Możemy dołączyć do eurośmietanki

Jacek Kowalczyk, ET
opublikowano: 02-12-2011, 00:00

Francja i Niemcy zbierają grupę państw zdrowych gospodarczo i przychylnych integracji. To szansa dla Polski

Niemcy i Francja przygotowują coś na kształt zamachu stanu w Unii Europejskiej. Jak informuje niemiecka prasa, kanclerz Angela Merkel i prezydent Nicolas Sarkozy pracują nad powołaniem wewnątrz Unii związku zdrowych finansowo i gotowych do głębszej integracji krajów wspólnoty. Kraje eurosceptyczne albo niezgadzające się na głębokie reformy fiskalne byłyby zostawione na marginesie.

Dla chętnych

Merkozy, jak niemiecki dziennik „Bild” nazywa duet Merkel-Sarkozy, chciałby uchwalić nowy pakt na rzecz stabilności. Umowa polegałaby na tym, że rządy państw dobrowolnie zobowiązywałyby się do zwiększenia wzajemnej koordynacji fiskalnej. Szczegółów na razie brak, idea jest jednak jasna — chodzi o to, by kraje UE, które mają na to ochotę, zgodziły się na wprowadzenie czegoś na kształt wspólnego rządu gospodarczego. Zadeklarowałyby trzymanie dyscypliny fiskalnej i przeprowadzenie reform gospodarczych. Za nieprzestrzeganie reguł (kryteriów z Maastricht) na państwa nakładane byłyby sankcje. Jak twierdzi „Bild”, rządy miałyby też ustanowić limit długu publicznego na kształt polskich i niemieckich rozwiązań. Pakt ma zostać ogłoszony na unijnym szczycie, który odbędzie się 8-9 grudnia.

— Francja i Niemcy próbują na własną rękę wprowadzać to, do czego ekonomiści namawiają od dawna, a czego dotąd Unia nie zdołała dokonać. Chodzi o to, żeby polityka fiskalna w Europie była prowadzona bardziej odpowiedzialnie, to znaczy, żeby zarysować jasno reguły i wprowadzić kontrolę ich przestrzegania — mówi Stanisław Gomułka, główny ekonomista Business Centre Club.

Według „Bilda”, plan Niemiec i Francji zakłada, że pakt miałby formę międzynarodowej umowy, niezależnej od porządku prawnego UE. Przedsięwzięcie byłoby realizowane z ominięciem Komisji Europejskiej. Dlaczego w ten sposób? Bo oficjalna unijna droga wprowadzania „rządu gospodarczego” byłaby bardzo długa i trudna. Wymagałaby m.in. zmiany traktatu UE, a do tego potrzebna jest jednomyślność. Sprzeciwiałaby się Wielka Brytania, a być może też inne kraje eurosceptyczne (jak np. ostatnio Finlandia czy Dania) lub rządy państw niegodzące się na oddanie części swojej władzy na rzecz organów unijnych.

Pakt proponowany przez Niemcy i Francję rozwiązałby ten problem — podpisałyby go tylko te kraje, które by tego chciały. Wolfgang Schaeuble, niemiecki minister finansów, potwierdza, że prace nad nowym paktem stabilności trwają, ale zaznacza, że jest to tylko plan awaryjny, na wypadek, gdyby tradycyjne reformowanie Unii nie wypaliło. — To jest rozwiązanie rezerwowe, które mogłoby zostać wprowadzone, gdyby nie udało się wystarczająco szybko porozumieć w sprawie zmiany traktatu UE, prowadzącej do wzmocnienia dyscypliny finansowej w strefie euro — tłumaczył we wtorek minister Schaeuble.

Trzymać się środka

Propozycja niemiecko-francuska to też ukłon w stronę nowych państw UE. Żeby uniknąć zarzutu, że Merkozy chce dzielić Unię i tworzyć Europę dwóch prędkości, podpisanie paktu byłoby zaproponowane nie tylko krajom strefy euro, ale też państwom spoza Eurlandu. „Bild” z nazwy wymienia Polskę i Szwecję. To nowość, bo dotychczasowe propozycje reformowania finansów Unii i wprowadzania „rządu gospodarczego” odbywały się za zamkniętymi drzwiami w gronie 17 państw strefy euro. Czy jeśli Niemcy i Francja położą na stole propozycję paktu, Polska powinna go podpisać? Według Stanisława Gomułki — tak.

— W interesie Polski jest uczestnictwo w procesie unijnej integracji — mówi Stanisław Gomułka.

Według Sławomira Sikory, prezesa Citi Handlowego, nasz rząd powinien robić wszystko, żeby przy obecnych przetasowaniach wewnątrz UE trzymać się jak najbliżej rdzenia, by nie wypaść na obrzeża wspólnoty. Bankier taki scenariusz zarysował już kilka dni temu, w czasie rozmowy z „PB”.

— Gdyby tworzyła się nowa strefa euro, nasze uprzedzenia i obawy mogą sprawić, że się w niej nie znajdziemy. Nie ma nas także w grupie G20, gdzie zapadają najważniejsze decyzje gospodarcze. Dlatego uważam, że gdyby w UE uformowała się na przykład „europiętnastka”, to powinniśmy się tam znaleźć — mówi Sławomir Sikora (pełen wywiad opublikujemy w poniedziałek).

Wszystko wskazuje na to, że polski rząd ma tego świadomość i podpisałby pakt.

— Minister Radosław Sikorski w swoim przemówieniu w Niemczech tak naprawdę wyraził aprobatę dla pomysłu głębszej integracji Unii i bardziej skoordynowanej polityki fiskalnej — mówi Stanisław Gomułka.

Premier Donald Tusk wczoraj zapewnił, że zgadza się z przesłaniem ministra Sikorskiego. Sprzeciwia się jednak pomysłowi Niemiec i Francji, by tak brutalnie pomijać Komisję Europejską.

— Jednym z kluczowych narzędzi reformy Unii powinna być bardzo mocna rola komisji i innych instytucji europejskich — stwierdził premier.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk, ET

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu