Możejki na krawędzi

Magdalena GraniszewskaMagdalena Graniszewska
opublikowano: 2014-04-15 00:00

Orlen domaga się od litewskiego rządu obniżenia stawek kolejowych dla rafinerii Możejki, jednej z największych firm w tym kraju.

To brzmi jak ultimatum. Polski PKN Orlen przekazał wczoraj Algirdasowi Butkiewicziusowi, premierowi Litwy, swoje oczekiwania co do „działań, które powinny zostać niezwłocznie podjęte przez władze litewskie, aby zapewnić stabilność funkcjonowania rafinerii w Możejkach”, która należy do Orlenu.

Jeśli władze ich nie podejmą, to sygnał jest jasny — rafineria zostanie zamknięta. To byłby cios dla litewskiego budżetu.

Doszli do ściany

Orlen Lietuva, zarządzający rafinerią w Możejkach, ma od lat pozycję największej firmy na Litwie, największego pracodawcy i największego płatnika podatków. Dlatego litewski rząd nie może przymknąć oka na jego problemy, zwłaszcza że — jak wskazywał ostatnio sam Algirdas Butkiewiczius — budżet odczuwa już słabsze wyniki chemicznej firmy Achem, innego wielkiego płatnika podatków.

A problemy są poważne. „W zeszłym roku Orlen Lietuva zanotowała 94,3 mln USD straty netto, a ostatnio, ze względu na pogorszenie sytuacji makroekonomicznej, przerób w rafinerii ograniczony został do minimum, czyli do 60 proc. mocy produkcyjnych. Prowadzone są analizy, w których pod uwagę brane są różne, także dalej idące scenariusze” — brzmi alarmujące oświadczenie Orlenu.

Na dodatek, jak przekonuje Orlen, spółka już sama nic nie może zrobić. Twierdzi, że poprawiła efektywność produkcji i sprzedaży, zoptymalizowała też koszty i zatrudnienie (dziś ma poinformować o zwolnieniu 100 osób z załogi liczącej 1550 pracowników). Teraz czas na rząd. Propozycja Orlenu brzmi: ulżyjcie nam w kosztach logistyki. Okazuje się bowiem, że stawki kolejowe dla podmiotów białoruskich czy rosyjskich są znacząco niższe niż te, które musi ponosić Orlen.

— Rafineria jest w tak złej sytuacji, że potrzebuje szybkiej pomocy. A obniżenie stawek to decyzja do podjęcia od ręki — objaśnia nasz rozmówca z Orlenu. Litewskie media podały wczoraj, że premier Butkiewiczius obiecał przyjrzeć się stawkom.

Od lat w kłopotach

Jak na tak wielkiego płatnika podatków, Możejki borykają się z zaskakującą liczbą utrudnień biznesowych, i to od lat, a raczej odkąd w 2006 r. rafinerię kupił Orlen. Zaraz po transakcji rosyjski Transnieft zawiesił dostawy ropy do Możejek. Od tamtej pory surowiec jeździ więc koleją i statkami, a to drogie rozwiązanie. W 2008 r. okoniem stanął również sam rząd litewski — Koleje Litewskie rozebrały tory z Możejek do łotewskiego miasta Renge. W zeszłym roku relacje na linii Orlen-rząd zaczęły się jednak ocieplać.

Na tej fali ożył też pomysł budowy rurociągu produktowego łączącego Możejki z portem w Kłajpedzie, który obniżyłby koszty logistyki w rafinerii. Wartość inwestycji w rurociąg szacuje się jednak na 110 mln USD. Kto miałby to zapewnić? Przedstawiciele Orlenu jasno wskazują dziś, że Możejek na to nie stać.

OKIEM ANALITYKA

Firma jest makrowrażliwa

analityk DM mBanku

KAMIL KLISZCZ

Zamknięcie produkcji w Możejkach krótkoterminowo obciążyłoby wyniki Orlenu (odpisy aktywów, odprawy). Zdecydowanie warto powalczyć o to, żeby spółka obniżała koszty funkcjonowania. Dobrze więc, że prowadzone są negocjacje z władzami. Możejki to rafineria silnie odczuwająca zmiany w otoczeniu makroekonomicznym, dlatego amplituda jej wyników jest tradycyjnie wysoka. W przypadku takiej spółki zawsze będzie się co jakiś czas pojawiać pytanie o sens utrzymywania w niej produkcji. Zeszły rok był słaby pod względem marż rafineryjnych, podobnie jak pierwszy kwartał 2014 r. Druga połowa marca i kwiecień są już znacznie lepsze.