Guru sprzedaży radzi, by wychylić głowę ponad tabelki z marżami. Praca nad sobą to praca nad przyszłością portfela.
O tym człowieku w USA mówią, że jeśli chce, to potrafi sprzedać wszystko. Lata temu postawił na sprzedaż własnej wiedzy. Dlaczego? Bo nie musi jej nosić w walizce. Jim Cathcart, guru speców od sprzedaży, słynie z retorycznej biegłości. I szczerości.
— No, wszystkiego nie sprzedam. Jeśli w coś nie wierzę, nie dam rady — zaznacza.
Amerykanin przyjeżdża wkrótce do Warszawy nie po to, by popisywać się
oratorskim kunsztem i skromnością, ale dać odpowiedź na proste z pozoru pytanie.
Powie, jak sprzedawać szybciej i więcej. Odpowiedzią wcale nie będzie niższa
cena.
Ford chce uśmiechu
W rozmowie z "Pulsem Biznesu" Jim Cathcart przekonuje, że kluczem do sukcesu jest motywacja. Dopiero potem wszystkie tabelki, plany, sztuczki, czysty garnitur i nowatorskie pomysły.
— Jestem mówcą od 35 lat. Jeżdżę po całym świecie, mądrzę się, piszę książki, przekonuję nieprzekonanych. I nigdy nie pomyślałem: cholera, rzucam tę robotę. Po prostu jestem w dobrym miejscu, pracuję nad swoim rozwojem i dzięki temu mam energię do działania — przekonuje Jim Cathcart.
Obserwuje rynkową wojnę emocji wynikającą z rozdźwięku między negatywnymi odgłosami z gospodarki a optymistycznym nastawieniem biznesu potrzebnym do sukcesu. Menedżerowie łapczywie szukają motywacji do uśmiechu.
W ostatnich latach rzutki Amerykanin współpracował z takimi firmami, jak Accenture, Canon, Daimler Chrysler, Ford, Honeywell, IBM, Lexus, Motorola, Sony, Toyota czy Xerox. Wnioski?
— Zdradzę panu, jaki jest najczęstszy błąd osób zajmujących się sprzedażą.
Oni myślą, że to sztuka przegadania ludzi, by coś kupili. Nie, nie, nie —
twierdzi Jim Cathcart.
Paliwo śmierci
Człowiek, który chodząc od domu do domu w młodości sprzedawał orzeszki i popitki podczas meczów futbolu amerykańskiego, prezentuje odmienne spojrzenie na ideę sprzedaży.
— To rozwiązywanie ludzkich problemów i odpowiadanie na ludzkie potrzeby w sposób, który pozwala ci na kontynuowanie tej działalności. Czyli w zyskowny sposób — przekonuje Amerykanin.
Przyznaje, że część jego rad, przemów, książek i artykułów brzmi na pierwszy rzut oka banalnie i górnolotnie. Ważne, że działają. Przetestował je na sobie.
— Na przykład, gdy w wieku 22 lat zacząłem pracować w branży windykacyjnej, złapałem dołek. Rozwiązanie? Zacząłem koncentrować się na efektach pracy, a nie na samej pracy. I szybko poszybowałem wyżej — mówi Jim Cathcart.
Czyli dostał więcej kasy — paliwa do wszelkiego szczęścia?
— Owszem, forsa jest solą tego biznesu. Duża odpowiedzialność i samodzielność
powinna oznaczać większe zarobki. Ale gdy już osiągniesz pewien status, to do
dalszej pracy potrzebujesz innych bodźców. Praca musi rozwijać twoją osobowość.
Inaczej wkraczasz na drogę zawodowej śmierci — kończy Jim
Cathcart.