Mieszkania bardziej stabilne niż giełda

Agnieszka Zielińska
25-09-2007, 00:00

Koszty zakupu lokali stabilizują się, a liczba transakcji maleje. Nie oznacza to jednak, że nadchodzi gwałtowny spadek cen.

Stan rynku Ceny zwolniły, ale jednak nadal rosną

Koszty zakupu lokali stabilizują się, a liczba transakcji maleje. Nie oznacza to jednak, że nadchodzi gwałtowny spadek cen.

Rok 2006 był pod każdym względem wyjątkowy. Tempo wzrostu polskiego budownictwa mieszkaniowego było najwyższe spośród wszystkich krajów Unii. Mieszkania drożały z miesiąca na miesiąc, a po najbardziej atrakcyjne lokale ustawiały się kolejki.

Dziś ceny wyraźnie wyhamowały, a eksperci mówią o stabilizacji. Nie dotyczy to jednak nieruchomości w najlepszych lokalizacjach, które w dalszym ciągu osiągają astronomiczne ceny.

Starówka wciąż droga

Z raportu CEE Property Group wynika, że największy wzrost cen w 2006 r. zanotowano w Krakowie — pod koniec roku średnia cena mkw. była wyższa o 67 proc. w stosunku do jego początku. Niewiele mniejszy wzrost — 64 proc. — odnotowano w Łodzi. W tym roku, po raz pierwszy od wielu miesięcy, pojawiły się jednak nieznaczne spadki. W maju we Wrocławiu ceny spadły około 2 proc., a w Krakowie — 0,3 proc. Zdaniem ekspertów, nie jest to trend trwały, a raczej chwilowa korekta. Zjawisku towarzyszy wyraźne różnicowanie ofert. Coraz większe znaczenie ma lokalizacja i standard nieruchomości. Tańsze, oddalone od centrum lokale, to z reguły mieszkania w wielkiej płycie. Droższe położone są w budynkach wybudowanych w latach 90. Luksusowe apartamenty i mieszkania w starych kamienicach w centrach miast są zaś droższe od innych nieruchomości nawet kilkakrotnie. Wysokie ceny osiągają też nowe projekty deweloperskie m.in. w Poznaniu, Łodzi i Trójmieście. W Warszawie najdroższe pozostają mieszkania na Starówce i przy Trakcie Królewskim — z raportu Oferty.net wynika, że cenowo przewyższają inne lokalizacje nawet sześciokrotnie. Cena wywoławcza za 51-metrowe mieszkanie przy ulicy Koziej na warszawskiej Starówce wynosi 2 mln zł. Za 80-metrowy apartament w Alejach Ujazdowskich trzeba z kolei zapłacić blisko 3 mln zł. Podobne wartości osiągają też mieszkania na krakowskim Kazimierzu i położone w pobliżu wrocławskiej starówki.

— Nieruchomości w najbardziej atrakcyjnych miejscach będą drożeć. Powód jest prosty, w takich miejscach nic nowego już nie powstanie — ocenia Dariusz Karbowniczak z firmy Ober Haus Nieruchomości.

Jego zdaniem, ceny pozostałych nieruchomości też będą rosły, ale nie w tak szybko jak dotychczas. Podobnego zdania jest Krzysztof Kowalski, wiceprezes spółki Włodarzewska.

— Rynek się stabilizuje, w związku z tym korekty cen — jeżeli w ogóle się pojawią — nie będą miały większego znaczenia. Przewiduję, że ceny będą rosły kilka procent rocznie w całej Polsce. Średni wzrost w kraju powinien wynieść blisko 5 proc. — szacuje Dariusz Karbowniczak.

Zdaniem Tadeusza Ratajczaka z przedsiębiorstwa inżynieryjnego Trust, cena powoli staje się również barierą.

— Zainteresowanie nowymi mieszkaniami jest duże, jednak problemem pozostaje ich wartość. W ostatnim roku ceny rosły ze szczególną dynamiką. To jednak normalne zjawisko. Na pewno nie oznacza schłodzenia koniunktury — ocenia Tadeusz Ratajczak.

Taniej nie będzie

Eksperci są podzieleni w sprawie wpływu ograniczenia dostępności kredytów walutowych na popyt.

— Z naszych doświadczeń wynika, że klienci, którzy mają zdolność kredytową i podjęli decyzję o zakupie mieszkania, biorą kredyty niezależnie od ich rodzaju. Pamiętajmy również, że takie ograniczenie dotyczy tylko części klientów — przypomina Krzysztof Kowalski.

Innego zdania jest Tadeusz Ratajczak.

— Większość transakcji zakupu mieszkań jest finansowana za pomocą walutowych kredytów hipotecznych. Przeważająca większość klientów nie ma własnych środków finansowych. W takiej sytuacji ograniczenie dostępności walutowych kredytów hipotecznych w sposób oczywisty wpływa na zmniejszenie popytu. Skala tego wpływu będzie jednak zależeć od dalszej postawy banków — uważa Kowalski.

Większym problemem jest, według przedstawicieli branży, brak wykwalifikowanych pracowników.

— Od ubiegłego roku widać systematyczny odpływ kadry. Ma to ogromny wpływ na procesy inwestycyjne na rynku mieszkaniowym. Wzrosły ceny materiałów budowlanych i wynagrodzenia pracowników. Oba czynniki spowodowały wzrost kosztów inwestycji prawie o 30 proc. Przewiduję, że w dalszym ciągu ta tendencja będzie się utrzymywać — ocenia Krzysztof Kowalski.

Jego zdaniem, braki kadrowe mogą negatywnie wpływać na jakość wykonywanych robót i ich terminowość.

— Jeszcze tego nie odczuwamy, ale w przyszłości może się to zmienić — ostrzega wiceprezes spółki Włodarzewska.

Niezależnie od problemów, eksperci są zdania, że polskie budownictwo mieszkaniowe czeka dalszy rozwój. Niestety, ceny również będą szły w górę.

— Kondycja naszej gospodarki jest dobra, rośnie zamożność społeczeństwa, a banki mają coraz lepszą ofertę. Nic nie wskazuje, że ceny będą spadać — uważa Paweł Grząbka, dyrektor zarządzający Cee Property Group.

Podobnego zdania jest Dariusz Karbowniczak.

— Nieruchomości będą drożeć, bo rosną ceny gruntów i materiałów. Polacy, w ślad za inwestorami zagranicznymi, zaczynają też inwestować w nieruchomości. Dziś to lokata dużo stabilniejsza niż np. giełda — sumuje ekspert.

Agnieszka

Zielińska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Zielińska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / / Mieszkania bardziej stabilne niż giełda