Motobranża czeka na fabryki

Małgorzata GrzegorczykMałgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 2017-03-07 22:00
zaktualizowano: 2017-03-07 19:44

Prawie połowa firm motoryzacyjnych w Polsce obawia się rywali z regionu, wyższych płac i pogorszenia klimatu.

Apetyt rośnie w miarę jedzenia. W ubiegłym roku motoinwestycje ogłosiły m.in. Daimler, Toyota i LG Chem, a w tym działające w Polsce firmy z branży największych szans dalszego wzrostu w ciągu trzech lat upatrują w produkcji nowych modeli i uruchomieniu nowego zakładu produkcyjnego. Takich odpowiedzi udzieliło odpowiednio 28 proc. i 21 proc. respondentów badania MotoBarometr przeprowadzonego wśród 413 klientów firmy Exact Systems z pięciu państw.

Śnieżna kula

— Według Polskiej Agencji Inwestycji i Handlu, w 2016 r. motoryzacja była najbardziej dynamicznym sektorem pod względem wartości, która przekroczyła 916 mln EUR. Na taki urodzaj inwestycyjny liczą producenci motoryzacyjni także w tym roku — mówi Jacek Opala, dyrektor rozwoju sprzedaży w Exact Systems. Jest to jak najbardziej uzasadnione.

— W pobliżu dużych zakładów otwierają się firmy produkujące części i podzespoły dla przemysłu motoryzacyjnego, co wpływa na oszczędność kosztów transportu i skrócenie czasu realizacji zamówień — wyjaśnia Jakub Faryś, prezes Polskiego Związku Przemysłu Motoryzacyjnego. Wśród wymienianych przez firmy z Polski szans rozwoju dopiero na trzecim miejscu znalazły się nowe technologie, które w Niemczech i Czechach są kluczowe.

Sporo obaw

Trzy główne czynniki, które mogą zahamować rozwój sektora w Polsce, to: konkurencja innych państw (48 proc.), wzrost kosztów pracy (47 proc.) i pogorszenie otoczenia gospodarczo-politycznego (46 proc.). Co trzeci ankietowany uważa, że rządowe organizacje zbyt słabo promują Polskę. W Niemczech aż trzy czwarte firm obawia się wzrostu kosztów pracy (73 proc.), a w Czechach — 38 proc. W Rosji ponad połowa respondentów zwraca uwagę na pogorszenie otoczenia gospodarczo-politycznego, wzrost konkurencyjności innych państw i słabą promocję.

— Polska stała się modna wśród firm motoryzacyjnych, które poszukują miejsc pod fabryki. W regionie dysponujemy największą liczbą wykształconych pracowników, a naszym atutem, paradoksalnie, może też być brak własnej marki samochodu osobowego. Musimy jednak pamiętać, że bliskie nam rynki, takie jak czeski czy słowacki, stanowią silną konkurencję. Nie ma między nami dużych różnic kulturowych, biznesowe także bywają niewielkie. W tym kontekście bardzo ważne jest wsparcie instytucji rządowych, które powinny jeszcze silniej promować polską markę na arenie międzynarodowej — podsumowuje Jacek Opala.