Myślisz o emeryturze, pomyśl o winie

opublikowano: 01-02-2017, 22:00

Wino bywa jak księżniczka Burgunda, bo chociaż cena może się podwoić, próg wejścia nie jest miły dla oka — jak u Gombrowicza, albo gorzej

Tytułowa księżniczka Burgunda zasłynęła nieoczywistą urodą, dlatego jej wybór na narzeczoną księcia sprawiał mieszkańcom dworu kłopot. Z najbardziej kolekcjonerskimi winami jest podobnie, bo ten, który wybiera do portfela DRC — księżniczkę win burgundzkich — również musi się zdobyć na poświęcenie i sporo zapłacić. Za skrótem stoi Domaine de la Romanée- Conti, winnica z tradycją sięgającą XIII wieku i stopami zwrotu dochodzącymi do 93 proc., bo taki wynik zaprezentowało w ubiegłym roku wino Grands Échezeaux. Dla inwestora to jednak z jednej strony budujące, ale z drugiej oznacza przecież, że skrzynka rocznika 2004 kosztuje teraz prawie 13 tys. GBP (65 tys. zł), a rok temu można ją było mieć za pół ceny.

Z NAJWYŻSZEJ PÓŁKI: Wina DRC to nisza, ale wysoko wyceniana i z dużym potencjałem inwestycyjnym.
Wyświetl galerię [1/3]

Z NAJWYŻSZEJ PÓŁKI: Wina DRC to nisza, ale wysoko wyceniana i z dużym potencjałem inwestycyjnym. Bloomberg

Mercedes w skrzynkach

Kiedy aktywa inwestora mają urozmaicać jakieś alternatywne dobra, zwykle nie należą do tanich, ale rynek win — w przeciwieństwie na przykład do rynku czystej krwi koni — powala zaczynać od bardzo różnych progów. W związku z tym, że trunki kupowane są zwykle nie po to, żeby czekały w piwnicy aż do odsprzedaży, na ich ceny działa prosty mechanizm: to, co najrzadsze, niewypite i jednocześnie najwyżej oceniane, drożeje w tempie trudnym do uzyskania na rynku akcji. Domaine de la Romanée-Conti to więc najwyższa półka, dlatego wpieranie inwestorowi, że to znakomity wybór ze względu na imponujący zwrot, może mieć też krótkie nogi, bo za dwie skrzynki można już kupić dobry samochód. Tym, do których nowa wizja garażu przemawia skuteczniej, DRC potrafi się mimo wszystko okazać przydatne, bo dla rynku inwestycyjnego wina stanowi model prawie bez skazy. Przede wszystkim mowa o niszy, zaczynając od tego, że już sama Burgundia odpowiadała w grudniu za zaledwie 10 proc. obrotu na londyńskiej giełdzie, podczas gdy udział Bordeaux wynosił 66 proc. Zagłębiając się w ten wycinek, dojdziemy do wioski Vosne-Romanée, z której pochodzi słynne DRC, a więc wina z ośmiu różnych terenów o najwyższym statusie grand cru, rozciągających się na długość departamentu Côted’Or. Wśród tych ośmiu terenów jest m.in. 6 ha La Tâche, trochę ponad 3,5 ha wspomnianego Grands Échezeaux i niecałe 2 ha najsłynniejszego La Romanée-Conti, jak nazwa całego „domaine”. Rocznik 2011 La Tâche odnotował w zeszłym roku zwyżkę 76 proc., ale teraz skrzynka kosztuje 23,5 tys. GBP (118 tys. zł), według danych Liv- -ex. Całą produkcję DRC szacuje się na 6-8 tys. skrzynek na rok, jak podaje wine-searcher, ale tych z La Romanée-Conti jest przeciętnie 450, dlatego butelka młodego rocznika może kosztować nawet 50 tys. zł. Rynek burgundzkich win kojarzy się z wysokim progiem, ale grupa zdecydowana, żeby się z nim mierzyć, jest raczej mała.

— Pewną barierą wejścia dla inwestujących w wino mogą być dość wysokie minimalne koszty wejścia — około 15 tys. zł. Wprawdzie progu najczęściej nie da się oficjalnie określić, jednak szacuje się, że dopiero od 25 tys. zł możliwe jest odpowiednie zdywersyfikowanie portfela. Tę wartość startową rekomendują specjaliści — komentuje Jerzy Kwaśniew-ski, prezes Związku Pracodawców Polska Rada Winiarstwa. Ekspert zaznacza, że z inwestycją wiążą się jeszcze takie wydatki, jak opłaty wstępne, koszty magazynowania i ubezpieczenia. Na wszystkie po kolei znalazł sposób pewien znawca, który do tego stopnia wyspecjalizował się w winach DRC, że mówi się o nim Dr Conti.

W poszukiwaniu czasu

Odsiadujący właśnie kolejny z dziesięciu zasądzonych lat Dr Conti wcale nie trudnił się czymś całkowicie niepopularnym, bo wino, które przez lata podrabiał, należy właśnie do ulubionych wyborów fałszerzy. Początkowo zainwestował w zaistnienie w środowisku kolekcjonerów, żeby później upłynniać drogocenne butelki gorszego alkoholu, na które tylko przyklejał wabiące etykiety. Czego można się od niego nauczyć? Wybrał sprytnie, bo nie dosyć, że najdroższe, to jeszcze takie, którego wielu nabywców nie odkorkowałoby może i przez kilkadziesiąt lat. Potencjał starzenia wyróżnia wina do kolekcji, bo żeby odsprzedać skrzynkę zyskownie, trzeba poczekać, a wino nie może do tego czasu stracić właściwości.

— Inwestując w wino, trzeba uzbroić się w cierpliwość, ponieważ 3-5 lat to minimalny okres rekomendowany dla tych inwestycji. Warto natomiast pamiętać, że ta dłuższa perspektywa może przynieść wyższe stopy zwrotu niż rynki akcji czy surowców. Inwestycje w wino są też relatywnie stabilne i pozytywnie wpływają na zmniejszenie ryzyka portfela — rząd Wielkiej Brytanii na przykład od 2006 r. klasyfikuje takie wina do oficjalnego koszyka inwestycji emerytalnych, uznając je za potencjalny składnik SIPP, czyli brytyjskiego odpowiednika IKE — dodaje Jerzy Kwaśniewski. W związku z tym, że indeks Burgundy 150 jest teraz najsilniej rosnącym na londyńskiej giełdzie Liv-ex, skrzynki DRC kupowane od uznanych pośredników mogą być lokatą nawet na wiele lat, ale na te najszybciej drożejące można czasem zamienić mercedesa klasy A. Jak na ironię, adres winnicy-księżniczki to Rue du Temps Perdu, czyli ulica straconego czasu, z opasłego dzieła Prousta. Gombrowicz skwitowałby: koniec i bomba, a kto czytał ten trąba.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu