Obietnice władz w Moskwie rozmijają się z biznesową rzeczywistością
Złote czasy dla polskich mrożonek na Wschodzie się kończą. Tamtejsi biznesmeni budują własne zakłady, i to z pomocą Polaków.
Podczas ostatnich targów Polagra w Poznaniu Aleksiej Wasilewicz Gordiejew, minister rolnictwa Federacji Rosyjskiej, zapowiedział w rozmowach z polskim ministrem rolnictwa Markiem Sawickim, że Rosja jest zainteresowana tworzeniem wspólnych przedsiębiorstw, zwłaszcza w przetwórstwie owoców i warzyw, w tym mrożonek. Wygląda jednak na to, że projekty te trafią do... zamrażarki.
Gra na zwłokę
— Nic się w tej sprawie nie wydarzyło. Nikt się do nas nie zgłosił z propozycją. Na dodatek, mimo odtrąbionego zniesienia embarga, dalej nie możemy eksportować swoich mrożonek rybnych i mięsnych do Rosji. Tak jak inni przetwórcy rybni, nie możemy się doczekać na rosyjskie kontrole i zezwolenia eksportowe — informuje Adam Basałaj, prezes Frosty.
— Nie otrzymaliśmy żadnych ofert. A byłoby to bardzo pozytywne. Rozwój działalności w Rosji z lokalnym partnerem byłby na pewno prostszy — mówi Jerzy Sidor, prezes Fritaru.
Inne firmy z branży też podchodzą do obietnic rosyjskiego ministra sceptycznie.
— W takiej sprawie nie da się niczego załatwić w miesiąc. To nie rosyjskie tempo. A za kilka lat może już być za późno na tego rodzaju inwestycje. W branży wszyscy wiedzą, że Rosjanie ściągają do pracy u siebie specjalistów z polskich firm. Przy ich pomocy będą w stanie samodzielnie rozwinąć produkcję — ocenia Zofia Dębska, odpowiedzialna za eksport na rynki wschodnie w Hortino ZPOW Leżajsk.
Jerzy Sidor potwierdza, że Rosjanie podkupują naszych specjalistów z branży, m.in. z jego firmy.
— Z pomocą polskich fachowców Rosjanie budują własne zakłady. Zrobił już tak jeden ze znanych dystrybutorów mrożonek — mówi Jerzy Sidor.
— Widać gołym okiem, że zamierzają rozwinąć własny przemysł spożywczy, zamiast wpuszczać szerokim strumieniem firmy z Zachodu. Mimo obecnego kryzysu biznesmeni rosyjscy mają sporo pieniędzy, a potencjał rynku jest ogromny — dodaje Zofia Dębska.
Długa lista barier
Co prawda, Hortino w ostatnich latach otrzymało oferty współpracy od władz regionalnych w Rosji, ale nic z tego nie wyszło. Powód?
— Wciąż nie ma ustawy o ochronie wzajemnych inwestycji. Do tego klimat inwestycyjny nie jest w Rosji dobry, a jakość lokalnych surowców nadal nie najlepsza. Aby tam zainwestować, trzeba mieć dużo pieniędzy. Z rozwojem działalności wiąże się dużo problemów i ryzyka. Okres zwrotu z takiej inwestycji może być długi — mówi Zofia Dębska.
Jej zdaniem, Rosjanie są zainteresowani głównie naszym know-how, i to nie tylko technologią produkcji, ale także upraw oraz ogrodnictwa.
— Trudno spodziewać się, by polskie firmy produkowały tam i sprzedawały pod swoją marką, choć jedna z polskich firm zapowiada wybudowanie fabryki w Rosji od 2-3 lat. Będzie to raczej produkcja pod marką rosyjskich partnerów, z lokalnych surowców — ocenia Zofia Dębska.
Firmą, która od tak dawna szykuje się do budowy zakładu w Rosji, jest Hortex Holding, jeden z największych dostawców mrożo- nek na ten rynek. Pozostaje optymistą, ale dmucha na zimne.
— Mamy podpisany list intencyjny z miastem Woroneż, analizujemy przedstawione nam lokalizacje. Prace nie ruszą przed wiosną 2009 r. We wstępnym etapie planujemy centrum dystrybucji i pakowania, a w drugim przetwórstwo — zapowiada Tomasz Kurpisz, prezes Horteksu.