MSP chce komisarza dla PŻM
Ministerstwo Skarbu Państwa rozważa ustanowienie zarządu komisarycznego w Polskiej Żegludze Morskiej. Nie podoba się to armatorowi, który realizuje własny program restrukturyzacji. I choć firma nie może odzyskać płynności finansowej, wykazuje papierowe zyski.
MSP myśli o wprowadzeniu zarządu komisarycznego w Polskiej Żegludze Morskiej.
— To już piąta próba wprowadzenia zarządu komisarycznego w ciągu ostatnich trzech lat — mówi Krzysztof Gogol, doradca dyrektora PŻM.
Według nieoficjalnych informacji, komisarz ma w pierwszej kolejności zaspokoić roszczenia wierzycieli zadłużonego przedsiębiorstwa, zmniejszyć koszty i przygotować firmę do prywatyzacji. Jednak kandydaci na inwestora strategicznego PŻM, która zalicza się do największych armatorów na świecie, są zainteresowani przede wszystkim rynkiem i nie chcą przejmować źle zarządzanej firmy.
— Właśnie wychodzimy z głębokiej zapaści, zmniejszamy koszty, restrukturyzujemy długi. Mamy porozumienie z czterema działającymi w firmie związkami zawodowymi w sprawie zwolnień pracowników — mówi Krzysztof Gogol.
Przedsiębiorstwo od 1993 r. nie ma płynności finansowej, jednak w ostatnich latach wykazuje papierowe zyski — sprzedaje statki i nieruchomości, zmniejsza koszty dzięki reflagingowi (przenoszeniu statków pod tzw. tanie bandery). W 2000 roku przedsiębiorstwo wykazało zysk netto przekraczający 9,8 mln zł, przy sprzedaży netto rzędu 1 mld zł. Zysk po sześciu miesiącach tego roku wyniósł 7 mln zł.
Dyrekcja PŻM obawia się, że zarząd komisaryczny zniweczy realizowany program restrukturyzacji. Jej zdaniem, wierzyciele zajmą zastawiony majątek, a wtedy PŻM może podzielić losy Polskich Linii Oceanicznych, niegdyś drugiego pod względem wielkości armatora polskiego, który zniknął z rynku żeglugowego kilka lat po tym, gdy w firmie został ustanowiony zarząd komisaryczny.
PŻM zatrudnia 3,5 tys. osób, w tym 315 na lądzie. Zgodnie z porozumieniem ze związkami, do końca 2002 roku z firmy ma odejść 650 oficerów i marynarzy oraz 50 pracowników lądowych.
PŻM ma 86 statków, z tego 66 jest zarejestrowanych pod banderami państw-rajów podatkowych, a tylko 20 pływa pod banderą polską. 80 proc. rocznej sprzedaży firmy pochodzi z działalności żeglugowej. W tym roku armator zamierzał sprzedać 14 statków. Znalazł nabywców tylko na sześć, ponieważ część floty jest zastawiona w bankach.



