Morski wiatr napędza Crista

opublikowano: 04-11-2019, 22:00

Stocznia inwestuje w ludzi i maszyny. Ma portfel pełen ro-paksów i bloków do wycieczkowców, a szykuje się do produkcji statków dla farm wiatrowych

Działający blisko trzy dekady Crist wyrósł na jedną z największych polskich stoczni. Ireneusz Ćwirko, prezes i akcjonariusz spółki, przewiduje, że obecnie pozyskane i negocjowane kontrakty pozwolą firmie zbudować portfel zapewniający stabilną pracę na co najmniej pięć lat i rentowną sprzedaż na poziomie 100-120 mln EUR rocznie. Od dziewięciu lat Crist działa na terenie dawnego gdyńskiego zakładu. Ma największy w Polsce suchy dok, a rosnący portfel zamówień motywuje go do rozbudowy mocy produkcyjnych. Wydzierżawił właśnie na pięć lat tereny należące niegdyś do Stoczni Gdańskiej oraz użytkowane przez Nautę.

Ireneusz Ćwirko (z lewej) wraz z Krzysztofem Kulczyckim 30 lat temu
założyli firmę stoczniową. Prognozują, że dynamicznie rozwijający się rynek
wielkich statków wycieczkowych, postępująca wymiana europejskiej floty promów
pasażersko-samochodowych oraz perspektywa rozwoju rynku offshore wind pozwoli
na rozwój ich spółki oraz całej polskiej branży stoczniowej.
Zobacz więcej

OPTYMISTYCZNE PROGNOZY:

Ireneusz Ćwirko (z lewej) wraz z Krzysztofem Kulczyckim 30 lat temu założyli firmę stoczniową. Prognozują, że dynamicznie rozwijający się rynek wielkich statków wycieczkowych, postępująca wymiana europejskiej floty promów pasażersko-samochodowych oraz perspektywa rozwoju rynku offshore wind pozwoli na rozwój ich spółki oraz całej polskiej branży stoczniowej. Fot. ARC

— Zatrudniamy tam obecnie 100 osób, ale w najbliższych latach planujemy zwiększyć zatrudnienie do 300-500 pracowników — mówi Ireneusz Ćwirko.

Własna szkółka

Dotychczas spółka posiłkowała się kadrami z zagranicy — z Ukrainy, Wietnamu, Indii oraz Indonezji. Z 2,5-3 tys. osób pracujących dla Crista 700 to obcokrajowcy.

— Potencjał kadrowy na Ukrainie już się jednak wyczerpał, a bariera językowa utrudnia zatrudnianie pracowników z innych krajów. Stworzyliśmy więc własną szkółkę, do której — co bardzo nas cieszy — zgłasza się sporo chętnych — dodaje prezes stoczniowej grupy.

Co miesiąc może ona przyjąć 20 osób. Chętnych jest tak dużo, że niektórzy czekają na miejsce nawet trzy miesiące. Pracownik, który zostanie przeszkolony w szkółce Crista, musi przepracować w firmie co najmniej dwa lata. Crist nie tylko szuka młodej kadry, ale też przygotowuje się do inwestycji. W planach jest unowocześnienie majątku kosztem 80 mln zł. Firma zdobyła dotację na innowacje, dzięki której może sfinansować część prac.

— W Gdańsku planowany jest remont dźwigów i zakup nowej suwnicy, natomiast w Gdyni stawiamy na większą automatyzację i robotyzację produkcji — mówi Ireneusz Ćwirko.

Statki na nogach

Rozwój firmy jest możliwy m.in. dzięki budowie w pełni wyposażonych bloków do dużych statków wycieczkowych dla francuskich i niemieckich partnerów.

— Od 2016 r. współpracujemy ze światowym potentatem w produkcji największych statków pasażerskich na świecie — francuską stocznią Chantiers de Atlantique, a od niedawna również z niemiecką Meyer Werft. Produkowane przez nas bloki są w pełni zintegrowane i wyposażone, a nasza wieloletnia współpraca z francuską stocznią uplasowała Crista w gronie największych polskich eksporterów do Francji — podkreśla prezes.

Spółka przygotowuje się także do zwiększenia aktywności na rynku offshore.

Otrzymała już pierwsze wstępne zapytania ofertowe dotyczące budowy statków do stawiania i obsługi morskich farm wiatrowych na Bałtyku. To jednostki typu jack- -up, zwane potocznie statkami na nogach. Działające w Polsce firmy, które planują budowę bałtyckich farm — Polenergia, PGE Baltica i PKN Orlen — chcą postawić trzy pola.

— Przygotowujemy się do projektowania nowych statków, bo zakładamy, że za dwa lata pojawią się pierwsze kontrakty na ich budowę — mówi Ireneusz Ćwirko.

Przewiduje, że będzie potrzebny jeden statek do stawiania farm i jeden do transportu fundamentów, które prawdopodobnie zostaną zamówione w produkującej je spółce w Szczecinie. W okresie 7-8 lat konieczne będzie też zbudowanie statków do obsługi farm wiatrowych. Crist jest jedną z niewielu firm mających doświadczenie w budowie tego typu jednostek.

— Zbudowaliśmy już trzy statki typu jack-up. Koszt jednego sięgał 200 mln EUR. Obecnie trwają analizy dotyczące kosztu budowy jednostek na pola, które mają powstać na Bałtyku — mówi Ireneusz Ćwirko.

Z pewnością ich budowa będzie skomplikowanym i kosztownym przedsięwzięciem, którego Crist nie będzie realizował samodzielnie, m.in. z powodu bogatego portfela zamówień. Prezes zakłada współpracę z innymi firmami z Wybrzeża, np. Stocznią Gdańsk mającą potencjał do budowy statków i dostarczającą elementy wież wiatrowych.

Portfel promów

W ostatnich latach Crist koncentrował się na budowie hybrydowych promów pasażersko-samochodowych. W portfolio firmy są m.in. dwie nowoczesne jednostki typu ro-pax (promy z powierzchnią ładunkową zwiększoną kosztem pasażerskiej) budowane dla klientów z Islandii i Norwegii. To hybrydowy prom Herjólfur, obsługujący trasę pomiędzy Landeyjahöfn a Vestmannaeyjar (wyspami leżącymi w islandzkim archipelagu Westmana) oraz Color Hybrid — największy na świecie prom hybrydowy typu plug-in, czyli ładowany z lądu podczas postoju w porcie.

Siedem lat ze statkiem roku

Jednym ze statków do budowy farm wiatrowych, które powstały w stoczni Crist, był HGO Innovation. Crist przed laty kupił gdyński dok z myślą o zdobyciu i realizacji tego kontraktu. Dzięki niemu spółka zdobyła doświadczenie na perspektywicznym, nowym rynku. Jednostka została również wyróżniona nagrodą statku roku. Firma realizowała ten kontrakt na podstawie projektu dostarczonego przez armatora, ale budowa wymagała dodatkowych prac konstrukcyjnych mających poprawić parametry jednostki. Stocznia je wykonała, zgłaszając równocześnie klientowi roszczenie o dodatkową zapłatę. O jej przyznaniu zdecyduje sąd. Sprawa trwa już siedem lat.

Wyścig o statki

Firmy planujące budowę farm wiatrowych mogą kupić albo wynająć statki od operatorów. Energetycy spodziewają się jednak, że dla wszystkich nie wystarczy.

— Istnieje kilka rodzajów statków do budowy morskich farm wiatrowych. Są to tzw. jednostki instalacyjne na potrzeby stawiania turbin i fundamentów — osobno lub jednocześnie — wyjaśnia Monika Morawiecka, prezes PGE Baltica.

Gotowych do eksploatacji jednostek drugiego typu, zdolnych efektywnie instalować turbiny wiatrowe nowej generacji (będące w fazie testów), jest niewiele.

— Część statków może zostać poddana modyfikacjom i sprostać zwiększonym wymaganiom instalacyjnym. Już dziś obserwujemy jednak ruch w sektorze offshore związany ze spodziewanym niedoborem statków. Pojawiają się zamówienia na jednostki nowej generacji — twierdzi Monika Morawiecka.

Nowe statki powinny mieć możliwość zabierania większej liczby zestawów komponentów turbin, minimum 5-6. To skróci czas budowy.

— W razie urzędowego ograniczenia czasu na instalację fundamentów efektywność procesu będzie niezmiernie ważna. Jesteśmy w trakcie poszukiwania optymalnego scenariusza budowy morskich farm i wyboru portu instalacyjnego — informuje prezes PGE Baltica.

Współpraca Magdalena Graniszewska

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Katarzyna Kapczyńska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu