MFW wciąż mocno wierzy w Polskę

Ignacy MorawskiIgnacy Morawski
opublikowano: 2023-04-16 20:00

Długookresowy potencjał rozwoju Polski wynosi ok. 3-3,5 proc., wynika z nowych prognoz Międzynarodowego Funduszu Walutowego. Tego potencjału, przynajmniej według funduszu, nie obniżyła ani pandemia, ani wojna, ani kryzys energetyczny.

Posłuchaj
Speaker icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl
Subskrypcja

Media są zawsze pełne scenariuszy dotyczących tego, co się może wydarzyć w najbliższym roku. Tymczasem dla inwestowania i biznesu znacznie ważniejsze jest pytanie, jak kształtują się perspektywy długookresowe. Każda recesja przemija, ale nigdy nie wiadomo, jaka struktura i prężność gospodarki z niej się wyłonią. Dlatego zawsze z zainteresowaniem otwieram prognozy Międzynarodowego Funduszu Walutowego, publikowane raz na pół roku, które zawierają scenariusz na pięć lat. Wszystkim, którzy chcieliby zarzucić, że to wróżenie z fusów, odpowiadam: jakąś spójną wizję przyszłości przy inwestowaniu i decyzjach ekonomicznych zawsze trzeba mieć, jakiś punkt odniesienia jest potrzebny.

To, co zwraca moją uwagę, to, że MFW od lat wierzy, że polska gospodarka właściwie nie traci potencjału rozwojowego w stosunku do średniego tempa wzrostu z ostatnich 30 lat. Przypomnijmy, że średni wzrost PKB w Polsce od 1992 r. wynosił 3,6 proc. To pozwoliło nam magią procentu składanego osiągnąć ogromny postęp w ekonomicznym standardzie życia.

Dziś prognoza długookresowa wzrostu PKB dla Polski wynosi 3,2 proc. I ona się właściwie w ostatnich latach nie zmieniała, pomimo różnych wstrząsów gospodarczych, niektórych teoretycznie podważających stabilność i potencjał polskiej gospodarki (jak liczę potencjał opisałem pod załączonym wykresem). Co ciekawe, długookresowy potencjał rozwoju dziś jest oceniany mocniej niż przed pandemią, kiedy MFW raczej zakotwiczał swoje prognozy w okolicach 2,8 proc. Wydaje się, że dynamizm gospodarki z ostatnich lat wpłynął pozytywnie na przewidywania funduszy.

Mówiąc o długookresowym potencjale, trzeba oczywiście rozróżnić dwie rzeczy – poziom PKB i jego wzrost. Recesja wpływa zwykle na obniżenie długookresowego poziomu PKB, bo po spowolnieniu gospodarka nie nadrabia zaległości. Na przykład po spowolnieniu do 0 proc. w kolejnym roku gospodarka raczej nie osiągnie 6 proc. wzrostu, by uśrednić tempo do 3 proc. Więc w recesjach tracimy zwykle dochody, których później już nie odzyskujemy. Ale tak samo jest po boomach gospodarczych, jeżeli nie są one napędzane jakimś pustym kredytem – zwykle niosą trwałe podniesienie poziomu dochodów.

To, co istotne, to czy przejściowy wstrząs gospodarczy w jakiś sposób narusza trwałe zdolności rozwojowe kraju. Tak jak stało się na przykład z krajami Ameryki Łacińskiej w latach 70., kiedy globalny kryzys inflacyjny właściwie zatrzymał na dekady procesy rozwojowe na tym kontynencie. Albo z Wielką Brytanią po 2009 roku, kiedy kryzys finansowy trwale naruszył zdolności rozwojowe kraju. W ekonomii nazywa się to efektami histerezy lub zabliźniania (scarring effect). Mogą one wynikać z wielu przyczyn. Na przykład kryzys może prowadzić do konfliktów społecznych, które uruchamiają spiralę inflacyjną. Albo może prowadzić do zmian w strukturze gospodarczej, które naruszają konkurencyjność kraju.

W ostatnim roku często słyszałem pytanie o to, czy polski model rozwojowy jest wciąż w mocy. Inwestorzy zagraniczni rzadko zastanawiają się nad tym, co konkretnie stanie się w tym lub przyszłym roku, bo duże firmy są dobrze przygotowane na wahania cykliczne. Interesuje ich natomiast to, czy kraj ma potencjał, czy tu będzie można się rozwijać czy nie. Polska na pewno wciąż ma wiele zalet: otwartość na świat, bliskość dużych i bogatych rynków zbytu, dobre wykształcenie pracowników, prężny sektor małych i średnich krajowych firm. Ale jednocześnie widać pewne zjawiska, które mogłyby przerodzić się w trwałe rany: fatalna demografia (choć ja nie za bardzo wierzę w niszczący potencjał tego czynnika), rozwijający się kapitalizm państwowy, niskie inwestycje firm prywatnych, ewidentna niechęć do zdecydowanego ograniczenia inflacji, stopniowa destrukcja instytucji państwa prawa.

Dokonując bilansu tych czynników, odwołuję się zwykle do projekcji MFW. Tego się na razie trzymajmy.