Mordor? Nie, dziękuję

Siedziba grupy reklamowej OMD to reklama pasji prezesa spółki. Jakub Bierzyński kreatywnie łączy gładką stal i zmurszałe drewno.

Biura OMD w trzypiętrowej willi na warszawskim Ursynowie. Właśnie zaczyna się spotkanie media plannerów w przeszklonej sali konferencyjnej. Jakubowi Bierzyńskiemu, prezesowi OMD, to nie przeszkadza. Wchodzi.

— Dzień dobry, przepraszam, ja tylko na chwilę, chciałem coś pokazać — mówi i kieruje się ku półtorametrowej czarnej tyczce z ostrzem na końcu.

— To dmuchawka z Borneo. Działa — przekonuje, po czym sprawnie ładuje miniaturową strzałę i strzela w przeciwległą ścianę. Takich okazów ma w biurze kilkaset. Siedzibę OMD projektował przed dwunastu laty nie tylko z myślą o ludziach, ale także o sztuce ludowej, którą kolekcjonuje od dwóch dekad. Architekt Dorota Banasik wymyśliła więc wnęki na ścianach i półki, by bogaty zbiór menedżera znalazł godne miejsce.

— Mieliśmy epizod pracy w biurowcu i nie chcę go powtarzać. Okolice Galerii Mokotów? Nie, dziękuję, to wiecznie zatłoczony Mordor. Tu mamy skrzyżowanie willi i biurowca, kilka poziomów, tysiąc metrów kwadratowych powierzchni, a także balkon i ogród z miejscem na grilla. No i niższe stawki niż w biurowcach — podkreśla Jakub Bierzyński.

Cichy lew

Na półce za recepcją dumnie się pręży Złoty Lew z Cannes — najbardziej prestiżowa nagroda w branży reklamowej, ale mało który gość go zauważa. Bo już od drzwi na wchodzących patrzą czujnym wzrokiem ludowe dzieła ze wszystkich kontynentów. Dziesiątki par oczu zaklętych w drewnie, skórze, metalu i kamieniu. Maski, czapki, boginie płodności, bogowie wojny. Do tego dzidy, miecze, noże, pałki, instrumenty muzyczne — od Afryki przez Azję po Oceanię.

— Zaczęło się od fetysza, którego dostałem od żony lata temu. Kupiła go w Warszawie — tłumaczy gospodarz, wskazując niepozorną figurkę.

A potem już poszło — egzotyczne podróże, niektóre tak szalone jak wyprawa na Borneo, skąd trofeów było tyle, że musiały płynąć do Polski w kontenerze. Na biurku Jakuba Bierzyńskiego stoi jednak tylko jedna figurka, pozłacana, z Jawy. W pozycji pionowej wydaje się pogrążona w modlitwie, jeśli jednak przekręcimy ją poziomo, jej poza nabiera mocno erotycznego podtekstu.

Wściekły wilk

Za plecami prezesa wisi grafika zupełnie z innej bajki: wściekły wilk duszony kablem od myszki i nakłuwany ostrzami piór. To prezent od Andrzeja Pągowskiego.

— Symbolizuje walkę korporacyjnych drapieżników — mówi prezes OMD.

W gabinecie uwagę przykuwają także dwa potężne głośniki, gabarytowo przypominające raczej komody. To kilkudziesięcioletni sprzęt, który służył w studiu nagraniowym grupie Led Zeppelin. Ten smaczek dodaje dodatkowej mocy muzyce. W podziemiach siedziby OMD także jest sprzęt grający, a także bar, stół bilardowy i piłkarzyki, sofy. Tutaj zespół grupy reklamowej integruje się i to dość regularnie. Pieprzu wystrojowi wnętrz na dolnym poziomie dodają obrazy Agnieszki Sandomierz i głośny tryptyk fotograficzny „Madonny Polskie” Katarzyny Górnej. Autorka wykonała kilka kopii, więc te same fotografie wiszą także m.in. na ścianach biura Krzysztofa Madelskiego, prezesa firmy Yes, o którym piszemy w innym miejscu tego wydania „PB Weekendu”. Ot, sztuka przypadku.

ALTER EGO Z AFRYKI

W kolekcji sztuki ludowej Jakuba Bierzyńskiego jest kilka wyjątkowych egzemplarzy, m.in. maska, którą Afrykańczycy zakładają tylko wtedy, gdy chcą ostrzec mieszkańców wioski przed pożarem (z prawej). Figurka losu to z kolei prezent, jaki każdy członek jednego z afrykańskich plemion otrzymywał podczas inicjacji (z lewej). Gdy w jego życiu wydarzyło się coś ważnego, wbijał w nią gwóźdź, zaplatając na nim nić życia. Gdy wydarzyło się coś wyjątkowo ważnego, na gwoździu zawieszał pamiątkę: guzik, kawałek materiału, włos.

—To alter ego każdego członka plemienia. Za szkiełkiem na brzuchu figurki jest jego największy skarb — dusza — tłumaczy prezes OMD.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KAROL JEDLIŃSKI

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Mordor? Nie, dziękuję