Ogłoszenie przez przyszłą premier Beatę Szydło składu rządu nie rozjaśniło jeszcze przyszłości górnictwa węgla kamiennego. Okazuje się, że Krzysztof Tchórzewski, nominowany na stanowisko ministra energetyki, ma wizję dla tego sektora zgoła odmienną od tej, którą forsuje Grzegorz Tobiszowski, poseł PiS, też typowany na kandydata na stanowiska rządowe. Wielkie państwowe firmy energetyczne z tego korzystają. Nie śpieszno im do ratowania węgla.

Zatrudnianie i zwalnianie
W uspokajającym tonie udzielał wczoraj wywiadów przyszły minister energetyki. Polskiej Agencji Prasowej mówił o „uzdrawianiu bieżącej sytuacji” w węglu. Eksperci od dawna wskazują, że uzdrawianie jest konieczne, bo po trzech kwartałach sektor ma 1,67 mld zł łącznej straty i pilnie potrzebuje zarówno gotówki, jak i restrukturyzacji. Boleśnie odczuwa spadek globalnych cen węgla, nadpodaż surowca na krajowym rynku i brak manewru, jeśli chodzi o sztywne koszty wydobycia (również osobowe).
— Dla mnie priorytetem jest stworzenie miejsc pracy — rozwój, a nie zamykanie — mówił wczoraj Krzysztof Tchórzewski. Dla pracowników i związków zawodowych to uspokajające, bo wśród ekspertów dominuje przekonanie, że bez zamykania najsłabszych kopalni się nie obejdzie. Problem w tym, że zdanie ekspertów podziela Grzegorz Tobiszowski, poseł PiS, wskazywany jako kandydat m.in. na wiceministra odpowiedzialnego za górnictwo.
— Trzeba się zastanowić nad wyciszeniem kopalni, które mają trudno dostępne złoże, by zdjąć część węgla z rynku — zaskoczył Grzegorz Tobiszowski, cytowany przez PAP. Wyciszenie miałoby być sposobem na przetrwanie dekoniunktury. Do tego Tobiszowski dołożyłby jeszcze plan redukcji zatrudnienia w górniczej administracji. Nie wykluczył też, że jednym z rozważanych scenariuszy może być „kontrolowana upadłość Kompanii Węglowej”. — Może to nie jest zły pomysł, trzeba się zastanowić — mówił Grzegorz Tobiszowski.
Z tak sprzecznych wersji obraz wyłania się niejasny. — Jeśli chodzi o polityczne scenariusze dla węgla, to na to jeszcze za wcześnie. Rząd
musi okrzepnąć. Wydaje się jednak, że — podobnie jak dotychczasowy rząd — pójdzie w stronę integracji energetyki z kopalniami — zauważa Robert Maj, analityk Haitong Banku.
Energetyka mniej chętna
Dotychczasowy rząd planował zaangażowanie wielkich państwowych firm energetycznych w ratowanie bankrutujących kopalni. Scenariuszy było wiele, a ostatni z nich zakładał m.in. wniesienie Kompanii Węglowej (największej firmy górniczej w kraju) do państwowego funduszu TF Silesia, a następnie zaangażowanie w TF Silesia firm energetycznych: PGE, Energi i PGNiG. Przed wyborami wszystkie trzy firmy zadeklarowały, że przeanalizują projekt. Po wyborach zainteresowania zmalało.
— Nie specjalizujemy się w wydobyciu węgla. Nie mamy kompetencji w tym zakresie. Poza tym węgiel jest konkurencyjny wobec paliw, którymi my obracamy — mówił na niedawnej konferencji Mariusz Zawisza, prezes PGNiG. Marek Woszczyk, prezes PGE, zasygnalizował, że jeśli już, to większą skłonność grupa będzie miała do zakupu pojedynczej kopalni (przygląda się kopalni Makoszowy) niż do wchodzenia w KW.
— Jesteśmy na etapie analiz, ale to nie jest najłatwiejsze aktywo — mówił w środę Marek Woszczyk o Makoszowach. Robert Maj, analityk Haitong Banku, przypuszcza, że PGE nie jest jeszcze zdecydowana na zaangażowanie się w węgiel.
— Kopalnię Makoszowy dopiero bada, co można interpretować jako działanie na użytek publiczny. Sama kopalnia może dać PGE korzyści — w końcu od lat zaopatruje grupę w węgiel. Pytanie, za ile miałaby trafić do PGE i w jakiej formie. Niepokojącym precedensem jest tu decyzja Tauronu o przejęciu kopalni Brzeszcze — bez wcześniejszej restrukturyzacji, bez żadnych cięć — podkreśla analityk. © Ⓟ