Ministerstwo czy prywatny folwark

12-04-2017, 22:00

Prezydent Andrzej Duda poczuł się tak zmarginalizowany przez ministra Antoniego Macierewicza, że słał do niego listy, w których sam siebie ustawił w roli… petenta.

Coroczna odprawa prezydenta RP oraz prezesa Rady Ministrów z kierownictwem Ministerstwa Obrony Narodowej, najwyższymi dowódcami wojska oraz dyrektorami komórek organizacyjnych resortu z założenia ma sens głównie mobilizacyjno-propagandowy. Mimo formuły poufności trudno przecież oczekiwać przekazywania takiemu audytorium konkretnych poleceń służbowych. Wczorajsza odprawa miała jednak wydźwięk szczególny i różniła się np. od ubiegłorocznej, w której przecież uczestniczyły te same postaci.

Zobacz więcej

Armię poniżało bezprawnie nakazane przez ministra obrony oddawanie honorów jego przybocznemu Bartłomiejowi Misiewiczowi – formalnie zwykłemu urzędnikowi w MON. Łukasz Solski - East News

W okresie bezpośrednio ją poprzedzającym doszło bowiem do sytuacji kuriozalnej. Władcy państwa dokonali interpretacji Konstytucji RP obcej jej duchowi i nieznanej podczas dwóch dekad obowiązywania. Przypomnę, że zgodnie z art. 134 prezydent RP jest „najwyższym zwierzchnikiem Sił Zbrojnych Rzeczypospolitej Polskiej”, ale w czasie pokoju „sprawuje zwierzchnictwo nad Siłami Zbrojnymi za pośrednictwem Ministra Obrony Narodowej”. Zwierzchnik Andrzej Duda poczuł się jednak tak zmarginalizowany przez podwładnego Antoniego Macierewicza, że słał do niego i upubliczniał listy, w których sam siebie ustawił w roli… petenta. Uprzejmie prosił o wyjaśnienie niepojętych dla niego decyzji ministra, później obaj w cztery oczy rozmawiali, ale potem prezydent znowu listownie prosił etc. Ten krąg decyzyjnej paranoi zdenerwował nawet najwyższą instancję państwa, czyli samego prezesa Jarosława Kaczyńskiego, który przecież nominował i prezydenta, i ministra.

Siły zbrojne mają nadzieję, że po środowej odprawie przynajmniej tempo pisania żenujących listów spadnie. W każdym razie oschłe podziękowania zwierzchnika dla szefa MON zawęziły się do dwóch wątków — wykonywania budżetu oraz realizowania przetargu… nie, nie na potrzebne armii natychmiast śmigłowce, lecz na samoloty dla VIP-ów. Ten ostatni sukces rzeczywiście przełamuje dwudziestoletnią niemożność decyzyjną wszystkich kolejnych rządów III RP. Notabene sfinalizowanie miliardowych zakupów potrwa kilka lat i nie wiadomo, kto z nowej floty będzie korzystał…

Ze względu na znaczenie bezpieczeństwa militarnego, a także na wielkość wydatków budżetu — debata o armii powinna być priorytetem państwa. Niestety, wczoraj głównym tematem komentarzy w siłach zbrojnych była nie ich przyszłość, lecz… eksplodująca kolejny raz kompromitacja PiS związana z hołubieniem przez ministra Antoniego Macierewicza jego przybocznego, niejakiego Bartłomieja Misiewicza. Podczas odprawy prezydent „w sposób stanowczy i jednoznaczny wyraził krytyczne stanowisko w sprawie jego kariery oraz nowej posady w Polskiej Grupie Zbrojeniowej (PGZ)”.

Tak ostry komunikat konstytucyjnego zwierzchnika to dowód, że zasadne jest dotyczące MON pytanie retoryczne postawione w powyższym tytule. Zło uznał już nawet prezes, który wystraszył się pogłębiania się wizerunkowych szkód dla PiS i zawiesił członkostwo wspomnianego przybocznego w partii. Faktycznie, moszczenie Bartłomiejowi Misiewiczowi dosłownie za każdą cenę ciepłych posadek, jeśli nie w MON, to w PGZ (w atmosferze skandalu już odszedł), przyniosło efekt wizerunkowy, którego Antoni Macierewicz w najczarniejszym śnie by się nie spodziewał — wizerunkowo przykryło „sensację” z 10 kwietnia o tzw. eksplozji termobarycznej na pokładzie Tu-154M w Smoleńsku.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: JACEK ZALEWSKI

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Polityka / Ministerstwo czy prywatny folwark