Monopol na świąteczne zające

Joanna Barańska
06-04-2007, 00:00

Święta idą. A jak święta, to bazie, pisanki, kurczaczki i zające. A wiecie, że wszystkie te zające z czekolady są robione na takich samych maszynach? No, właśnie.

Szwajcarski Lindt już trzykrotnie pozywał polską Terravitę o nieuczciwą konkurencję na rynku czekoladowych zajęcy. Jeden proces toczył się w Poznaniu, gdzie mieści się Terravita, jeden przed Sądem Ochrony Konkurencji i Konsumentów (SOKiK) i jeden w Wydziale Europejskich Znaków Towarowych Sądu Okręgowego w Warszawie. Nawiasem mówiąc, przyjemny to sąd, bo sesje ma raz na pół roku. Ale nie o to tu chodzi.

Zatrzymać produkcję, zastopować maszyny, rozbić formy i przeprosić w prasie — takie żądania wysuwa Lindt wobec Terravity. Szwajcarzy twierdzą, że Terravita dopuściła się naruszenia wspólnotowego znaku towarowego, który chroni ich zwierzaki. Jest to znak przestrzenny, obejmujący postać siedzącego zająca około dziesięciocentymetrowej wysokości. Lindt zarejestrował go w Unii Europejskiej w 1997 r. Terravita swoje zajączki zgłosiła do ochrony w Polsce w 1999 r., a produkuje je od lat 80.

Zające Terravity mają tę samą formę, kształt, są robione na maszynach tego samego producenta co nasze. Terravita nie wprowadziła żadnego nowego elementu. To ewidentne naruszenie marki — upierają się adwokaci Lindta.

No, właśnie, na maszynach tego samego producenta. Innych po prostu nie ma. Nie możecie monopolizować kształtu, którego się nie da zmienić — odpiera Terravita.

Poza tym poznaniacy bronią się, że w Polsce byli pierwsi: zgłosili zające do ochrony już osiem lat temu, a europejskie znaki Lindta chronione są w naszym kraju dopiero od wejścia do Unii. A w ogóle nie ma o czym gadać, bo na szwajcarskich jest wielkie logo Lindt, a na polskich wielkie Terravita i klient się nie pomyli. Tym tropem poszedł zresztą warszawski sąd znaków towarowych, oddalając pozew Lindta.

Na razie stan meczu to 3:0 dla biało-czerwonych. W Poznaniu Lindt wygrał, lecz przegrał w apelacji. Sąd Najwyższy kasację odrzucił. Przed SOKiK Lindt przegrał, przegrał też w apelacji, kasacji jeszcze nie ma. Przed sądem warszawskim Lindt, jak powiadam, przegrał i przegrał w apelacji, a kasacją Sąd Najwyższy się zajmie akurat za tydzień.

Czy jeśli piracką płytę podpiszę nazwiskiem tego, kto ją skopiował, stanie się ona legalna? Czy jeśli na trabancie nakleję gwiazdę Mercedesa z malutkim napisem „trabant”, Mercedes nie będzie mógł wnosić pretensji? — żalą się Szwajcarzy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Joanna Barańska

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Monopol na świąteczne zające