uśmiecha się Jacek Rozwadowski.
Teraz jego głowę zaprząta głównie transformacja cyfrowa. Przyszłość widzi w telemedycynie, aplikacjach mobilnych, platformie do komunikacji z klientami biznesowymi i e-sklepie. Za te innowacje spółka dostała nagrodę e-Commerce Polska awards 2017 w konkursie zorganizowanym przez Polską Izbę Gospodarki Elektronicznej. Dziś e-wizyty to ponad 5 proc. badań i konsultacji, ale ten odsetek szybko rośnie — głównie dzięki milenialsom, którzy chcą się leczyć tak samo, jak robią zakupy, załatwiają kredyt w banku, czyli na odległość.
— Współczesny klient poszukuje dostępu do informacji i usług za pośrednictwem telefonu. Dużą wagę przywiązuje także do user experience, czyli jak najlepszych wrażeń z kontaktu z firmą. Wychodząc naprzeciw tym oczekiwaniom, oferujemy pacjentom intuicyjną aplikacją do zarządzanie swoim zdrowiem — komentuje przyszły prezes Enel-Medu.
Dobra passa
Inny kierunek rozwoju wyznaczają akwizycje. Przejęcia dają sieci dostęp do nowych terytoriów, np. opieki długoterminowej.
Za podtrzymaniem dobrej passy przemawia wiele czynników: niewydolność publicznej służby zdrowia, zmieniająca się świadomość Polaków i coraz więcej pieniędzy w portfelu Kowalskiego. A także to, że kolejne pokolenie Rozwadowskich zdaje się identyfikować ze wspólnym biznesem — dość wspomnieć, że syn Jacka jest na trzecim roku medycyny. A nawet jeśli są powody do obaw, właściciele Enel-Medu starają się o tym teraz nie myśleć. Zasłużyli na świętowanie. Odliczają dni do 9 czerwca, kiedy spotkają się z pracownikami w Teatrze Polskim i obejrzą rodzinną — a jakże! — sztukę „Mąż i żona” Aleksandra Fredry. Jednym z punktów programu będzie uroczyste przekazanie sterów firmy juniorowi, który już nazajutrz weźmie się za bary z nowymi wyzwaniami.
