Rządowi urzędnicy jeszcze niedawno liczyli, że strumień pieniędzy z gospodarki wodno-kanalizacyjnej (wod.-kan.) zasili inwestycje rzeczne i retencyjne. Coraz częściej jednak branża jest traktowana jak gorący kartofel, przerzucany z resortu do resortu. Przez wiele lat rynek sieci wodociągowych i kanalizacyjnych był nadzorowany przez resort infrastruktury. Na krótko branża trafiła pod skrzydła Ministerstwa Środowiska, a ostatnio do Ministerstwa Gospodarki Morskiej i Żeglugi Śródlądowej (MGMiŻŚ), które podczas ostatniej rekonstrukcji zostało zlikwidowane.

— Przedstawiciele spółek wod.-kan. wciąż pytają nas, kto teraz będzie sprawować pieczę nad rynkiem, ale na razie nie mamy żadnych oficjalnych informacji — mówi Tadeusz Rzepecki, przewodniczący rady Izby Gospodarczej Wodociągi Polskie (IGWP).
Z dotychczasowych sygnałów wynika, że Wody Polskie regulujące gospodarkę ściekową ma nadzorować Ministerstwo Klimatu, a branżowi przedsiębiorcy spodziewają się, że kwestie dotyczące sieci przesyłowych trafią do resortu infrastruktury. Sekotr ma nadzieję, że na nowy podział kompetencji nie będzie trzeba długo czekać — m.in. dlatego, że pilnego rozwiązania wymaga problem niewypełnienia przez Polskę zobowiązań akcesyjnych dotyczących odbioru i zagospodarowania ścieków.
Słone kary
Komisja Europejska przysłała niedawno tzw. uzasadnioną opinię określającą zastrzeżenia wobec Polski, a MGMiŻŚ przed likwidacją oszacowało konsekwencje finansowe, jakie może spowodować zaskarżenie Polski przez Brukselę do unijnego trybunału.
„W przypadku wyroku (…) kara za okres od 1 stycznia 2016 r. do 31 grudnia 2020 r. może wynieść ok. 5,22 mld EUR opłaty okresowej oraz (…) 549 mln EUR w formie ryczałtu” — napisała Anna Moskwa, podsekretarz stanu w MGMiŻŚ.
Szacunki zostały sporządzone na podstawie kar nałożonych na inne kraje, np. Grecję, Hiszpanię i Włochy. W ich przypadku jednak sankcje były niewielkie i dotyczyły zazwyczaj kilkudziesięciu aglomeracji, a w Polsce zastrzeżenia KE wzbudziło aż 1285 aglomeracji, dlatego prognozowane są bardzo słone opłaty.
Przed likwidacją MGMiŻŚ zorganizowało kilka spotkań dotyczących zmiany granic aglomeracji, by zmniejszyć ryzyko kar dla Polski. W uproszczeniu chodzi o to, że pierwotnie krajowi włodarze określali duże obszary aglomeracyjne, w których skład wchodziły m.in słabo zurbanizowane i nieskanalizowane tereny wiejskie, gdzie budowa sieci była nieopłacalna. W efekcie nie spełniono akcesyjnych zobowiązań dotyczących odbioru i zagospodarowania ścieków w aglomeracjach. Ograniczenie ich rozmiaru pozwoli wykazać lepsze wskaźniki.
(Nie)skuteczne rozwiązania
Tadeusz Rzepecki informuje, że wśród rozpatrywanych rozwiązań jest m.in. wyłączenie nieruchomości z szambami przydomowymi, ponieważ zagospodarowanie pochodzących z nich ścieków budzi sporo zastrzeżeń i wątpliwości KE. Szef IGWP przypomina jednak, że podobne działania Greków okazały się nieskuteczne.
Rządowi i samorządowi urzędnicy oraz przedsiębiorcy wod.-kan. nie od dziś próbują rozwiązać problem dotyczący unijnych zastrzeżeń w branży ściekowej. Już w kwietniu 2014 r. „PB” pisał o projekcie rozporządzenia Ministerstwa Środowiska, dzięki któremu do 2023 r. na inwestycje w odprowadzanie i oczyszczanie ścieków — związane z wypełnieniem zobowiązań akcesyjnych i oddaleniem ryzyka unijnych sankcji — miało popłynąć 10,5 mld zł.
Trzy lata później opracowano natomiast piątą aktualizację Krajowego Programu Oczyszczania Ścieków Komunalnych (KPOŚK), w której niezbędne nakłady w latach 2016- -21 oszacowano na 27,8 mld zł. Zmieniono także zasady wyznaczania granic aglomeracji. Mimo to z Brukseli wciąż płyną zastrzeżenia. Obecnie trwają prace na VI aktualizacją KPOŚK, ale na razie nie wiadomo, jaki będzie jej zakres. Potrzeby inwestycyjne wciąż są ogromne, bo stopień skanalizowania jest w Polsce niski.
