Piątek jest kolejnym dniem protestu celników; kolejki na granicach wynoszą nawet kilkanaście kilometrów.
"Na razie trudno jest oszacować straty, jednak na pewno chodzi o miliony złotych" - powiedział PAP wiceszef Ogólnopolskiego Związku Pracodawców Transportu Drogowego Stanisław Lorenc. Związek zrzesza firmy zajmujące się przewozem drogowym.
Przewodniczący związku Bolesław Milewski szacuje, że w przypadku jednego samochodu ciężarowego straty przewoźników wynoszą około 1.500 zł dziennie. Wynikają one m.in. z kosztu pracy kierowców, opłaconych winiet i kosztów leasingu samochodu oraz utrzymania pojazdu.
Milewski zapowiedział, że związek wystąpi z pozwem przeciw Skarbowi Państwa za powstałe straty. Na razie kierowcy stojący na granicach zbierają dokumenty, by obliczyć wszystkie koszty, jakie pochłonął przestój w pracy.
Wiceprezes Business Centre Club Bogusław Piwowar podkreśla, że straty spowodowane protestem celników odbiją się na całej gospodarce. To, jaka będzie ich skala, okaże się po zakończeniu protestów. Wyjaśnił, że w szczególności dotknie to firmy, które prowadzą wymianę handlową z zagranicą i nie mogą w wymaganym terminie dostarczyć lub odebrać ładunku. Dotyczy to głównie handlu tzw. towarami szybkozbywalnymi, jak np. żywność czy kwiaty.
Piwowar zaznaczył też, że postulaty celników można było rozwiązać o wiele wcześniej. Do zaniedbań doszło za rządów PiS, ale również obecny rząd zbyt długo zwlekał z rozpoczęciem rozmów - powiedział.
Celnicy protestują od 11 października ub.r., ale sytuacja zaostrzyła się w ubiegłym tygodniu. Domagają się m.in. podwyżki wynagrodzeń o 1.500 zł, wprowadzenia dla funkcjonariuszy celnych uprawnień emerytalnych służb mundurowych oraz zapewnienia właściwej ochrony prawnej przy wykonywaniu obowiązków służbowych.
Ministerstwo Finansów wylicza, że przyznanie celnikom 1.500 zł podwyżki kosztowałoby budżet około 300 mln zł. Według resortu, w budżecie nie ma środków na takie podwyżki. Natomiast w 2008 roku celnicy po raz pierwszy od wielu lat dostaną 9-procentowe podwyżki. Resort zapowiada też zmianę przepisów, by zwiększyć ochronę prawną celników.
Obecnie na przejściu granicznym z Ukrainą w Dorohusku czeka się dwie doby, w Hrebennem - półtorej. W piątek w kolejce do przejścia w Dorohusku czekało ok. 650 TIR-ów, kolejka ciągnęła się przez 15 km. Na wjazd do Polski przez to przejście trzeba czekać 36 godzin. Dobę na wyjazd na Ukrainę muszą czekać kierowcy samochodów osobowych.
Na dwóch podkarpackich przejściach granicznych z
Ukrainą - w Korczowej i Medyce - kolejki sięgały w piątek kilku kilometrów.