Minister może wysłać aktywistów na fermy

Michalina Szczepańska
opublikowano: 30-10-2018, 22:00

Kto będzie kontrolował hodowle norek? Resort rolnictwa rozważa nadanie takich uprawnień organizacjom ekologicznym. Hodowców rozsierdził, ekologów nie zadowolił

Po branży hodowli zwierząt rozchodzi się od kilku tygodni informacja, jakoby departamenty resortu rolnictwa przygotowywały wytyczne odnośnie kontroli przez organizacje ekologiczne, którym urzędnicy przekazaliby część uprawnień. Przypadki interwencji organizacji społecznych, np. w schroniskach czy u prywatnych właścicieli, i odbierania zwierząt są znane. Sęk w tym, że teraz sprawa miałaby dotyczyć zwierząt gospodarskich, czyli hodowli drobiu, trzody chlewnej i najbardziej rozgrzewających emocje zwierząt na futra.

Przedstawiciele branży producentów futer przekonują, że jej rozwój jest
w interesie polskiego rolnictwa. Twierdzą, że 1,1 tys. polskich ferm bezpośrednio
zatrudnia 10 tys. osób, a 40 tys. — powiązani z nimi producenci i usługodawcy.
Roczne przychody rolników zajmujących się hodowlą są szacowane na 400-600 mln
EUR.
Zobacz więcej

MILIARDOWY BIZNES:

Przedstawiciele branży producentów futer przekonują, że jej rozwój jest w interesie polskiego rolnictwa. Twierdzą, że 1,1 tys. polskich ferm bezpośrednio zatrudnia 10 tys. osób, a 40 tys. — powiązani z nimi producenci i usługodawcy. Roczne przychody rolników zajmujących się hodowlą są szacowane na 400-600 mln EUR. Fot. Marcin Bielecki

Prace koncepcyjne

— Uprzejmie informuję, że Ministerstwo Rolnictwa i Rozwoju Wsi prowadzi prace koncepcyjne oraz analizuje potencjalne skutki społeczne i gospodarcze ewentualnego zwiększenia kompetencji organizacji społecznych, których statutowym celem działania jest ochrona zwierząt, w zakresie wykonywania kontroli na fermach zwierząt futerkowych — odpisała na nasze pytania Małgorzata Książyk, dyrektor biura prasowego resortu rolnictwa.

Paweł Rawicki, wiceprezes Otwartych Klatek, tłumaczy, że teoretycznie już obecnie prawo umożliwia organizacji pewne działania kontrolne z inspektorami weterynarii. Nie sprawdza się to jednak w praktyce.

— Takie kontrole są zapowiadane, nasz udział zależy od zgody właściciela fermy, a odbiór interwencyjny zwierząt hodowlanych jest dużo trudniejszy niż w przypadku zwierząt towarzyszących jak psy czy koty. Działania resortu można uznać za krok w dobrym kierunku, co nie zmienia faktu, że dobrostan na fermach jest tylko w niewielkim stopniu zależny od kontroli. Można w ten sposób uratować pojedyncze zwierzęta, ale nie zapobiec ich cierpieniu na wielką skalę. Jesteśmy zdecydowanie za zakazem hodowli zwierząt futerkowych — mówi Paweł Rawicki.

Wiedza i umiejętności

Ministerstwo zapowiadało zaostrzenie kontroli na fermach, ale nie wspominało o udziale ekologów.

— Utrzymujemy w Polsce hodowlę zwierząt futerkowych, ale bardzo zaostrzę kryteria kontroli ferm — zapowiedział w lipcu Jan Krzysztof Ardanowski, szef resortu rolnictwa.

Mówił wówczas o poddawaniu ferm, w razie potrzeby, międzynarodowej certyfikacji, żeby mieć pewność odnośnie utrzymywania zwierząt w odpowiednich warunkach.

— Nie mamy nic przeciwko certyfikacjom i kontrolom, ale wykonywanym przez organy naprawdę do tego powołane, czyli lekarzy weterynarii czy międzynarodowych ekspertów znających się na hodowli zwierząt futerkowych. Natomiast dwudziestoletni aktywista, student polonistyki, z dwudziestodwuletnią aktywistką, studentką zarządzania, którzy w wolny weekend wybierają się na wieś, żeby przeprowadzić społeczną kontrolę w gospodarstwach rolnych, to absurd — uważa Szczepan Wójcik, hodowca i prezes Związku Polski Przemysł Futrzarski (ZPPF).

Zaznacza, że na polskich uczelniach działa co najmniej siedem wydziałów zajmujących się naukowym badaniem hodowli zwierząt.

Jego zdaniem, warto rozważyć możliwość prowadzenia kontroli z udziałem uczelnianych ekspertów.

— Organizacje ekologiczne osiągają sporo sukcesów, ale w zbiórce pieniędzy na bezdomne psy i koty oraz utrzymanie schronisk, a także w nagłaśnianiu przypadków zwyrodnialców męczących zwierzęta. Czym innym jest jednak zajmowanie się zbieraniem karmy dla psów, a czym innym nadawanie kompetencji kontrolnych aktywistom, którzy nie mają niezbędnej wiedzy i umiejętności — mówi Szczepan Wójcik. © Ⓟ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Michalina Szczepańska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Minister może wysłać aktywistów na fermy