Minister skarbu przekroczył plan

Adam Sofuł
opublikowano: 05-09-2006, 00:00

Ministerstwo skarbu nie ma ostatnio najlepszej prasy. Ba, dziś nawet posłowie sejmowej komisji skarbu będą rozpatrywać wniosek opozycji (jak inne wnioski opozycji skazany na odrzucenie) o odwołanie kierującego tym resortem Wojciecha Jasińskiego. Krytycy zarzucają mu, że zastopował prywatyzację. Niesłusznie. Po prostu — minister Jasiński wie lepiej, jakim resortem kieruje. A jest to — i to już od dziewięciu lat — resort skarbu, a nie przekształceń własnościowych. Dlatego o przekształceniach nie ma mowy — skarbu się pilnuje, a nie sprzedaje. Ot, co najwyżej od czasu do czasu coś się uszczknie. Dlatego jeżeli ministerstwo skarbu chwali się — tak jak wczoraj — że przekroczyło planowane wpływy, można być pewnym, że chodzi o dywidendę, a nie prywatyzację.

Na pozór nie ma się czego czepiać — 2,8 mld zł, a tyle właśnie udało się resortowi uzyskać ze spółek, w których ma udziały, to kwota, jakiej nie można lekceważyć. Można w takim wyniku dopatrywać się nawet słuszności głoszonej przez resort strategii — wszak prywatyzacja to jednorazowy zastrzyk dla budżetu, dywidendy zaś można zgarniać co roku, zapewniając stały dopływ pieniędzy do budżetu. Jednak pomijając nawet wszelkie setki razy podnoszone już argumenty za prywatyzacją — że prywatny majątek zarządzany jest efektywniej, (a jeśli nie, to w mniejszym stopniu jest to ryzyko podatnika), a państwowe spółki w czteroletnim wyborczym rytmie podlegają politycznym zawieruchom — wiara w stabilność wpływów z dywidendy może okazać się iluzoryczna. Zresztą już tegoroczne podsumowanie dywidend na takie niebezpieczeństwa wskazuje — z owych 2,8 mld zł, jakie resortowi udało się uzyskać, 2,3 mld zł to wpływy od pięciu spółek. Pół miliarda rozkłada się na pozostałych 157 firm, jakie w tym roku wydoił skarb państwa.

Można założyć scenariusz, że KGHM (największy w tym roku dostarczyciel dywidendy), wreszcie zainwestuje w jakieś złoża, a PKO BP i PZU zechcą budować pozycje w regionie poprzez zakupy instytucji finansowych za granicą i z dywidendy nici. Sam resort przyznaje, że w tym roku zrezygnował z udziałów w zyskach Orlenu i Lotosu ze względu na plany inwestycyjne tych firm. A przecież może przyjść jeszcze okres dekoniunktury — np. w 2002 roku rząd Leszka Millera nawet gdyby chciał, nie mógłby liczyć na takie dywidendy, bo firmy jechały na stratach i zysków do dzielenia nie było.

I nie zmieni tego fakt, że resort pilnuje każdego grosza. Świadczy o tym dobitnie np. 5 zł dywidendy uzyskane od Spółdzielni Mieszkaniowej Wrębowa Sp. z o.o. czy 46 zł dywidendy uzyskane od Elektrociepłowni Wybrzeże. W tym ostatnim wypadku wynik jest szczególnie imponujący, bowiem skarb państwa dysponuje w EC Wybrzeże jedną akcją. Daj Boże innym inwestorom takich dywidend. Ale z takich ziarnek nie zbierze się wystarczająco duża miarka, aby zastąpić wpływy z prywatyzacji. Dlatego prędzej czy później minister skarbu (jeśli nie obecnie sprawujący ten urząd Wojciech Jasiński, to na pewno któryś z jego następców) stanie przed koniecznością sprzedaży państwowych firm. Ale wówczas cenę już mogą dyktować nabywcy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu