Miliony nie muszą być zmarnowane

18-06-2015, 00:00

Referendalna hucpa ma kosztować około 100 mln zł, ale kwota ta pójdzie całkowicie w błoto

Prezydent Bronisław Komorowski po porażce pozostaje w stanie politycznego szoku. Tylko takim stanem daje się uzasadnić brnięcie głowy państwa w referendum i podpisanie postanowienia o zarządzeniu głosowania na 6 września. Przypomnę, że opanowany przez PO wierny Senat wykonał usługę polityczną i 21 maja, tuż przed drugą turą wyborów, wyraził zgodę na referendum.

Trzy doby później cały ten zamek na piasku jednak się rozsypał. Bezpośrednio po porażce Kancelaria Prezydenta RP wydała komunikat o wycofaniu projektu ustawy emerytalnej, z bardzo uczciwym zdaniem: „Z uwagi na wynik wyborów prezydent RP nie powinien, jeśli nie jest to konieczne, podejmować istotnych decyzji w okresie, jaki pozostał do końca kadencji”. Niestety, w odniesieniu do referendum okazało się ono fałszywką.

Konstytucja RP wymaga, by referendum ogólnokrajowe przeprowadzone było „w sprawach o szczególnym znaczeniu dla państwa”. Referendalnie zatwierdzona została w 1997 r. sama konstytucja, a po jej wejściu w życie poszliśmy w takim trybie do urn tylko raz — decydując w 2003 r. o wstąpieniu Polski do Unii Europejskiej.

Od tamtego czasu żaden temat nie zasłużył na status „szczególnego znaczenia dla państwa”. Na pewno nie był nim np. wiek rozpoczynania nauki przez dzieci, dlatego inicjatywa w tej sprawie słusznie wylądowała w koszu. Ale nadużyciem jest także zestaw pytań prezydenckich. Proponuję się w nie wczytać i spróbować znaleźć — mnie się nie udało — rzeczywistą konstytucyjną „szczególność”:

1. Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem jednomandatowych okręgów wyborczych w wyborach do Sejmu?

2. Czy jest Pani/Pan za utrzymaniem dotychczasowego sposobu finansowania partii politycznych z budżetu państwa?

3. Czy jest Pani/Pan za wprowadzeniem zasady ogólnej rozstrzygania wątpliwości co do wykładni przepisów prawa podatkowego na korzyść podatnika?

Pytanie pierwsze zasługuje na odrębny traktat, ponieważ zamula wyborcom mózgi. Istnieje przecież możliwość głosowania technicznie w okręgach jednomandatowych, ale ogólnopolskiego rozliczenia mandatów do Sejmu… proporcjonalnie. Drugie pytanie jest wewnętrznie nielogiczne, bo cóż ma odpowiedzieć zwolennik… zwiększenia dotacji budżetowych dla partii. Trzecie zaś to ogólnikowe chciejstwo, rozumiane przez społeczeństwo jako radykalne obniżenie podatków.

Referendalna hucpa ma kosztować około 100 mln zł.

Kwota ta pójdzie całkowicie w błoto, albowiem 6 września nie ma żadnych szans na przeskoczenie wymaganego dla ważności referendum progu frekwencyjnego 50 proc., osobiście obstawiam najwyżej 30-35 proc. Dlatego jako wierny wyborca Bronisława Komorowskiego z 10 i 24 maja apeluję obecnie do elekta Andrzeja Dudy o zatrzymanie referendalnego amoku. Natychmiast po przysiędze może zostać nawet 6 sierpnia podpisane postanowienie prezydenta RP o utracie mocy postanowienia prezydenta RP z 17 czerwca. Kalendarz referendalny będzie znajdował się jeszcze w tak wczesnej fazie, że straty związane z jego zatrzymaniem ograniczą się w praktyce do wydrukowania przez gminy obwieszczeń o obwodach głosowania. Przeznaczone na zmarnowanie miliony da się dla budżetu uratować.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Inne / Miliony nie muszą być zmarnowane