„Puls Biznesu”: Polska do społeczności MIT, skupiającej ponad 25 tys. firm na świecie, dołączyła w ubiegłym roku. Teraz po raz drugi ogłoszony został program akceleracji projektów opartych o badania naukowe. Czy taka inicjatywa może przełamać dość sceptyczne nastawienie polskich naukowców do biznesu?

Paweł Bochniarz: Dla nas jest to duże wyzwanie. Zamierzamy się z nim zmierzyć. W pierwszej kolejności, wspólnie z dyrektorami ds. innowacji w firmach Adamed, PKO BP, KGHM Cuprum, PGNiG, partnerami programu MIT Enterprise Forum, odwiedzamy uczelnie, ośrodki innowacji, parki technologiczne, pojawiamy się na imprezach start-upowych, hackathonach i promujemy ideę komercjalizowania wyników badań naukowych.
Niestety naukowców zainteresowanych wprowadzeniem na rynek swoich rozwiązań jest stosunkowo niewielu. Nasz program ma im ułatwić start na rynku. Ale do udziału w nim zapraszamy również małe i średnie przedsiębiorstwa technologiczne oraz już istniejące start-upy.
Skąd opór naukowców wobec biznesu?
Na uczelniach wciąż rzadko zachęca się naukowców do komercjalizowania wyników badań i realizowania projektów dla przemysłu. Brakuje też wzorców – mało jest przykładów naukowców, którzy z dużym sukcesem wprowadzili na rynek swoje produkty.
Na uczelniach brakuje też specjalistów ds. transferu technologii i osób, które są w stanie pomóc młodym naukowcom przejść przez pierwsze, najtrudniejsze etapy komercjalizacji.
Jakie korzyści daje akceleracja w MIT Enterprise Forum i w jaki sposób przebiega?
W 15 miesięcy chcemy przeprowadzić dwie rekrutacje, wyłaniając z nich po 25 start-upów. Tym razem, poza ścieżką ogólną, proponujemy również bloki tematyczne, dopasowane do sektorów, w których działają start-upy.
Główną osią akceleracji, podobnie jak w poprzedniej edycji, są warsztaty prowadzone według metodologii Billa Auleta, wyznaczającej 24 kroki tworzenia i rozwijania start-upu. Pracujemy nad modelem biznesowym i udoskonalamy produkty. Uczymy także, jak prezentować projekty np. przed inwestorami. Uczestnikom zapewniamy dostęp do polskich i zagranicznych mentorów.
Jakie są efekty zeszłorocznego programu MIT Enterprise Forum?
Od zakończenia pierwszej edycji akceleratora minęło niespełna pół roku, a już kilka naszych start-upów pozyskało finansowanie od inwestorów. Jedna z firm znalazła klienta w Japonii, inne wygrywały międzynarodowe konkursy dla startupowe.
Dlaczego w Polsce inwestorzy najczęściej szukają projektów opartych o prace badawczo-rozwojowe na własną rękę, pomijając np. uczelniane centra transferu technologii? Tak wynika z raportu przygotowanego przez zarządzaną przez Pana Fundację Przedsiębiorczości Technologicznej oraz Narodowego Centrum Badań i Rozwoju.
W wielu aspektach centra transferu technologii są mało wydajne. Ale my staramy się z nimi współpracować. Programy akceleracyjne, takie jak nasz, mogą pomóc w rozwoju projektów, którymi ze względu na ich bardzo wczesny etap rozwoju nie interesują się jeszcze inwestorzy czy fundusze venture capital.
Badania pokazują też, że współpracę z biznesem podejmują najchętniej młodzi naukowcy.
Młodzi ludzie są bardziej skłonni do podjęcia wyprawy w nieznanie i do większego ryzyka. Mają po porostu mniej do stracenia.
Ministerstwo Nauki i Szkolnictwa Wyższego przedstawiło niedawno projekt nowelizacji Ustawy o stopniach naukowych i tytule naukowym, w którym proponuje wprowadzenie doktoratów wdrożeniowych. Będzie można je robić we współpracy z firmami. Pana zdaniem to dobry kierunek zmian?
Takie rozwiązanie wydaje się być korzystne zarówno dla firm, jak i dla przedsiębiorców. Jest to szansa na to, by udowodnić, że badania i rozwój nie są tylko domeną świata nauki. Fantastyczne projekty powstają również w laboratoriach należących do przedsiębiorców. Nauka i biznes powinny więc ze sobą współpracować.