Motoryzację czekają głębokie zmiany

Paweł Janas
opublikowano: 2003-05-30 00:00

Unia Europejska przywita polski rynek motoryzacyjny sporymi zmianami. Dealerzy zyskają prawo sprzedaży i serwisowania aut różnych marek. Klient będzie miał łatwiejszy dostęp do ofert, niestety — nie zawsze tańszych.

Po wejściu Polski do UE krajowy rynek rynek motoryzacyjny czeka niemała rewolucja. 28 stycznia 2003 r. rząd przyjął nowe regulacje rynku motoryzacyjnego, wzorowane na prawodawstwie Unii z 31 lipca 2002 r. Zasadnicza jego część ma wejść w życie w Polsce w lutym 2004 r.

Nowe rozwiązania przynoszą wiele zmian wynikających ze zmniejszenia uzależnienia sprzedawców aut od producentów. Do najbardziej spektakularnych należą zapisy mówiące, że dealer nie będzie już na trwałe związany z jednym producentem. Jego firma uzyska prawo sprzedaży i serwisowania samochodów różnych marek.

Najszybciej korzyści odczują konsumenci.

— Klient będzie mogł obejrzeć pod jednym dachem auta z podobnego segmentu, np. Fiata Punto, Seata Ibiza czy Renault Clio — mówi Roman Kantorski, prezydent Rady Polskiej Izby Motoryzacji.

Analitycy branży podkreślają też, że wzrosną szanse sprzedawców na znalezienie kupca samochodu.

Nowy system może jednak mieć pewne wady z punktu widzenia samych dealerów.

— Tylko zamożnych sprzedawców będzie tak naprawdę stać na sprzedaż kilku marek samochodów. Zakup różnych systemów informatycznych czy wyszkolenie specjalistów znających się na różnych markach oznacza spore inwestycje — zaznacza Adam Kołodziejczyk, dyrektor generalny Ford Distribution.

Analitycy rynku sądzą, że klienci będą wybierać w przyszłości raczej duże salony dealerskie, w których zapoznają się z ofertą kilku konkurencyjnych marek.

Rozwiązania przyjęte przez rząd ma doprowadzić do obniżenia cen pojazdów i usług serwisowych „amortyzując przewidywany wzrost ich cen będących następstwem wejścia Polski do Unii Europejskiej”.

— Z dużym prawdopodobieństwem już dziś można powiedzieć, że tańsze będą nowe samochody osobowe produkowane w Stanach Zjednoczonych czy Japonii, na które obowiązuje w Polsce 35-proc. stawka celna. W krajach UE wynosi ona jedynie 10 proc. Tańsze mogą też być samochody używane. W ich cenę będzie wliczany jedynie podatek akcyzowy, ale nie zapłacimy VAT — wyjaśnia Tomasz Kassel, menedżer w dziale doradztwa podatkowego Pricewater- houseCoopers.

Na obniżki mogą liczyć bogatsi nabywcy.

— Mogą spaść ceny niektórych aut luksusowych, takich jak Porsche czy Mercedesy, które obecnie są droższe niż w krajach Unii — mówi Wojciech Drzewiecki, prezes firmy Samar, monitorującej krajowy rynek motoryzacyjny.

Prawdopodobnie stanieją też ceny części zamiennych.

Jednak po wejściu Polski do UE wiele aut może kosztować więcej.

— Ceny będą równały w górę do poziomu notowanego w krajach Unii. Szczególnie może to dotyczyć aut niższej i średniej klasy, które mogą zdrożeć 5-10 proc. Ruch cen w tym kierunku będą wymuszali producenci. Nie będą mogli przecież dopuścić, aby klienci zamiast w Berlinie masowo kupowali tańsze auta np. w Szczecinie — zaznacza szef Samaru.

— Nikt już nie będzie wysyłał do Europy Środkowej aut w uboższej wersji wyposażenia, ceny mogą więc pójść w górę — dodaje Roman Kantorski.

Trzeba mieć nadzieję, że pozytywne skutki wejścia Polski do UE ostatecznie przeważą. Wtedy nowe regulacje przyczyniłyby się — tak jak przekonują przedstawiciele Urzędu Ochrony Konkurencji i Konsumentów — do wzrostu konkurencyjności w krajowej branży motoryzacyjnej, a tym samym pobudzenia popytu i sprzedaży aut i usług serwisowych. Branża trzyma kciuki.