Ministerstwo broni ustawy hazardowej

Dawid TokarzDawid Tokarz
opublikowano: 2015-11-12 22:00

Resort finansów zapewnia, że przygotowując przepisy, nie popełnił błędu na korzyść podziemia. Wątpliwości legalnych firm nie rozwiał

3 listopada ujawniliśmy w „PB”, że w nowelizacji ustawy hazardowej znalazł się dziwny przepis przejściowy, dający operatorom automatów z szarej strefy, których zyski mogą sięgać 2 mld zł rocznie, nowy argument na rzecz legalności działalności. Już następnego dnia na stronach Służby Celnej (SC) pojawił się komunikat o „wynikach kontroli w zakresie zwalczania nielegalnego urządzania gier hazardowych na automatach”.

Miara skuteczności

Celnicy pochwalili się determinacją w walce z hazardowym podziemiem. Podali, że od 1 stycznia do połowy października 2015 r. ściągnęli z polskich ulic rekordową liczbę aż 23,3 tys. tzw. jednorękich bandytów (dla porównania — w latach 2010-15 łącznie zarekwirowali 29 tys. maszyn). Poinformowali też, że tylko w III kwartale 2015 r. na operatorów automatów nałożyli kary na ponad 62 mln zł. Te liczby robią wrażenie, ale nie mówią wszystkiego. Zatrzymanie automatów i wydanie decyzji o karach to bowiem nie wszystko. Ostatecznie o skuteczności działań SC decydują sądy. A decydują różnie. W komunikacie celnicy podkreślili, że od wejścia w życie nowelizacji ustawy hazardowej, tj. od 3 września do 15 października, zarekwirowali aż 3,8 tys. jednorękich bandytów „na podstawie zatwierdzonych przez prokuratora postanowień o zatrzymaniu rzeczy”.

W tym okresie sądy nakazały im zwrot tylko czterech automatów. Komunikat nie wspomina jednak o tym, ile decyzji negatywnych dla celników podjęli w tym czasie prokuratorzy. Nie precyzuje również, że dopiero ostatnio firmy z szarej strefy zaczęły powoływać się na felerny przepis przejściowy. A powołują się skutecznie, o czym świadczą przywołane przez „PB” świeże decyzje wałbrzyskiego sądu i cieszyńskiej prokuratury. To przypadki jednostkowe, ale sami celnicy, odpowiadając na nasze pytania, przyznali: „nieznane są nam inne tego typu sytuacje”, w których prokuratury lub sądy rozstrzygałyby o tym, czy przepis przejściowy rzeczywiście sankcjonuje legalność działań automaciarzy. Ministerstwo Finansów (MF) jest przekonane, że nie. Na głównej stronie internetowej resortu pojawił się w tej sprawie specjalny komunikat, rozesłany też do wszystkich izb celnych.

O tym, że ustawa, która miała uderzyć we właścicieli automatów bez koncesji, zamiast tego im pomaga, napisaliśmy na początku listopada.

Chaos zamiast ładu

— Interpretacja, zgodnie z którą do 1 lipca 2016 r. nikogo nie można karać za naruszanie ustawy hazardowej, jest całkowicie błędna. Przepisy przejściowe z nowelizacji dotyczą tylko nowych lub zmienianych przepisów ustawy o grach hazardowych. Tymczasem w ogóle nie zmieniły się przepisy art. 3, art. 6 ust. 1 i art. 89 ust. 1, zgodnie z którymi gry na automatach można prowadzić tylko na podstawie koncesji i w kasynach, a za ich urządzanie poza kasynami grożą kary — przekonuje Mariusz Gruszka, dyrektor departamentu regulacji rynku gier w MF. Zdaniem przedstawicieli operatorów legalnych kasyn, to tłumaczenie miałoby sens, gdyby nie to, że nowelizację pisano w chaosie prawnym, wynikającym z błędów popełnionych przez MF przy ekspresowym uchwalaniu ustawy w 2009 r.

— Przed 3 września 2015 r. firmy z szarej strefy mówiły: możemy ustawiać automaty, gdzie chcemy, bo ze względu na brak notyfikacji w UE art. 6 i 14 ustawy hazardowej ich przepisy nie obowiązują. I część sądów przyznawała im rację. Po 3 września 2015 r. zaczynają mówić: art. 14 (zakaz urządzania gier na automatachpoza kasynami) być może i obowiązuje, ale do 1 lipca 2016 r. mamy czas na dostosowanie się do niego. A art. 6 (wymóg posiadania koncesji i zezwolenia) wciąż nie obowiązuje, bo nowela go nie zmieniła i nadal nie został notyfikowany w UE. I zamiast uporządkowania sytuacji, co miało być celem MF, wciąż mamy chaos — narzeka dyrektor z jednej z firm prowadzących kasyna. © Ⓟ