Będąca wciąż w powijakach branża morskich farm wiatrowych od dawna czeka na ustawę. Jej cierpliwość wkrótce powinna zostać nagrodzona. Ministerstwo Klimatu skierowało do konsultacji drugi projekt dokumentu. Zmian w stosunku do pierwszego, styczniowego, jest kilka.

Poszerzone grono
Po pierwsze, z 4,6 GW do 5,9 GW zwiększono pulę mocy farm wiatrowych na Bałtyku, które otrzymają wsparcie. Przyjmie ono postać kontraktu różnicowego, co oznacza, że inwestor będzie miał zagwarantowaną cenę sprzedaży energii elektrycznej wytworzonej przez morskie wiatraki, a różnicę w stosunku do ceny rynkowej dopłaci mu państwo. Po drugie, skrócono okres przyznawania pomocy publicznej w ramach pierwszej fazy programu pomocowego, która obejmie projekty już dziś zaawansowane. Wsparcie będzie można uzyskać do końca czerwca 2021 r. Zdaniem Polskiego Stowarzyszenia Energetyki Wiatrowej zmiany są dla branży korzystne.
— Inwestorzy, widząc zaangażowanie rządu w proces tworzenia ram prawnych dla rodzącego się rynku morskiej energetyki wiatrowej w Polsce, przyspieszyli prace nad projektami — mówi Kamila Tarnacka, wiceprezes PSEW.
To oznacza, że kandydatów do pierwszej fazy jest więcej.
Wiceszefowa PSEW podkreśla, że zaproponowany poziom 5,9 GW odpowiada rzeczywistemu potencjałowi projektów zaawansowanych, czyli takich, dla których już podpisano umowę o przyłączenie lub nastąpi to wkrótce. W nowym projekcie zmieniono też podejście do finansowania budowy połączenia wiatraków z siecią energetyczną na lądzie. Zaproponowano, by to inwestorzy byli odpowiedzialni za budowę takiego łącznika i jej finansowanie. W przeszłości branża lobbowała raczej za tym, by to PSE, krajowy operator, był odpowiedzialny za tę infrastrukturę. Tymczasem formuła inwestowania, która przyjęła się w Europie Zachodniej, przypisała łączniki inwestorom. Tym tropem idzie teraz Polska. W projekcie ustawy podkreślono jednak, że prawo pierwokupu w przypadkuewentualnej sprzedaży będzie miało PSE.
— To rozwiązanie optymalne z punktu widzenia tempa prac nad projektem i skoordynowania w czasie budowy sieci morskiej z budową samej farmy — zauważa Janusz Gajowiecki, prezes PSEW.
Kolejka chętnych
Liderem pod względem zaawansowania przygotowań do budowy farm na polskim morzu jest Polenergia, kontrolowana przez Dominikę Kulczyk. Chce zbudować na Bałtyku około 1,5 GW. W bałtycki wiatr zainwestowały też m.in. PGE, chińsko-portugalska EDPR, PKN Orlen i niemieckie RWE, a zainteresowanie deklarują m.in. Tauron, Enea i Michał Sołowow, najbogatszy Polak. Z deklaracją dotyczącą poszukiwania inwestora wyszła zaś ostatnio trójmiejska firma Baltex, mimo że — jak stwierdzono w ocenie skutków regulacji — nie opłaciła decyzji lokalizacyjnych.
„Jeżeli dwie nieopłacone decyzje zostaną unieważnione przez ministra gospodarki morskiej, wówczas próg 5,9 GW będzie oznaczał, że ponad 60 proc. inwestorów (...) może zakwalifikować się do systemu przedaukcyjnego [czyli pierwszej fazy programu wsparcia — red.]” — podkreślono w dokumencie.