Miasteczko w mieście

Ryszard Gromadzki
opublikowano: 2004-06-25 00:00

W poznańskim Starym Browarze Grażyna Kulczyk łączy biznes i sztukę. Tłumy klientów i widzów, 1,5 tys. miejsc pracy, finansowe pożytki dla miasta. Czy radni szukają dziury w całym?

Rzeźba Igora Mitoraja „Uśmiech księżyca” stoi w centralnym holu Starego Browaru Centrum Handlu, Biznesu i Sztuki. Jan Kulczyk podarował ją żonie wieczorem, 5 listopada 2003 roku, kiedy to szacowni goście tłumnie stawili się tam na uroczystość w przededniu otwarcia. Zanim upłynął pierwszy miesiąc działalności Starego Browaru, dzieło rzeźbiarza z Pietrasanty obejrzał milionowy klient centrum.

Kupić coś, otrzeć się o sztukę albo zwyczajnie się pogapić... I to często. Stary Browar (kiedyś w tych murach mieścił się browar Huggerów) u zbiegu ulic Kościuszki i Półwiejskiej błyskawicznie stał się uczęszczanym centrum handlowym, ale i atrakcją, którą mieszkańcy miasta chcą się czasami pochwalić przed przyjezdnymi.

Z 20 zagadniętych klientów Starego Browaru tylko elegancka dama po trzydziestce nie ukrywa zdegustowania:

— Tyle się nasłuchałam o tym miejscu, że spodziewałam się nie wiadomo czego... A to jeszcze jedno centrum handlowe. W Warszawie jest kilka podobnych.

Starszy, dystyngowany mężczyzna ze Szczecina, bawiący akurat z rodzinną wizytą w Poznaniu, mówi za to, że bywał w londyńskim domu handlowym Harrods; ten poznański niczym mu nie ustępuje. A inni? „Nie wierzyłem, że coś takiego się z tych ruder w ogóle da zrobić... Prawdę mówiąc: że się w ogóle da cokolwiek zrobić”, „Wydaje mi się, jakby tu stał zawsze”, „krakowianie nam tego zazdroszczą”...

W tkance

Przez lata XIX-wieczne zabudowania niszczały. Nikt nie miał pomysłu, co z nimi zrobić.

— Już przy pierwszym zetknięciu naprawdę poczułam magię tego miejsca — wspomina właścicielka Starego Browaru.

Dla realizacji projektu powołano spółkę Fortis. Budżet przedsięwzięcia zamknął się w 66 mln dolarów. Pod koniec maja 2002 roku kamień węgielny pobłogosławił Jan Góra, charyzmatyczny poznański dominikanin, a po kilku miesiącach z kurzu zaczęły wyłaniać się sylwety budowli Starego Browaru.

— Postawiłam na młodych architektów: Przemka Borkowicza i Piotra Barełkowskiego. Mieli pełną swobodę... Efekt: to najpiękniejsze centrum handlowe w Europie, na świecie znajdzie się najwyżej 2 lub 3 podobne — mówi z przekonaniem i dumą Grażyna Kulczyk.

No tak, ale właścicielowi zwykle podoba się to, co zrobił. Co na to fachowiec?

— Według mnie, Stary Browar mieści się w ścisłej czołówce centrów handlowych w Europie. W przeciwieństwie do typowych „kaufhale” Stary Browar ma indywidualność. Chciałoby się rzec: nawet wybitną — ocenia Stanisław Sipiński, jeden z najbardziej renomowanych poznańskich architektów.

Sam zaprojektował, stojący w sąsiedztwie centrum Grażyny Kulczyk, biurowiec Poznańskiego Centrum Finansowego oraz — wznoszony właśnie tuż obok — najwyższy w Poznaniu gmach: Andersia Tower. Czy zestawienie Starego Browaru z biurowcami ze szkła i aluminium jest fortunne?

— Jak najbardziej! Modernistyczne, nasycone wysoką technologią gmachy i klasyczny w formie kompleks Starego Browaru, według mnie, dają efekt synergii. W tym miejscu rodzi się nowe centrum miasta — sądzi Stanisław Sipiński.

Stary Browar to alians klasycznej formy i nowatorskich pomysłów. Każdy detal w rozległym kompleksie jest dopracowany, wiele zaskakuje niekonwecjonalnością, jak choćby windy, przyozdobione malowidłami Ryszarda Kaji, w treści będące wariacjami na temat Starego Browaru.

— Proszę spojrzeć na tę windę, to ja we własnej osobie! — śmieje się pani Grażyna.

Na drzwiach windy na III piętrze artysta namalował melancholijną wróżkę, wirującą gdzieś nad dachami miasta, łudząco podobną do Grażyny Kulczyk.

— Jestem pod wrażeniem architektury i funkcjonalności Starego Browaru. To zdanie słychać też w licznych głosach z Polski i zagranicy, które do mnie docierają. Warto podkreślić kulturotwórczą rolę Starego Browaru. Ale cieszę się przede wszystkim z nowych miejsc pracy i podatków, które za sprawą tej inwestycji wpływają do miejskiej kasy — mówi Ryszard Grobelny, prezydent Poznania.

Konkurent, niekonkurent

Czy Stary Browar wkurza Romana Derę, prezesa Wielkopolskiego Zrzeszenia Handlu i Usług i udziałowca innego efektownego centrum handlowego w centrum Poznania: Kupca Poznańskiego (oba obiekty dzieli kilkaset metrów). Przecież odbiera mu klientów...

— Ależ skąd! Wszyscy na tym korzystamy — odpowiada prezes Dera.

I przypomina, że miasta zawsze powstawały wokół handlu.

— Dzięki tej inwestycji cała połać centrum Poznania zostanie zrewitalizowana, a ulica Półwiejska, która łączy Kupca Poznańskiego ze Starym Browarem, ma szansę stać się reprezentacyjnym, eleganckim deptakiem. Stary Browar wyróżnia akcent na sztukę. To tworzy zupełnie inną jakość niż schematy utrwalone w centrach handlowych na peryferiach miast — także Roman Dera — jak Stanisław Sipiński — ma na uwadze coś więcej niż koniec własnego nosa.

A jak odbierają Stary Browar okoliczni kupcy? W zdecydowanej większości właściciele sklepów przy Półwiejskiej się cieszą: odkąd otwarto Stary Browar traktem przelewa się znacznie więcej ludzi niż kiedyś. Mimo trwającego od kilku miesięcy kapitalnego remontu ulicy, kupcy nie zauważyli spadku obrotów.

Procedury pod kontrolą

Także Katarzynie Kretkowskiej, przewodniczącej Komisji Inwentaryzacyjnej przy Radzie Miasta Poznania, prywatnie Centrum Biznesu i Sztuki Grażyny Kulczyk bardzo się podoba.

— I powiedziałam to pani Kulczyk wprost! — mówi. Ale...

Grupa rajców, której przewodzi, obwiniła prezydenta miasta, Ryszarda Grobelnego, o złamanie obowiązujących procedur przy przetargu na sprzedaż przylegającego do Starego Browaru parku, który Jan Kulczyk kupił za 6 mln zł. W planach Grażyny Kulczyk, rekonstruowany obszar parkowy stanowi integralną cześć całego kompleksu.

Radna Katarzyna Kretkowska wskazuje, że jej wątpliwości w tej sprawie nie tyle dotyczą działalności Grażyny i Jana Kulczyków, a właśnie postawy władz Poznania.

— Ściślej: chodzi o transparentność procedur, zastosowanych przez Urząd Miasta i samego prezydenta Grobelnego — wyjaśnia Katarzyna Kretkowska. I dodaje:

— Przez kilka lat Poznań wiódł spór przed Komisją Rozjemczą w Warszawie z parafią ewangelicko-augsburską, która rościła sobie prawa do 2/3 parku. Spór zakończył się nagłą ugodą — i parafia została właścicielem części parku, do której zgłaszała roszczenie. Nie pamiętam już dokładanie, ale 3 lub 4 dni później odsprzedała ten obszar państwu Kulczykom. Jeszcze większe wątpliwości budzi zachowanie Urzędu Miasta i prezydenta Ryszarda Grobelnego przy przetargu związanym ze sprzedażą pozostałej części parku, własności miasta. Według mnie, w ogłoszeniu o przetargu niedostatecznie wyakcentowano parkową funkcję tego terenu, co naturalnie miało wpływ na cenę — przekonuje Katarzyna Kretkowska.

Radna powołuje się na wnioski Najwyższej Izby Kontroli: biegły wycenił wartość kontrowersyjnej parceli na 15,6 mln zł.

— To ponad 9 mln złotych więcej, niż dostało miasto. Rozumiem biznesowe podejście państwa Kulczyków, im zależało na jak najkorzystniejszej cenie. Za to zachowanie miejskich władz jest co najmniej zastanawiające. Moją intencją nie jest „czepianie się”, ale samorząd musi stosować czyste reguły gry, a parkowi przylegającemu do Starego Browaru trzeba zagwarantować publiczny charakter — konkluduje Katarzyna Kretkowska.

Słowo prezydenta

Ryszard Grobelny zgadza się tylko z niektórymi wnioskami z raportu Najwyższej Izby Kontroli. Przyznaje, że pojawiły się nieprawidłowości w ocenie przeznaczenia terenu — przedmiotu przetargu. Nie ma jednak mowy — zarzeka się — o braku przejrzystości procedur stosowanych w tej sprawie przez Urząd Miasta. Tego zresztą NIK nie stwierdziła...

— Nie zgadzam się też z wyceną biegłego, zawartą w raporcie NIK. Kwota 15,6 mln zł jest zawyżona o co najmniej 2 mln zł. Biegły, wyceniając teren, podlegający przetargowi, przyjął, że był on w całości przeznaczony pod inwestycje, a to nie odpowiada faktom. Tę wycenę należy zresztą traktować jedynie jako wywoławczą, a nie ostateczną cenę rynkową. Przypomnę, że podczas pierwszego przetargu cenę wywoławczą obszaru w rejonie ulic Kościuszki i Ratajczaka miasto ustaliło na 9 mln złotych. Nie znalazł się nabywca... Teren sprzedaliśmy w drugim przetargu za 6 mln zł, bo po prostu nikt więcej nie zaoferował — wyjaśnia swój punkt widzenia Ryszard Grobelny.

Podczas sesji Rady Miejskiej Poznania 22 czerwca, większość radnych przyjęła — z niewielkimi poprawkami — raport komisji rewizyjnej, która badała sprawę transakcji sprzedaży należącego do miasta terenu w rejonie ulic Kościuszki i Ratajczaka. Klub Prawa i Sprawiedliwości wniósł o skierowanie sprawy do prokuratury, aby ta zbadała, czy prezydent i podlegli mu urzędnicy nie popełnili przestępstwa. Większość radnych odrzuciła ten wniosek. Oznacza to, że Rada Miasta definitywnie zamknęła sprawę. Postępowanie administracyjne dotyczy już wyłącznie ustalenia przez miasto warunków zabudowy i zagospodarowania terenu w rejonie ul. Kościuszki i Ratajaczka. Chodzi o II etap budowy Starego Browaru: inwestor zaplanował tam budynek z powierzchniami biurowo–handlowymi na wynajem, parkingiem na 900 miejsc, strefą dostaw i wydzieloną strefą mieszkaniową.

To, co wymierne

Grażyna Kulczyk ze spokojem, choć z odrobiną rozgoryczenia, przyjmuje całe zamieszanie.

— Nie rozumiem tych zarzutów... Zapłaciliśmy tyle, ile teren był wart na rynku... Nikt wcześniej się tym parkiem nie interesował! — przekonuje właścicielka Starego Browaru. I dodaje:

— Dlaczego do niektórych radnych nie dotarło, ile korzyści przysparza miastu Stary Browar? To nie jest widzimisię, to są liczby i fakty — kontynuuje Grażyna Kulczyk.

Liczby i fakty: 1,5 tys. nowych miejsc pracy, wpływy do miejskiej kasy z tytułu podatku od nieruchomości — 1 mln zł w ciągu roku, sfinansowanie remontu sąsiadującej ze Starym Browarem ulicy Kościuszki — niemal 10 mln zł, wpływy z tytułu podatku dochodowego od zatrudnionych pracowników i firm wynajmujących pomieszczenia — 7 mln zł rocznie, wpływy budżetowe z podatku VAT — 140 mln zł, oszczędności budżetowe na wypłacie zasiłków dla bezrobotnych z tytułu wzrostu zatrudnienia — 10 mln zł...

— Po otwarciu naszego obiektu w okolicy podskoczyły też ceny nieruchomości. Nie wspomnę o korzyściach prestiżowych czy promocyjnych... — mówi Grażyna Kulczyk.

Ruch

— Tu ciągle coś się dzieje — charakteryzuje Stary Browar jeden z klientów (jak mówi: „urzędnik średniego szczebla”).

Fakt. I nie idzie tylko o nowe kolekcje w sklepach czy fantastyczne obniżki cen. Kilka dni temu Stary Browar był miejscem pierwszych w Polsce Targów Sztuki: zaprezentowało się 70 artystów i ponad 40 galerii prywatnych i non profit. Przy tej okazji uroczyście zainaugurowano działalność innego obiektu wchodzącego w skład Dziedzińca Sztuki — w Starej Słodowni znalazły się sale, przeznaczone na prezentacje artystów różnych dyscyplin.

Gmachy przy zbiegu Kościuszki i Półwiejskiej żyją swoim życiem. Klienci, sprzedawcy, artyści... Miasteczko w mieście, jakby nowa dzielnica — odrębna, a przecież wrośnięta już w Poznań. Implant się udał.

Możesz zainteresować się również: