Menedżerze, zostań na swoim pasie

opublikowano: 03-03-2019, 22:00

Zastanów się dwa razy, zanim zmienisz branżę, zawód lub stanowisko. Najczęściej wygrywają ci, którzy startują we własnym wyścigu

Dlaczego mądrzy ludzie podejmują głupie decyzje? Spróbujmy to wytłumaczyć na przykładzie Isaaca Newtona, zaliczanego do największych geniuszy, jacy kiedykolwiek chodzili po ziemi. Wybitny fizyk, matematyk i astronom. Odkrywca trzech zasad dynamiki. Dokonywał ręcznych obliczeń z dokładnością do 55 miejsc po przecinku. Swoim ilorazem inteligencji (190) górował nad Karolem Darwinem i Stephenem Hawkingiem. Nie uchroniło go to przed popełnieniem zaliczeniem finansowej klapy. Uległ tej samej histerii, która w 1720 r. porwała wiele osób z pośledniejszymi umysłami. A powodem był wzrost akcji Kompanii Mórz Południowych.

Nie ma nic złego w zmianie ścieżki kariery, ale największe szanse na powodzenie
mamy wtedy, gdy nowy zawód, bardziej odpowiedzialne stanowisko lub zagraniczny
wyjazd są w dużym stopniu zbieżne z tym, co robiliśmy dotychczas — mówi Marcin
Przybyłek, trener biznesu.
Zobacz więcej

KONTYNUACJA:

Nie ma nic złego w zmianie ścieżki kariery, ale największe szanse na powodzenie mamy wtedy, gdy nowy zawód, bardziej odpowiedzialne stanowisko lub zagraniczny wyjazd są w dużym stopniu zbieżne z tym, co robiliśmy dotychczas — mówi Marcin Przybyłek, trener biznesu. Fot. Marek Wiśniewski

Angielski uczony kupił akcje tej spółki, po czym sprzedał je ze 100-procentowym zyskiem. Mógłby się uważać za sprytnego inwestora, gdyby nie to, że w niecałe pół roku wartość tych papierów wzrosła ośmiokrotnie. Żałując tak szybkiego pozbycia się akcji KMP, kupił je znowu, ale trzy razy więcej niż poprzednio. Zadowolony sir Isaac Newton trzymał te papiery, czerpał z nich dywidendę, aż ich cena osiągnęła szczyt. Zamiast podwoić swój stan posiadania, niebawem wszystko stracił. Gdy pękła bańka, w cztery tygodnie wartość akcji zmalała o 75 proc. Wybitny naukowiec do końca życia nie chciał słyszeć o obietnicach mórz południowych.

O porażce Isaaca Newtona wspomina Michael Bartnick w swojej książce „Największe błędy najlepszych inwestorów”. Z tej historii płynie jednoznaczne przesłanie: nawet bezsprzecznie potężny intelekt jest kiepską ochroną przed chciwością, zazdrością i owczym pędem — wskazuje autor, któremu sławę przyniósł blog o mechanizmach giełdy. Ale czy słusznie jedynym winowajcą czyni najbardziej pierwotne ludzkie instynkty? Niekiedy problemem jest to, że przekraczamy strefę swoich kompetencji.

Próbujemy brylować w dziedzinach, na których się znamy jak zakonnice na seksie. To przypadek Isaaca Newtona, który swoją nieudaną przygodę z pomnażaniem majątku podsumował krótko: „Potrafię obliczyć ruchy ciał niebieskich, ale nie szaleństwo ludzi”. Charlie Munger, wspólnik Warrena Buffetta, ostrzega: „Musisz znać swoje umiejętności. Nie wróżę ci sukcesu, jeśli będziesz szukał szczęścia poza kręgiem swoich kompetencji”. Dlaczego więc to stale robimy?

Pokusa nowości

Dr Marcin Przybyłek, trener biznesu, twierdzi, że część odpowiedzialności za to ponoszą jego koleżanki i koledzy po fachu: szkoleniowcy, coachowie, mówcy motywacyjni, głoszący swoisty kult zmiany i rozwoju osobistego. Stawiają oni za wzór swoim słuchaczom wszelkiej maści innowatorów, rewolucjonistów, osoby, które w karierze, inwestycjach i miłości nie lubią ustawień domyślnych. Ciągle testują nowe pomysły, wcielają się w coraz atrakcyjniejsze role. Dokładają się do tego lifestylowe magazyny, pokazując sylwetki menedżerów rezygnujących z korporacji dla start-upów — i na odwrót (byle w CV było jak najwięcej projektów, branż i zawodów świadczących o ich wszechstronności).

— Taki rodzaj narracji trafia na podatny grunt. Wielu ludzi potrzebuje pozoru zmienności. Przygnębia ich monotonia, rutyna. Chcą mieć poczucie, że w ich życiu wiele się dzieje, dokonuje się nieustanny postęp — opisuje dr Marcin Przybyłek.

Dodaje, że dla niektórych zmiana jest naturalną potrzebą — dla innych modą, której ulegają, by nie odróżniać się od otoczenia, notorycznie mylącego ruch z działaniem. Nie powinniśmy reformować tych, którzy sobie tego nie życzą. Ekspert przypomina sobie, jak kiedyś namawiał do większej otwartości swojego kolegę. Dziś takie zachęty uznaje za okrutne.

— Potencjał rozwojowy to indywidualna sprawa — i w dużym stopniu uwarunkowana genetycznie. Kiedy Kowalski nawet na urlopie zamęcza podwładnych telefonami, Nowakowi wystarczy miękka sofa, kufel zimnego piwa i święty spokój. Świat potrzebuje obu rodzaju ludzi. Gdyby wszyscy byli ambitni, pozabijalibyśmy się w pogoni za bogactwem, sławą i władzą. Gdyby zaś każdy był orędownikiem hasła „jakoś to będzie”, gatunek Homo sapiens nadal mieszkałby w ciemnych jaskiniach — uśmiecha się dr Marcin Przybyłek.

Unikaj skrajności

Słyszeliście wyrażenie „wyjdź poza strefę komfortu”? Sceptycznie podchodzi do niego Maciej Ozdoba, wicedyrektor w Nuvalu Polska. Nie jest to imperatyw słuszny w każdej sytuacji — podkreśla.

Czasem powinniśmy się okopać na swoich dotychczasowych pozycjach i rozwijać tylko w tym, co sprawdziło się w naszym przypadku.

— Kiedy warto pozostać w swojej strefie komfortu? Gdy wychodząc poza nią, można zyskać niewiele lub zysk jest niepewny. Dotyczy to zarówno pracownika, który podejmuje decyzję o własnej karierze, jak i menedżera, który zastanawia się nad strategią biznesową przedsiębiorstwa. Wszystko sprowadza się do kalkulacji ryzyka — tłumaczy Maciej Ozdoba.

A kiedy podjąć działanie na nieznanym terenie? Gdy stawka jest wystarczająco wysoka, a my dobrze przygotowani — odpowiada przedstawiciel Nuvalu.

Bez spełnienia obu tych warunków, zamiast cieszyć się spektakularnym sukcesem, będziemy musieli sprzątnąć po nietrafionych decyzjach.

Niekiedy nie mamy nic do stracenia, a próby utrzymania status quo status quo nie zwiastują niczego dobrego. W takim przypadku uporczywe trzymanie się sprawdzonych rozwiązań jest zwyczajnie głupie.

— Kiedy ostatnio posypali mi się klienci, zamiast walczyć o nich za wszelką cenę, postanowiłem spróbować czegoś innego: poszedłem na casting i dostałem się do serialu. To nie oznacza, że skończyłem ze szkoleniami biznesowymi, a tym bardziej z moją działalnością pisarską. Zawsze się spełniałem jako ktoś, kto się efektywnie komunikuje i występuje przed innymi. Serialowy epizod jest kontynuacją tej zawodowej ścieżki — wyjaśnia Marcin Przybyłek.

Inaczej, a jednak tak samo

Rynek ciągle konfrontuje nas z nową wiedzą, z nowymi zjawiskami i tendencjami. Czasem nie mamy więc wyjścia, musimy wystawić nos ze swojej zawodowej norki. Trzeba to jednak robić z uwzględnieniem własnej dziedziny i w swoim kręgu kompetencji — radzi Rolf Dobelli, szwajcarski popularyzator psychologii, w swoim międzynarodowym bestsellerze „Sztuka dobrego życia”.

Przykład: jeśli radiolog w szpitalu staje się radiologiem nuklearnym, inwazyjnym lub neuroradiologiem — to świetnie. Ale jeżeli ten sam radiolog zdobywa specjalność z zupełnie innej bajki: programisty, agenta ubezpieczeniowego lub tradera, wtedy wątpliwości, czy postępuje słusznie, są ze wszech miar uzasadnione. Oby jak Isaac Newton nie wpadł w pułapkę rzekomej wszechstronności.

— Biegłość zdobyta w jednej sferze nie gwarantuje, że w każdej innej będziemy równie dobrzy — uświadamia dr Marcin Przybyłek.

Przeciwieństwem Isaaca Newtona jest Warren Buffet, który raz po raz pojawia się w książce Michaela Batnicka. Gdy w połowie lat 90. zaczęła rosnąć bańka spekulacyjna na dotcomach, ten amerykański ekonomista i inwestor giełdowy zdecydował się nie płynąć z tą falą. Miał nikłe pojęcie o internecie, półprzewodnikach — i otwarcie to przyznawał. Zawsze przyświecała mu zasada trzymania się z dala od papierów spółek, na których działalności się nie zna. Pozostał jej wierny nawet wtedy, gdy akcje jego firmy Berkshire Hathaway straciły połowę wartości. W dłuższej perspektywie to mu się opłaciło. „Poznaj swój krąg kompetencji i w nim pozostań. Bardzo ważne jest, byś wiedział, gdzie przebiega wyznaczająca go linia” — od lat głosi Warren Buffet. Czy słowa te nie powinny być mottem każdego inwestora, menedżera i człowieka, który w jakiejkolwiek dziedzinie dąży do sukcesu?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy