Takich wyników nie powstydziłby się sam Chuck Norris. BZ WBK przebił wszystkie rynkowe prognozy. W II kwartale zarobił 380 mln zł, podczas gdy najbardziej optymistyczne prognozy zakładały zysk na poziomie 350 mln zł. Analityków najbardziej zaskoczył wynik z czystej działalności bankowej, przed rezerwami, który wzrósł o 13 proc. rok do roku. Przychody odsetkowe poszły w górę o 14 proc. Marża wzbiła się na historyczny poziom 4,32 proc. Tomasz Bursa, analityk Ipopema Securities, ocenia, że bank odcina kupony od kampanii rachunków osobistych z 2010 r., za które Gerard Depardieu płacił po 100 zł od sztuki.
— To są konta transakcyjne, na które klienci przelewają wynagrodzenia. Osady są natomiast nieoprocentowane. Wartość depozytów bieżących wzrosła prawie o 24 proc. rok do roku, podczas gdy terminowych o 12,1 proc. — mówi Tomasz Bursa.
Drugą rzucającą się w oczy pozycją w rachunku wyników są koszty. Spadły w skali roku o 3 proc., a gdyby nie liczyć kosztów integracji z Kredyt Bankiem, byłoby to 5 proc. Bank ściął wydatkiadministracyjne, w tym osobowe. W „Bezecie” trwa pełzająca restrukturyzacja zatrudnienia. Od I kwartału 2011 r. liczba etatów skurczyła się o ponad 700. Z drugiej strony, w ciągu roku przeciętne wynagrodzenie w banku wzrosło o przeszło 200 zł miesięcznie. Nie było zaskoczenia, jeśli chodzi o odpisy, które wyniosły 140 mln zł. Tomasz Bursa uważa, że nawet gdyby w kolejnych kwartałach rezerwy na budowlankę były takie jak w II kwartale, to zysk za cały rok może być o 10 proc. wyższy niż w 2011 r. Zarząd banku powiedział wczoraj, że liczy na wypracowanie dwucyfrowego wzrostu zysku netto.