Motocykle BMW powiozą polskie narzędzia

opublikowano: 05-06-2014, 00:00

Case study: Gazela potknęła się na zmianach w dystrybucji dużego partnera. Teraz chce przyspieszyć z piskiem opon

Zajmująca się dystrybucją narzędzi firma Profix spod Nowego Dworu Mazowieckiego została sponsorem motocyklowego zespołu wyścigowego BMW Motorsport, startującego m.in. w Alpe Adria Championship, cyklu będącym przedsionkiem motocyklowej Formuły 1, czyli MotoGP. Od 2011 r. współpracuje już z żużlowcem Jarosławem Hampelem, indywidualnym wicemistrzem świata z 2013 r.

DODAMY GAZU: Naszą ambicją jest stały dwucyfrowy wzrost sprzedaży przez następne lata — deklaruje Krzysztof Sobieraj, prezes Profiksu. [FOT. MW]
DODAMY GAZU: Naszą ambicją jest stały dwucyfrowy wzrost sprzedaży przez następne lata — deklaruje Krzysztof Sobieraj, prezes Profiksu. [FOT. MW]
None
None

— W marketingu sportowym trudno przewidzieć, kiedy i jakie efekty przyniesie. Ale duża część narzędzi ręcznych, które mamy w ofercie, znajduje zastosowanie w mechanice. Nawiązując współpracę sponsorską, chcemy uzyskać dodatkowe potwierdzenie, że sprawdzają się one w forsownej eksploatacji. Sponsorujemy sport tylko wtedy, gdy mamy gwarancję, że nasze narzędzia będą wykorzystywane przez serwisantów. Nie jesteśmy zainteresowani umowami polegającymi na tym, że w zamian za pieniądze logo pojawia się na pojazdach i strojach — tłumaczy Krzysztof Sobieraj, prezes Profiksu.

— Powiązanie sponsoringu z używaniem przez mechaników reklamowanych narzędzi należy ocenić pozytywnie. W czasach gdy konsument ma bardzo łatwy dostęp do informacji, kluczowa jest wiarygodność relacji marketingowych. Jeśli sportowiec coś reklamuje, ale naprawdę tego nie używa, to prędzej czy później wychodzi to na jaw. Często np. wymyka się jemu lub komuś z jego otoczenia w udzielanych wywiadach. Nie dyskwalifikuje to sensu takich działań reklamowych, ale może je znacząco osłabiać. A w tym przypadku trzeba jeszcze pamiętać o specyfice branży. Większość ludzi zainteresowanych sportami motorowymi stara się powielać wzorce zaczerpnięte z zespołów sportowych — komentuje Grzegorz Kita, prezes Sport Management Polska, firmy specjalizującej się w marketingu sportowym.

Partner idzie do marketów

Profix to sześciokrotna Gazela Biznesu. Firma zatrudnia 250 osób. W 2014 r. chce osiągnąć 142 mln zł przychodów i 13,5 mln zł zysku netto. W 2013 r. było to odpowiednio 126 i 11,4 mln zł. — Ze względu na długą zimę, pierwszy kwartał 2013 r. był bardzo słaby — zaznacza Krzysztof Sobieraj. Przychody spółki spadły niemal do poziomu z 2009 r. nie tylko z tego powodu.

W 2013 r. Stanley Black & Decker (SBD) rozpoczęła bezpośrednią sprzedaż swoich narzędzi do sklepów wielkopowierzchniowych. Produkty SBD stanowią zaś największy udział w obrotach Profiksu narzędziami marek obcych. Nawet przed ruchem SBD większość sprzedaży spółki stanowiły jednak marki własne. W 2013 r. wygenerowały 60 proc. obrotów. Są to Lahti Pro (ubrania robocze), Tryton i Vulcan Concept (elektronarzędzia i sprzęt ogrodniczy) oraz Proline. Biznesowo liczą się najbardziej te ostatnie, które stanowią 70 proc. obrotu markami własnymi.

Europejska produkcja

Firma działa podobnie jak odzieżowe LPP. Sama projektuje część narzędzi, ale produkcję zleca innym. Około połowy wyrobów marek własnych pochodzi z Chin, ale reszta wytwarzana jest w Indiach, na Tajwanie, Słowacji, w Polsce jak i Wielkiej Brytanii, Francji i Niemczech.

— Pomimo postępu technologicznego Chiny nie są w stanie wyprodukować każdego produktu o parametrach odpowiadających europejskim normom, a jeśli nawet znaleźć tam fabrykę, która spełniłaby nasze oczekiwania jakościowe, to okazuje się, że zlecenie produkcji w Chinach traci wtedy konkurencyjność — wyjaśnia Krzysztof Sobieraj.

Narzędzia marek własnych Profiksu trafiają przy tym nie tylko na rynek Polski. W 2013 r. sprzedaż w innych państwach odpowiadała za 24 proc. przychodów spółki. W 2014 r. jej udział w obrotach ma wzrosnąć o 17 proc., czyli pięć punktów procentowych więcej niż sprzedaż ogółem. Realizacji tego planu zagraża jednak konflikt rosyjsko-ukraiński.

— Związana z sytuacją na Ukrainie dewaluacja hrywny i rubla spowodowała, że nasze produkty stały się tam droższe. To zmniejsza popyt. A dodatkowo, tamtejsi importerzy wstrzymują się z zamówieniami w nadziei, że ich waluty odzyskają trochę wartości. Rosja, Białoruś i Ukraina to zaś dla nas duże rynki eksportowe — komentuje Krzysztof Sobieraj.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Kosiński

Polecane