Miliony omijają telekomy, ale to może się zmienić

Magdalena Wierzchowska
opublikowano: 2006-11-02 00:00

Pieniądze unijne leżą na ulicy. Teleoperatorom przydałoby się wsparcie przy budowie infrastruktury. Dlaczego tak rzadko dostają pomoc?

Unia Europejska przeznacza miliardy euro na rozbudowę infrastruktury — w latach 2007-13 ma przekazać 26 mld EUR na program Infrastruktura i Środowisko. Firmy telekomunikacyjne, które chcą kłaść coraz większy nacisk na rozbudowę sieci teleinformatycznej, powinny być zainteresowane pomocą unijną. Ale korzystają z projektów bardzo rzadko. Ciekawe, dlaczego…

— Zapał do inwestycji w infrastrukturę osłabł kilka lat temu. Może teraz, dzięki napływowi środków z UE, to się zmieni. Na razie ze zdziwieniem stwierdzam brak zainteresowania tym tematem — mówi Michał Duszak z Instytutu Łączności.

Unia nie lubi telekomów

Jednak wygląda na to, że problem leży w systemie rozdzielania funduszy unijnych, a nie po stronie operatorów.

— Oceniamy nasze szanse na dofinansowanie na poziomie zerowym. Wynika to z polityki rządu polegającej na preferowaniu inwestycji kreujących nowe miejsca pracy oraz wpływających pozytywnie na ochronę środowiska. Oba cele są słuszne, jednak moim zdaniem, zupełnie nie idą w parze z poprawą innowacyjności i wdrożeniem nowoczesnych technologii — mówi Jolanta Ciesielska z Netii.

Choć infrastruktura teleinformatyczna jest w Polsce słabo rozwinięta, wspomniany już gigantyczny program na jej rozbudowę nie przewiduje inwestycji w sieć teleinformatyczną. Pozostałe wspominają o telekomunikacji najczęściej sporadycznie. Jest to dziedzina na tyle zaniedbana, że Agnieszka Jankowska, dyrektor departamentu w Ministerstwie Rozwoju Regionalnego, stwierdziła, że w ramach programu Wzrost Konkurencyjności Przedsiębiorstw firmy telekomunikacyjne nie mogą starać się o finansowanie ze środków UE. Tymczasem w ramach tego programu udało się zdobyć dofinansowanie firmom GTS Energis i ATM. Unia pomogła Energisowi zbudować platformę do usług VoIP, ale nie było lekko.

— Problem tkwi w szczegółach. W ramach programu, który ma wspierać innowacyjność, firma dostaje punkty za zagadnienia luźno związane z jego celem, np. za BHP — mówi Sławomir Koszołko, dyrektor ds. strategii i marketingu GTS Energis.

Bałagan w rządzie

Dużym problemem może być bałagan w instytucjach koordynujących pomoc unijną i w regulacjach. Programy zaczynające się od przyszłego roku jeszcze nie mają przygotowanych szczegółowych zasad przyznawania dotacji. Nie do końca też wiadomo, kto ma się czym zajmować.

— Brak ośrodka koordynującego te działania powoduje, że przepisy prawne nie sprzyjają inwestycjom, a rząd niewystarczająco zachęca do wykorzystywania tych funduszy — mówi Tomasz Bukowski, prawnik z kancelarii Grynhoff, Woźny i Wspólnicy.

Obok resortu rozwoju finansowaniem unijnym zajmują się też Ministerstwo Gospodarki i Ministerstwo Transportu, a sprawami informatyzacji — jeszcze dodatkowo Ministerstwo Spraw Wewnę- trznych i Administracji, a nawet Ministerstwo Zdrowia.

Może się uda

Jednak wielu operatorów ma nadzieję, że coś się zmieni wraz z nowymi programami unijnymi. Innowacyjna gospodarka jest jednym z priorytetów programu Rozwój Polski Wschodniej i można sobie wyobrazić, że operatorzy zechcą budować sieci transmisyjne wraz z samorządami, które będą otrzymywać pieniądze. Pierwszą jaskółką była kujawsko-pomorska szerokopasmowa sieć teleinformatyczna zbudowana z wykorzystaniem funduszy unijnych. O współpracy z samorządami myślą Netia i Telefonia Dialog. O możliwości wykorzystania funduszy UE przy rozbudowie sieci wspominała też Telekomunikacja Polska. Ale problemem może być to, że Unia najchętniej finansuje inwestycje na terenach wiejskich, a operatorom niezbyt opłaca się ciągnięcie kabla przez 20 km do jednej siedziby, nawet jeśli otrzymają zwrot części kosztów z UE.

— Niby pieniądze na infrastrukturę są, ale obłożone takimi obwarowaniami, że bardzo nieliczne projekty mogą uzyskać finansowanie — twierdzi Emil Konarzewski, ekspert rynku telekomunikacyjnego z warszawskiej firmy Audytel.

okiem eksperta

Fundusze skrojone pod produkcję

Do tej pory przedsiębiorstwa telekomunikacyjne mogły korzystać z funduszy unijnych raczej teoretycznie. Sedno sprawy leżało w szczegółowych kryteriach, które firmy musiały spełniać. A te były skrojone pod przedsiębiorców produkcyjnych a nie usługowych. Firmy telekomunikacyjne traciły punkty, bo na przykład nie mogły wykazać wpływu inwestycji na ochronę środowiska. Poza tym budowa nadajników to inwestycja duża wartościowo, ale zrealizowana w różnych lokalizacjach. Jej koszt jednostkowy jest niewielki, co też dyskwalifikowało przedsiębiorców. Na dodatek budowa sieci teleinformatycznej to drogi projekt, realizowany zazwyczaj przez dużą firmę, niespełniającą kryteriów małego i średniego przedsiębiorcy. To zaś ograniczało możliwości starania się o wsparcie. Teraz być może to się zmieni. Co prawda, nadal są premiowane nowo utworzone miejsca pracy czy środowisko, ale już w mniejszym zakresie.

Paweł

Tynel

menedżer w Ernst & Young