Miłość, wojna i zbrodnia

Mirosław Konkel
opublikowano: 22-10-2018, 22:00

Twórcy „Kamerdynera” dokonali niemożliwego — w fabule filmu zamknęli pół wieku trudnego współistnienia dwóch narodów: Kaszubów i Prusaków

Ślązacy mają tryptyk Kazimierza Kutza, Wielkopolanie — serial „Najdłuższa wojna nowoczesnej Europy”, mieszkańcy Mazur — „Różę” Wojciecha Smarzowskiego. Kaszubi nie mieli nic. Aż do teraz. Pod koniec września do kin wszedł „Kamerdyner” w reżyserii Filipa Bajona — opowieść o miłości prostego kaszubskiego chłopaka i pruskiej arystokratki, córki hrabiny von Krauss. Ale to nie tyle romans, ile zrealizowana z rozmachem epopeja o zawiłych relacjach dwóch charakternych nacji na tle zawirowań pierwszej połowy XX w.

Kaszubska ziemia jest równie piękna, jak doświadczona przez historyczne
wstrząsy i kataklizmy — mówi Mirosław Piepka, współproducent filmu
„Kamerdyner”.
Zobacz więcej

CIENIE W RAJU:

Kaszubska ziemia jest równie piękna, jak doświadczona przez historyczne wstrząsy i kataklizmy — mówi Mirosław Piepka, współproducent filmu „Kamerdyner”. Fot. Łukasz Głowala

— Chcieliśmy pokazać, co może stać się z ludźmi i społecznościami żyjącymi w miarę bezkonfliktowo, gdy w ich codzienne sprawy, sąsiedztwo, przyjaźnie wkracza polityka — mówi Mirosław Piepka, współproducent i scenarzysta filmu (razem z Michałem S. Pruskim i Markiem Klatą).

Gajos po kaszubsku. „Kamerdynera” przedstawia się jako historię splątanych losów trzech mieszkających na Pomorzu nacji: Niemców, Polaków i Kaszubów. To błąd — zwraca uwagę Mirosław Piepka. Chodzi o trudne współistnienie dwóch narodów: Prusaków, czyli Niemców, i Kaszubów, czyli Polaków.

— Przez stulecia Kaszubi bezwzględnie stali przy Polsce, co znalazło wyraz w słynnym powiedzeniu „nie ma Kaszeb bez Polonii, a bez Kaszeb Polsci” — podkreśla z mocą filmowiec.

Prawdę tę w filmie oddaje Bazyli Miotke, genialnie zagrany przez Janusza Gajosa (dla tej roli aktor uczył się nawet kaszubskiego). Postać wzorowana jest na Antonim Abrahamie, uczestniczącym w podpisaniu traktatu wersalskiego kończącego I wojnę światową jako członek delegacji wysłanej do Paryża przez działaczy kaszubskich, domagających się przyłączenia Pomorza do Polski. Dopięli swego — większość obszaru zamieszkanego przez Kaszubów została włączona do II Rzeczpospolitej. W 150 minutach zamknięto 45 lat kaszubskich dziejów — zabór pruski, dwie światowe wojny, wkroczenie Rosjan. Ktoś inny mógł pogmatwać wątki, ale za kamerą stał wybitny reżyser. „Filip, jesteś bardzo utalentowanym młodzieńcem” — mówiła na premierze w Teatrze Polskim w Warszawie Magda Umer.

„Na początku strasznie się bałam, że tego nie pozbierasz, ale po pierwszych scenach wszystko zaczęło się fantastycznie rozwijać. A kilka ujęć jest takich, że można oszaleć, jak scena mordu w Piaśnicy”.

Skazani na milczenie. Konia z rzędem temu, kto nie mieszka w okolicach Wejherowa i wie, co to Piaśnica. W tamtych lasach od końca października do końca grudnia 1939 r. naziści przeprowadzali masowe egzekucje. Było to pierwsze ludobójstwo II wojny światowej. Zginęło prawie 14 tys. osób, głównie przedstawicieli kaszubskiej i pomorskiej inteligencji, nauczycieli, księży, urzędników, majętnych kupców i chłopów. Rozstrzeliwano także Żydów, Czechów i Niemców, w tym więźniów politycznych i umysłowo chorych. Film Filipa Bajona przywraca pamięć ofiar.

— W podręcznikach do historii z czasów PRL w ogóle nie było Piaśnicy. Teraz jest niewiele lepiej. Przejrzałem siedem podręczników. Tylko w dwóch znalazłem jakiekolwiek wzmianki o niewyobrażalnym mordzie sprzed prawie 80 lat — mówi Mirosław Piepka.

Dlaczego piaśnicka zbrodnia była przez dekady przemilczana? Chyba żadnych kaszubskich tematów nie uznawano za godne nagłaśniania. Władza ludowa budowała polskość, wypierając różnice etniczne, regionalne, a Kaszubów darzyła szczególną niechęcią, uważając ich za Polaków niepewnych i podejrzewając o sympatie proniemieckie. Nic dziwnego, że wiele osób traktowało swoją kaszubskość jak worek z kamieniami, który muszą nieść na plecach, co może utrudniać życie, pracę, karierę. Przykładem jest Danuta Stenka, która wychowała się w Gowidlinie koło Kartuz. Aktorka przyznawała w wywiadach, że kaszubskie pochodzenie i rodzinna miejscowość (choć piękna jak z obrazka) przez długi czas były dla niej źródłem kompleksów.

— Aż do początku lat 90. byliśmy sekowani przez każdą ekipę rządową. Jeszcze za Gomułki nie przyjmowano Kaszubów na wyższe uczelnie. Za Gierka w najlepszym razie mogliśmy pełnić funkcję naczelnika gminy. Dopiero po Okrągłym Stole pochodzący spod Kościerzyny prof. Józef Borzyszkowski zaszedł wyżej — został wicewojewodą gdańskim. Ale uwaga — nie wojewodą, choć na to zasługiwał. Nawet nowa, demokratyczna władza zastanawiała się: cholera, kto to są ci Kaszubi? — uśmiecha się Mirosław Piepka.

Biznes sypnął kasę. Pomyśleć, że „Kamerdynera” w ogóle mogłoby nie być. Film ma za sobą długą drogę produkcyjną — prace na planie trwały aż trzy lata, raz po raz je przerywano. Wszystko przez pieniądze. Obraz kosztował 16,5 mln zł. Polski Instytut Sztuki Filmowej wyłożył 3 mln zł, a zdobyć pozostałą kwotę nie było łatwo — na szczęście projekt wsparły m.in. Energa, Lotos i prywatni przedsiębiorcy z Kaszub i Pomorza.

— Mam pecha, bo zawsze biorę się za trudne i niewygodne dla pewnych osób tematy. Za każdym razem zmagam się z problemami finansowymi. Tak było w przypadku „Układu zamkniętego” i „Czarnego czwartku”, ale przed realizacją „Kamerdynera” powstrzymać mnie mogła tylko śmierć — podkreśla Mirosław Piepka.

Kaszubska epopeja otworzyła tegoroczny Festiwal Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni. Została nagrodzona czterokrotnie — Srebrnymi Lwami, dodatkowo za muzykę, charakteryzację i główną rolę męską Adama Woronowicza. Tyle że wszystkim pokazanym w konkursie produkcjom show skradł „Kler” Wojciecha Smarzowskiego.

Mirosław Piepka o „Kamerdynera” jest spokojny. Inne filmy dotykają istotnych, ale doraźnych problemów — obraz, do którego powstania się przyczynił, nawet za 50 lat będzie aktualny i ważny. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mirosław Konkel

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / Miłość, wojna i zbrodnia