„Nic o tym nie wiem”. „Miał być jakiś raport, który miał być przyczynkiem do dyskusji, ale najwyraźniej na posiedzeniu rady zwyciężyły emocje”. „Wygląda na to, że rada nam się zbyt usamodzielniła” — tak nagłe odwołanie Mirosława Tarasa, prezesa Bogdanki, komentowali zarządzający funduszami w rozmowie z „PB” wieczorem w dniu odwołania. Pytani o ocenę prezesa wypowiadali się pozytywnie, ale zasłaniali się, że rada nadzorcza ma wątpliwości i zamówiła audyt. I właśnie wyniki raportu Ernst & Young (E&Y), dotyczącego „procedur zakupowych, zwłaszcza w obszarze robót górniczych, ze szczególnym uwzględnieniem konfliktów interesów”, skłoniły ją do odwołania prezesa. Na posiedzeniu rady — które odbyło się w siedzibie E&Y — prezes odmówił wdrożenia zaleceń, bo się z nimi nie zgadzał. Rada go odwołała. Prezes postanowił walczyć o dobre imię. Wczoraj do sądu w Lublinie wysłał pozew o ustalenie nieważności uchwały rady nadzorczej. Twierdzi w nim, że „rada nadzorcza przekroczyła uprawnienia, wydając wiążące polecenia dla zarządu dotyczące prowadzenia spraw spółki” oraz że jej decyzja „godzi w interes spółki, bo rada podjęła decyzję o odwołaniu prezesa na podstawie raportu, którego wady były jej znane”.

Dlaczego rada odwołała prezesa?
— Przyczyną odwołania prezesa nie był raport audytora. Po zapoznaniu się z audytem rada oczekiwała wdrożenia zmian zmierzających do zwiększenia konkurencyjności i minimalizacji konfliktów interesów w przetargach. Prezes nie chciał ich wdrożyć i nie wykazał chęci do współpracy, dlatego podjęliśmy taką decyzję — tłumaczy Raimondo Eggink, członek rady nadzorczej Bogdanki.
Granice kompetencji
Odwołany prezes twierdzi, że wykazywał dobrą wolę, ale pewnych granic nie mógł przekroczyć.
— Z niektórymi członkami rady byłem w sporze dotyczącym podziału kompetencji. Rada ma zajmować się nadzorem, a zarząd zarządzaniem. Nie mogłem zgodzić się na to, by rada operacyjnie zarządzała spółką, wydając wiążące polecenia z zagrożeniem odwołania, co niektóre osoby próbowały robić. Zarząd był gotowy wprowadzić usprawnienia i ulepszenia w procedurze przetargowej, ale nigdy z naruszeniem prawa, w szczególności prawa zamówień publicznych oraz interesu spółki — mówi Mirosław Taras.
A takie, jego zdaniem, były zalecenia rady nadzorczej i audytora. W raporcie E&Y zwrócono uwagę na niską konkurencję w przetargach — często startowała w nim jedna firma — i sugerowano, że Bogdanka tworzy barierę wejścia dla firm do przetargów.
— Przetargi organizujemy w trybie zamówień publicznych, bo tak nakazuje prawo. Niemal wszystkie były w formie nieograniczonych przetargów publicznych, każdy mógł się zgłosić. Nie znam bardziej konkurencyjnego trybu — mówi Mirosław Taras. Przyznaje, że bariera wejścia do przetargu była, tyle że merytoryczna.
— Bogdanka ma ściśle określone standardy i technologie, które definiuje w warunkach przetargu. Są to wymagania co do jakości sprzętu, m.in. kombajnów, kompetencji osób pracujących przy budowie chodników, osób dozoru. Chodzi o to, by spełnione były normy bezpieczeństwa pracy w kopalni. Ze względu na uwarunkowania geologiczne mamy też ściśle określony harmonogram prac, który narzucał niezbędne tempo ich prowadzenia — tłumaczy Mirosław Taras.
Cena poprzeczki
Jak zawsze w takiej sytuacji pada pytanie, czy poprzeczka nie była stawiana zbyt wysoko, zmniejszając tym samym konkurencję.
— Wszystkie kryteria były do osiągnięcia, bo kontrakty były przecież realizowane. Warunki przetargu w tym zakresie nigdy nie zostały oprotestowane przez żaden podmiot. To dowód, że żaden podmiot nie uważał kryteriów za eliminujące z przetargu — mówi Mirosław Taras.
Twierdzi, że dzięki przetargom Bogdanka oszczędzała rocznie około 80 mln zł, bo oferty wykonawców były niższe niż kosztorysy zamawiającego.
— Wykorzystywanie firm zewnętrznych obniża koszty o około 20 proc. Kopalnia nie musi zatrudniać osób do budowy chodników i nie ma kosztów z tym związanych, czyli socjalnych czy składek na związki zawodowe. Nie musi też tworzyć rezerw na świadczenia emerytalne — mówi Mirosław Taras.
Potyczki regionalne
Według naszych informacji, niektórym członkom rady nie podoba się to, że w przetargach nie startują firmy ze Śląska.
— To naturalne, że przewagę mają spółki z Lubelszczyzny. Spółki ze Śląska musiałyby przerzucić o kilkaset kilometrów osoby i sprzęt, co oczywiście wiąże się z kosztami — mówi Mirosław Taras.
Mimo że o kontrakty nie biło się wiele firm, prezes twierdzi, że ceny uzyskiwane przez Bogdankę były konkurencyjne — cena budowy 1 m chodnika w Bogdance to pięć — kilkanaście tysięcy złotych, podczas gdy w śląskich kopalniach — od kilkunastu do kilkudziesięciu tysięcy złotych. Jednym z zaleceń rady i audytora było stworzenie przez Bogdankę spółki, która przejęłaby pracowników pracujących przy budowie, ale działała jak prywatna firma. I to do niej miały trafić kontrakty na budowę chodników.
— Tak się nie da. W takiej spółce natychmiast powstałyby związki zawodowe i dążyły do zrównania warunków pracy z tymi w Bogdance. Poza tym musielibyśmy kupić sprzęt i wyposażenie, zatrudnić ludzi, co oznaczałoby realne koszty. W sytuacji gdy kopalnia ma dobre wyniki, taki eksperyment był nieuzasadniony i niebezpieczny, mógłby doprowadzić do podwyższenia kosztów i tym samym obniżenia wyniku — mówi Mirosław Taras. Audyt E&Y dotyczył także rzekomego konfliktu interesów — udziały w firmach, które wygrywały przetargi, mieli pracownicy Bogdanki.
— Kilka osób średniego szczebla ma śladowe udziały w spółkach. To efekt zaszłości historycznych, gdy kopalnia sprzedawała spółki często pracownikom. Żadna z tych osób nie miała jednak żadnego wpływu na organizację czy rozstrzygnięcie przetargu. Wątpliwości były tylko w jednym przypadku, ale także on został wyjaśniony. Audytor nie stwierdził ani jednego przypadku naruszenia prawa na jakimkolwiek etapie przetargów — mówi Mirosław Taras.
Sprawa nie tylko o prawo
Czy liczy na powrót do kierowania Bogdanką?
— Mam poczucie niedokończonej misji, ale w obecnych warunkach nie wyobrażam sobie powrotu do spółki. Na pewno nie bez zmian w składzie rady nadzorczej. Zdecydowałem się na pozew, bo tu chodzi o zasady, zostałem odwołany na podstawie nierzetelnego raportu, zawierającego wiele merytorycznych błędów — mówi Mirosław Taras.
Co będzie, gdy wygra w sądzie?
— Jeśli sąd uwzględni powództwo to uchwała będzie nieważna, a tym samym odwołanie nieskuteczne — mówi prof. Katarzyna Bilewska, adwokat kancelarii Salans, która pro bono reprezentuje Mirosława Tarasa.
— To sprawa nie tylko o prawo, ale także dobre obyczaje i ład korporacyjny w spółkach publicznych — dodaje profesor.
MINIWYWIAD
Działamy w interesie spółki
ERYK KARSKI
członek rady nadzorczej Bogdanki
„PB”: Jakie były motywy odwołania prezesa Tarasa?
Motywy zostały przedstawione w raporcie bieżącym, nic więcej nie mogę powiedzieć.
Czy jest pan pewien, że wnioski z raportu E&Y są słuszne? Czy nie przekonują pana argumenty zarządu krytyczne względem raportu?
Raport, który był podstawą decyzji, jest tajemnicą spółki i nie mogę ujawnić jego treści ani się do niego odnosić.
Czy konsultował pan decyzję z funduszem, który pana nominował do rady nadzorczej?
Nie konsultowałem ani tej, ani żadnej decyzji z akcjonariuszami. Nie wolno mi tego robić, bo wszyscy akcjonariusze — duzi i mali — muszą mieć równy dostęp do informacji. Rada nadzorcza działa w interesie spółki, a nie akcjonariuszy.
Jest pan przekonany, że odwołanie prezesa Tarasa było w interesie spółki?
Skoro rada nadzorcza podjęła taką decyzję, to na pewno była przekonana, że jest to w interesie spółki.
Taras wygrywał w rankingach
Były prezes Bogdanki w ostatnich latach zbierał niemal same pochwały od analityków rynku kapitałowego, maklerów i doradców. W przygotowywanym przez „Puls Biznesu” rankingu Giełdowa Spółka Roku 2010 (który powstał na podstawie ankiety rozesłanej do 180 specjalistów) kierowana przez niego spółka zajęła pierwsze miejsce (wspólnie z Cyfrowym Polastem) i zdecydowanie zwyciężyła w kategorii „kompetencje zarządu”. Eksperci podkreślali „stałe poprawianie podstawowych parametrów operacyjnych i finansowych”, przyciągające do akcjonariatu OFE i fundusze inwestycyjne. W ostatniej edycji rankingu Bogdanka pod względem kompetencji zarządu wypadła nieco słabiej, ale Mirosław Taras i tak nie miał się czego wstydzić — Bogdanka zajęła ósme miejsce w tej kategorii. W WIG20 lepszy był tylko Getin Holding, identycznie oceniono zarząd Pekao. [MZAT]
Z ostatniej chwili
Późnym popołudniem Prokuratura Okręgowa w Lublinie poinformowała, że wpłynęło do niej zawiadomienie o podejrzeniu popełnienia przestępstwa. Przesłało je Centralne Biuro Antykorupcyjne (CBA). Jacek Dobrzyński, rzecznik CBA, poinformował, że były prezes Bogdanki „zgłosił się do CBA i przekazał pewne informacje w formie zawiadomienia o podejrzeniu popełnienia przestępstwa”, ale odmówił podania szczegółów. Według naszych źródeł zbliżonych do CBA, donos dotyczy propozycji, jaką były prezes Bogdanki miał usłyszeć od członka rady nadzorczej i jednego z zarządzających funduszami.
934 tys. zł Tyle zarobił w 2011 r. Mirosław Taras jako prezes Bogdanki.
220,9 mln zł Tyle netto zarobiła w 2011 r. Bogdanka.