Japońskie miejskie auto jest bardzo drogie. Koncern liczy więc na subsydiowanie sprzedaży przez rządy państw.
Auta elektryczne? Ależ oczywiście! To już nie nowinka techniczna, ale przyszłość światowej motoryzacji — przekonywali w Warszawie przedstawiciele Mitsubishi Motors Corporation (MMC). Wczoraj Japończycy zaprezentowali najnowsze dziecko — model i-MiEV. To pierwszy seryjnie produkowany na świecie samochód elektryczny. W tej dziedzinie Japończycy mają ambitne plany.
— Do 2020 r. planujemy, że auta o napędzie ekologicznym, czyli z silnikami elektrycznymi i hybrydowymi [elektryczno-spalinowymi — przyp. PJ] będą stanowić 20 proc. naszej produkcji — deklaruje Osamu Masuko, prezes MMC.
Koncern nie ma zresztą wyjścia. Rząd japoński chce, by do 2020 r. połowa samochodów sprzedawanych w Japonii była wyposażona w silniki ekologiczne.
Liczą na subsydia
Początki będą skromne. W tym roku na rynek — wyłącznie japoński — trafi 2 tys. sztuk.
— Mamy już zamówienia na 1400 pojazdów. Od przyszłego roku chcemy rocznie produkować ponad 5 tys. sztuk — dodaje Osamo Masuko.
Na razie sprzedaż i MiEV będzie mieć raczej charakter wizerunkowy niż biznesowy.
— Za trzy-cztery lata powinny pojawić się zyski — mówi "PB" szef MMC.
W drugiej połowie przyszłego roku auto pojawi się w Europie. Zapewne też w Polsce. Czy znajdzie nabywców? Nie wiadomo. W Japonii to małe autko kosztuje po przeliczeniu na naszą walutę 100 tys. zł.
— Pracujemy nad zredukowaniem kosztów produkcji. Liczymy też, że — podobnie jak w Japonii — także w Polsce państwo będzie subsydiować sprzedaż aut elektrycznych — podkreśla Osamu Masuko.
Raczej na miasto
Czym jest i-MiEV? To auto elektryczne, które według zapewnień producenta charakteryzuje się zerową emisją dwutlenku węgla i tlenków azotu. Koszt przejechania 1 km jest ponoć o jedną trzecią niższy w porównaniu z napędem konwencjonalnym. Po pełnym naładowaniu i-MiEV może pokonać dystans 160 km. Jest to więc raczej pojazd miejski. Maksymalnie rozpędzimy się nim do 130 km/h Całkiem nieźle. Szczególnie że to nie trójkołowiec, ale pełnowymiarowe — choć niewielkie — auto dla czterech osób.
Paweł Janas