Polskie obligacje to coraz bardziej pożądane aktywa na rynkach finansowych. Rentowność naszych rządowych „pięciolatek” spadła wczoraj do 4,12 proc., bijąc kolejny rekord wszech czasów. Coraz lepiej naszą wiarygodność ocenia też rynek kontraktów CDS, czyli ubezpieczeń od niewypłacalności. Koszt takiego ubezpieczenia dla polskich „pięciolatek” spadł wczoraj do 96,3 pkt, czyli był najniższy od kwietnia 2010 r. Jeszcze na początku czerwca koszt ten wynosił 282 pkt. Czyli inwestor, który ma polskie obligacje, może zabezpieczyć się przed bankructwem naszego, jeśli zapłaci ubezpieczycielowi 1 pkt proc. z 4 proc. uzyskanych odsetek. Cztery miesiące temu musiał oddawać mu prawie 3 pkt proc.
— Dobre wyceny polskich obligacji to przede wszystkim skutek tego, że zachowujemy dodatnią dynamikę PKB, a rząd ogranicza deficyt w finansach publicznych. To przyciąga zagranicznych inwestorów, nawet banków centralnych — mówi Agnieszka Decewicz, ekonomistka BZ WBK.
Dobra passa polskich papierów skarbowych cieszy rząd, a zwłaszcza Jacka Rostowskiego, ministra finansów. „Koszt ubezpieczenia polskiego długu po raz pierwszy od rozpoczęcia się kryzysu greckiego spadł poniżej 100 pkt baz.” — napisał Jacek Rostowski na Twitterze.
Minister zaznaczył, że Polska jest wyceniana jako kraj bardziejwiarygodny finansowo niż Francja.
— Hossa na polskie obligacje trwa w najlepsze. Jeszcze kilka lat temu nie było do pomyślenia, żebyśmy byli wyceniani podobnie jak Francja. Kiedy w 2008 r. padał Lehman Brothers, polskie obligacje tąpnęły w podobnym stopniu jak węgierskie. Gdyby teraz pojawił się podobny szok, polski rynek byłby znacznie stabilniejszy — mówi Arkadiusz Urbański, analityk Banku Pekao.
Polska jest na rynkach znacznie lepiej wyceniana niż Słowacja, nie wspominając o Włoszech, Hiszpanii czy Węgrzech. Mamy też lepszą wiarygodność niż BMW, Volkswagen, Tesco czy Carlsberg. W regionie wyprzedzają nas jednie Estonia i Czechy [patrz tabela].
— Nie mamy się czego wstydzić. To bardzo dobre towarzystwo. Estonia ma bardzo niski dług, a wysoka wiarygodność Czech to na rynkach to trwający od kilkunastu lat fenomen. Raczej powinniśmy porównywać się ze Słowacją czy Węgrami, a w takim zestawieniu wypadamy najlepiej — mówi Arkadiusz Urbański. Choć duży napływ zagranicznego kapitału obecnie obniża koszt obsługi długu polskiemu rządowi, rodzi też ryzyko.
— Gdyby coś nagle spłoszyło zagranicznych inwestorów, nasze obligacje mogłyby znacząco stracić na wartości. Krajowi gracze, np. banki czy OFE, mogą nie być w stanie powstrzymać tego spadku. W takiej sytuacji konieczna byłaby interwencja NBP — mówi Arkadiusz Urbański.