Minister sportu ściga się z czasem

Adam Sofuł
opublikowano: 30-11-2007, 00:00

Mirosław Drzewiecki jest szczęściarzem. Ledwie objął swój urząd już może się pochwalić. Wczoraj ogłosił wybór projektanta Stadionu Narodowego w Warszawie. To pierwszy, drobny, ale konieczny krok w stronę organizacji mistrzostw Europy w piłce nożnej EURO 2012. Trzeba oddać sprawiedliwość poprzedniczce — ta decyzja nie byłaby możliwa tak szybko, gdyby Elżbieta Jakubiak nie dokonała wstępnej selekcji ofert i nie przedstawiła swojej rekomendacji. Obecny minister sportu nie do końca z niej skorzystał, bo Elżbieta Jakubiak wskazywała na inną firmę niż JSK Architekci, ostatecznie jednak wybrał projektanta z zakwalifikowanej przez nią finałowej trójki. Na tym przykładzie widać, jak ważna i pożyteczna może być kontynuacja przy przekazywaniu władzy.

Obecny minister sportu nie mógł podjąć tej decyzji wcześniej, nie mógł też później — to była naprawdę ostatnia chwila. Prace projektowe mają potrwać pół roku, potem trzeba wyłonić wykonawcę projektu. Przetarg zajmie trochę czasu, wiec budowa rozpocznie się w 2009 r. Według Drzewieckiego jesienią 2011 na Stadionie Narodowym zabrzmi pierwszy gwizdek. Marginesu czasu na błędy i opóźnienia nie ma. Tym bardziej że nie ma decyzji o lokalizacji stadionu — czy w niecce Stadionu Dzięsięciolecia, czy obok. Być może dlatego minister sportu postawił na firmę najbardziej doświadczoną w projektowaniu takich obiektów. To może być też wskazówką, jakie firmy będą miały największe szanse w przetargu na realizację tego projektu.

Projekt ujrzymy za pół roku (miejmy nadzieję), ale już dziś można powiedzieć, że w jego założeniach resort sportu popełnił błąd. Stadion Narodowy ma być stadionem typowo piłkarskim, bez bieżni, co znacznie ograniczy możliwość jego wykorzystania. Imprezy lekkoatletyczne będą się musiały odbywać gdzie indziej. Rezygnacja z bieżni oznacza wprawdzie, że stadion będzie można wybudować szybciej (a czas się liczy), ale też prawdopodobne zmniejszenie dochodów z tytułu użytkowania gotowego obiektu.

Budowa Stadionu Narodowego nie będzie jednak największym sukcesem (o ile się uda) organizacji mistrzostw. Nie będzie nim nawet budowa planowanych autostrad i hoteli. Największe korzyści może nam przynieść wypracowanie efektywnego modelu partnerstwa publiczno-prywatnego. Dotychczas w Polsce ten sprawdzony w Europie mechanizm działał dość opornie. Jeśli organizacja mistrzostw doprowadzi do upowszechnienia tego mechanizmu, to wielkie inwestycje infrastrukturalne przestaną być balastem, a staną się kołem zamachowym gospodarki. A to będzie równie ważny powód do radości jak zdobycie przez polską reprezentację złotego medalu w tej imprezie. No, może prawie tak samo ważnym.

Adam Sofuł

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu