Młodzi rwą się do biznesu

  • Marta Bellon
20-12-2012, 00:00

Od pomysłu do własnej firmy droga daleka i wyboista. Zwłaszcza jeśli ma się naście lat. Aspirujący przedsiębiorcy udowadniają jednak, że determinacją można wiele zdziałać

Brian Wong, współtwórca aplikacji Kiip. W wieku 19 lat zebrał od inwestorów 250 tys. USD, stając się najmłodszym w historii przedsiębiorcą, któremu udało się zdobyć kapitał z rynku venture capital. Jessica Mah, twórczyni inDinero. Zaczęła pracę nad własnym start-upem w wieku 13 lat. Ben Way. Zdobył ponad 30 mln USD w wieku 17 lat i stracił je cztery lata później. Przykłady ze świata pokazują, że kreatywność nawet bardzo młodych osób może mieć przełożenie na sukces biznesowy, choć czasem sukces ten jest okupiony spektakularną porażką. W Dolinie Krzemowej nikogo nie dziwi, że nastoletni zapaleniec chce zacząć zarabiać na swoich pomysłach. W Polsce, choć środowisko start-upowe jest bardzo aktywne, a jego przedstawiciele coraz bardziej rozpoznawalni, wciąż wydaje się, że inwestorom kapitałowym zaufanie autorom ryzykownych przedsięwzięć przychodzi z trudem. Wiele wskazuje jednak na to, że szybko będą musieli zmienić myślenie.

Rekinki biznesu

Krystian Gontarek. Lat 11. Pomysłodawca dwóch start-upów: GameTeller i KidGifter. Mateusz Serotiuk. Lat 19. Twórca Pocademy — wirtualnej szkoły nauki gry w pokera. To przykłady bardzo młodych osób, które są na dobrej drodze, by w przyszłości zostać rasowymi przedsiębiorcami. Mają na tyle determinacji, by na początku radzić sobie samemu bądź przy wsparciu bliskich, ale oni i im podobni na pewnym etapie rozwoju projektów będą potrzebować wsparcia mentorskiego czy finansowego.

— Trudno powiedzieć, w jakim kierunku rozwiną się te projekty, nad którymi teraz pracuję, ale na pewno któryś z moich pomysłów chciałbym przekształcić w biznes. To, co teraz robię, jest dla mnie przygotowaniem do dorosłego życia i zarabiania pieniędzy oraz uczy, jak się mobilizować, żeby coś realizować. My dzieci mamy tak naprawdę tylko obowiązki w szkole i w domu, nikt mnie nie zmusza do realizowania moich projektów, ale skoro już podjąłem to wyzwanie, to powinienem to dalej robić. Jest to więc taki mój trzeci obowiązek — mówi Krystian. Swoje pomysły na razie wciela w życie z pomocą rodziców.

— Przedsięwzięcia te mają formę start- upów, czyli początkujących biznesów technologicznych, i Krystian tak je właśnie traktuje. Podchodzi do ich prowadzenia z ogromną sumiennością i zaangażowaniem.Z naszego punktu widzenia, czyli rodziców, jest to raczej nauka w formie zabawy w realizowanie projektów na biznes, oparta przede wszystkim na doświadczeniach, a także błędach, które Krystian popełnia. Jeszcze rok temu nie był do końca świadomy, z czym to się wiąże. Ale szybko okazało się, że od początku jest zmotywowany do pracy. Ze Startup Weekendów wracał naładowany pozytywną energią i jeszcze większą motywacją — mówi Krzysztof Gontarek, tato Krystiana.

Nastolatek uczy pokera

Są w Polsce przykłady inwestorów, którzy ryzyka związanego z powierzaniem kapitału młodym ludziom się nie boją. Na własnej skórze przekonał się o tym Mateusz Serotiuk, 19-latek, który otrzymał od akceleratora Huge Thing 30 tys. zł na stworzenie internetowej szkoły pokera, czyli Pocademy.

— Osoby, które zdecydowały się zainwestować w mój projekt, zaufały mi. Zaufał mi również mój 34-letni wspólnik, który zajmuje się w tym momencie rozwojem projektu. W tej chwili negocjuję z różnymi inwestorami. I oni wszyscy również mi ufają, mimo że mam te 19 lat. Moje doświadczenie wskazuje więc, że nastolatek może w Polsce robić poważny biznes. To jeszcze nie jest to, co dzieje się w Dolinie Krzemowej, ale to powoli zaczyna już przypominać współpracę amerykańskich inwestorów z młodymi przedsiębiorcami z całego świata, jaka tam występuje — mówi Mateusz Serotiuk, twórca Pocademy. Do tego, by robić „coś swojego”, dążył od najmłodszych lat.

— Taka myśl pojawiła się już bardzo wcześnie. Jak miałem 13-14 lat sprzedawałem telefony w internecie. To była pierwsza rzecz, którą robiłem w tym kierunku — opowiada Mateusz.

Żart czy nie żart?

Przychodzi nastolatek do inwestora i... to niekoniecznie początek nowego typu dowcipów, ale sytuacja, która może nastąpić i to w niedalekiej przyszłości. Co wtedy? — Nie ma jeszcze w Polsce zbyt wielu przykładów tak młodych osób jak Krystian, które debiutują jako start-upowcy. Atmosfera wokół niego jest bardzo pozytywna, ale pewnie gdybyśmy chcieli rozpocząć rozmowy o konkretnych inwestycjach, to niezbyt wiele osób brałoby go na poważnie. Tak młodej osobie ciężko jest zaufać i powierzyć mu swoje pieniądze. Nie zmienia to jednak faktu, że rozwojowi przedsiębiorczości w młodym wieku, choć jeszcze nie tak młodym jak Krystian, w Polsce sprzyja ogólna atmosfera. Organizowane są szkoły dla start-upów i inne projekty, wspierające młodych. To niesamowite, jak wiele doświadczeń zdobywają uczestnicy takich przedsięwzięć, którzy pracując nad swoimi projektami, często doprowadzają je w trakcie kilkumiesięcznych zajęć do etapu działającej i utrzymującej się na rynku firmy. Organizatorzy takich szkoleń i spotkań robią świetną robotę — mówi Krzysztof Gontarek.

Wtóruje mu Marek Kapturkiewicz, współtwórca Innovation Nest — klastrowego funduszu venture capital i Szkoły Przedsiębiorczości Innovation Nest.

— W Polsce nie ma jeszcze systemu jako takiego, który w sposób bezpośredni pomagałby młodym osobom w stawaniu się przedsiębiorcami. Są natomiast inicjatywy, które się w tej chwili tworzą na bazie chociażby takich formatów, jak Startup Weekend czy Startup Weekend Next, gdzie spotykają się młode osoby — mają pomysł, który chcą zweryfikować, ale nie poprzez konfrontację z trenerami czy mentorami, ale pomiędzy sobą — mówi Marek Kapturkiewicz.

Jego zdaniem, dla młodego przedsiębiorcy istotne jest, by poznać opinię przedstawicieli zupełnie odmiennej branży, tych, którzy też tworzą własne projekty dotyczące jednak zupełnie innej dziedziny. Techniki dotyczące realizacji przedsięwzięcia na wczesnym etapie rozwoju są bardzo podobne.

— I to jest dla tych młodych osób wartość równie duża jak porady doświadczonych przedsiębiorców, mentorów czy inwestorów. Tego typu społeczności, które się tworzą, i cały ruch start-upowy pokazują, że wymiana doświadczeń pomiędzy tymi, którzy startują z projektami na własną rękę, jest równie cenna jak porady coachingowe czy mentorskie. Dla młodych osób ważne jest, by dowiedziały się, czy to, co mają w głowie, co wydaje im się biznesem, faktycznie nim jest — wyjaśnia Marek Kapturkiewicz.

Jeden mały kroczek

To, czy nowy Zuckerberg pojawi się w Polsce, zależy od wielu czynników. Kandydatów już mamy.

— Prowadzenie projektów jest dla mnie bardzo przyjemne, bo bardzo lubię obserwować postępy. Gdy je widzę, są one dla mnie motywacją, by cokolwiek dalej robić. Projekt nie musi odnosić wielkich sukcesów, wystarczy jeden mały kroczek i chcę go dalej realizować. Jeśli więc chodzi o przyszłość, wystarczyłoby mi przede wszystkim realizowanie własnego pomysłu — mówi Krystian Gontarek.

— Nas, młodych przedsiębiorców, nic nie hamuje, nie mamy praktycznie nic do stracenia, mamy natomiast odwagę. Nie mam wielkich zasobów finansowych, ale jeszcze całe życie przed sobą i teraz mogę robić fajne rzeczy bez specjalnego ryzyka — podkreśla Mateusz Serotiuk.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marta Bellon

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Firmy / Młodzi rwą się do biznesu