Misja versus biznes

opublikowano: 13-01-2023, 17:10
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Z powodu wysokiej inflacji naszym klientom zaczyna brakować pieniędzy na leczenie pupili — mówi Milena Wojtyś-Gajda, współwłaścicielka przychodni weterynaryjnej Ogonek.

PB: Przychodnie weterynaryjne zajmują się przede wszystkim psami i kotami, ale coraz częściej powstają też specjalistyczne, takie jak Ogonek, które leczą inne gatunki. Kiedy to zjawisko pojawiło się w Polsce?

Marek Wiśniewski

Milena Wojtyś-Gajda: Działalność jako niezależny lekarz prowadzę od 2001 r., a Ogonek jako marka powstał sześć lat później. Byliśmy pierwsi w Polsce, którzy odważyli się podziękować za współpracę psom i kotom i zacząć leczyć wyłącznie króliki i gryzonie, i od tamtej pory rozwijamy się. W Polsce powstało już dużo takich lecznic. W każdym większym mieście jest taka specjalistyczna lecznica, w Warszawie jest ich przynajmniej trzy.

Powiedziała pani, że odważyliście się na to, żeby taką specjalizację obrać. Czy to faktycznie wymagało odwagi?

Zdecydowanie tak. Koledzy i koleżanki po fachu pukali się w czoło. To była ich autentyczna reakcja. Podjęliśmy wraz z moim ówczesnym wspólnikiem bardzo radykalną decyzję i — powiem szczerze — przez parę miesięcy czekaliśmy z niepokojem, co będzie dalej. Powrotu już nie było.

Na początku rzeczywiście było ciężko, przede wszystkim dlatego, że właściciele psów i kotów przyzwyczajeni do miejsca, do lecznicy, która tam się znajdowała i od zawsze leczyła psy, musieli poszukać sobie innego lekarza weterynarii.

Przed podjęciem decyzji przeprowadziliście jakieś badania rynku czy była to raczej intuicja?

Nie, nie było żadnych badań rynku. Lekarze weterynarii to ludzie, którzy spełniają swoją misję, czyli chcą pomagać zwierzętom. Nas na studiach nikt nie uczy ekonomii, nie jesteśmy wdrożeni w tajniki finansów czy obsługi klienta. To wszystko intuicja i odpowiadanie na potrzeby rynku.

Prowadząc swoje przychodnie lekarze weterynarii bardzo często są także przedsiębiorcami. Podstawy ekonomii pewnie by im się przydały. Skąd w takim razie czerpie pani wiedzę potrzebną do prowadzenia sporej, bo zatrudniającej pewnie kilkanaście, a może i kilkadziesiąt osób, przychodni?

Tak, faktycznie w tej chwili zatrudniam już kilkadziesiąt osób. Sama się tego uczę, trochę na własnych błędach, ale także się douczam. Zresztą my medycy jesteśmy przyzwyczajeni do samouczenia się.

Mam jednak także takich kolegów czy koleżanki, choćby w zespole Ogonka, którzy stanowczo deklarują, że nigdy w życiu nie będą prowadzić własnej lecznicy, że to nie dla nich. To rzeczywiście jest bardzo obciążająca praca. Z jednej strony mamy swoją misję i chęć pomocy wszystkim, najlepiej za darmo, bo chodzi jednak o zdrowie — i to jest służba, ale z drugiej — prowadzenie przedsiębiorstwa stoi trochę w sprzeczności z tą misją. Także dlatego jest to ciężki kawałek chleba.

Skoro pracowników jest coraz więcej, zatrudnienie rośnie, to rozumiem, że biznes kwitnie…

Kwitłby, gdyby nie obecna sytuacja. Ludzie po prostu nie mają pieniędzy i muszą wybierać. Bardzo często mówią o tym, że nie poddadzą zwierzęcia operacji albo jakiemuś większemu zabiegowi, bo po prostu ich nie stać. Albo zaczynają wydłużać czas między jednym a drugim działaniem. Do tej pory było tak, że przy jednym pobycie klienta w lecznicy mogliśmy zrobić kilka usług: wizytę lekarską, USG, rentgen, a obecnie ludzie zaczynają rozkładać to w czasie.

Powodem jest inflacja?

Tak, wysoka inflacja, spadek realnej wartości pieniądza, ale także my musimy podnosić ceny, bo dopadają nas rosnące koszty. W trakcie pandemii mieliśmy boom. Ruch w lecznicach bardzo intensywnie rósł ruch, a obecnie spada.

Nie jest to więc dobry czas dla takich przychodni jak państwa, ale zapewne dla wszystkich przychodni weterynaryjnych?

To trudny czas dla wszystkich. Inflacja wpływa na nas wszystkich, bez wyjątku. Dopóki będzie tak wysoka, wszyscy będziemy cierpieć.

Oprócz tego, że kosztują wizyty, porady specjalistyczne, właściciele małych zwierząt muszą też płacić za lekarstwa czy różnego rodzaju medykamenty. Czy to są duże wydatki?

W przypadku naszych pacjentów tych leków zużywa się oczywiście odpowiednio mniej niż dla psa i kota albo krowy. Można więc uznać, że wydatki są mniejsze, ale oczywiście z każdą fakturą, którą przyjmujemy do Ogonka, widzimy także wzrost cen leków.

Zwierzęta często przyjmują takie same leki jak ludzie, ale część specyfików to specjalistyczne, opracowane wyłącznie dla zwierząt...

Rzeczywiście jest tak, że większość leków przeznaczonych dla ludzi można stosować u zwierząt. Są także odpowiedniki tych leków przeznaczone tylko dla zwierząt i w polskim prawie jest taki zapis, który mówi o tym, że lekarz weterynarii powinien stosować właśnie te preparaty. Czyli jeżeli mamy np. furosemid przeznaczony dla ludzi i taki sam furosemid w preparacie dla zwierząt, to jesteśmy zobligowani do kupienia drugiego, a często jest tak, że weterynaryjne preparaty są droższe niż ludzkie.

Z czego to wynika?

Nie mam pojęcia...

Państwo prowadzą przychodnię dla małych ssaków, a czy są równie wyspecjalizowane przychodnie, specjalizujące się np. w leczeniu gadów?

Weterynarze reagują na potrzeby rynku. Są więc takie lecznice, które leczą inne gatunki zwierząt niż najbardziej popularne, czyli psy i koty. Oprócz takich pacjentów jak moi, czyli małych gryzoni, także gady czy ptaki. Są to jednak raczej przychodnie multispecjalistyczne, czyli leczące wiele różnych gatunków.

Oczywiście są też weterynarze wyspecjalizowani np. w jednej dziedzinie. W Warszawie jest lecznica, która zajmuje się pulmonologią i kardiologią, są też gabinety rehabilitacyjne. Ja jestem stomatologiem królików i gryzoni, co też wydaje się być mocno nierozsądne, a jednak przy takiej skali i liczbie pacjentów, jaką przyjmujemy, ktoś musiał zająć się wyłącznie tym. Z jednej strony to jest trochę ograniczenie, bo nie możemy powiedzieć o holistycznym leczeniu — jak się wyspecjalizujemy, to zajmujemy się tylko okiem albo tylko zębem. Ale z drugiej strony to jest bardzo dobra opcja, ponieważ mogę zająć się tylko tym okiem, albo tylko tym zębem i wiedzieć na jego temat dużo więcej.

Rozmawiał Bartłomiej Mayer

Szukaj Pulsu Biznesu do słuchania w Spotify, Apple Podcasts, Podcast Addict lub Twojej ulubionej aplikacji oraz na pb.pl/dosluchania

Tym razem: „Psu i kotu na zdrowie”

goście: prof. Piotr Jurka — SGGW, Marcin Maciąg — Pets Diag, Małgorzata Półjanowicz i Sylwia Łuczyńska — TU Europa, Milena Wojtyś-Gajda — przychodnia weterynaryjna Ogonek

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane