Na banki spadną nowe obowiązki

Beata Tomaszkiewicz
opublikowano: 2001-04-12 00:00

Na banki spadną nowe obowiązki

Banki i pośrednicy kredytowi będą musieli informować klientów o wszystkich kosztach udzielanych kredytów oraz o rzeczywistych rocznych stopach oprocentowania. Ponadto, co krytykują bankowcy, tego typu informacje będą musiały znaleźć się nawet w reklamach i ogłoszeniach. Mało tego, kredytobiorcy uzyskają prawo odstąpienia od umowy w ciągu 10 dni bez podania przyczyny.

W Sejmie znajduje się rządowy projekt ustawy o kredycie konsumenckim.

Nowe przepisy będą dotyczyć udzielanych kredytów, których wartość mieści się w przedziale 500 zł- 80 tys. zł. Nie obejmą zobowiązań, które zostały zaciągnięte na krócej niż trzy miesiące. Dotyczyć będą jednak wszystkich umów o sprzedaż ratalną, niezależnie od wysokości kredytu ani czasu trwania umowy.

Ustawa ma harmonizować polskie prawo z regulacjami UE w tym zakresie. Jej podstawowym zadaniem jest zwiększenie ochrony prawnej kredytobiorców poprzez zwiększenie obowiązków banków i pośredników kredytowych.

Ma to wyeliminować nie należące do rzadkości wprowadzanie klientów w błąd poprzez podawanie niepełnych kosztów kredytów i ułatwić porównywanie rzeczywistych ofert banków i innych kredytodawców. Projekt ustawy budzi niemałe kontrowersje.

Pokażcie stopy

Jednym z najważniejszych obowiązków kredytodawców będzie nakaz zawierania umów o udzieleniu kredytu konsumenckiego w formie pisemnej. Umowa taka musi określać rzeczywistą stopę rocznego oprocentowania kredytu razem z wszelkimi prowizjami i opłatami. Jednak nie tylko umowa musi ujawnić pełne koszty kredytu. Takie wymogi będą dotyczyć ogłoszeń i reklam, publikowanych przez kredytodawców. Dzięki temu będzie można porównać rzeczywiste oferty banków. Po podpisaniu umowy, klient nie będzie już zaskakiwany dodatkowymi prowizjami i opłatami. Z punktu widzenia klienta, jest to doskonałe rozwiązanie. Natomiast przedstawiciele banków i firm pośrednictwa kredytowego zgodnie twierdzą, że obecnie tak właśnie postępują, a tylko konkurencja utajnia w swoich reklamach prawdziwe koszty kredytów. Jak jest w rzeczywistości, mógł się przekonać każdy, kto choć raz zaciągnął kredyt.

Kredytodawców najbardziej dotknie obowiązek podawania pełnych kosztów kredytów w reklamach i ogłoszeniach.

— Przed podpisaniem umowy klient i tak dowiaduje się o kosztach kredytu. Nie widzę powodu, by wszelkie informacje zawierać w tak krótkiej formie, jaką jest hasło reklamowe — uważa Marek Olejarczyk, wiceprezes AIG Kredyt.

Panuje jednak opinia, że jeżeli wszystkie banki i pośrednicy będą musieli zastosować się do tego obowiązku, to ograniczy się przejawy nieuczciwej konkurencji, a klienci będą w sposób bardziej przemyślany zaciągać kredyty, co też da większe gwarancje spłaty.

— Obecnie, jeśli obok oddziału mojego banku mieści się oddział konkurencyjnego, a w jego wielkim oknie wisi plakat, że udziela on kredytu o oprocentowaniu 0 proc., to ja nie mogę podać, że u mnie taki sam kredyt kosztuje 22 proc., bo nikt do mnie nie przyjdzie — skarży się dyrektor oddziału dużego warszawskiego banku.

Wyjaśnia równocześnie mechanizm rządzący reklamą kredytów.

— Sądzę, że przepis ten wiele uporządkuje. Jestem za tym, żeby podawać stopę efektywną, a nie nominalną kredytów. To właśnie efektywne oprocentowanie muszą podawać banki w Anglii i USA — mówi Sławomir Lachowski, wiceprezes BRE Banku.

Wcześniejsza spłata

Projekt ustawy zapewnia klientowi prawo do wcześniejszej spłaty zadłużenia i gwarantuje zmniejszenie kosztów kredytu stosownie do czasu skrócenia jego spłaty. Obecnie panuje w tym zakresie pełna dobrowolność. Niektóre instytucje finansowe na wcześniejszą spłatę nie zezwalają, inne pozwalają, ale w zamian pobierają pokaźną prowizję.

— Za wcześniejszą spłatę kredytu nigdy nie pobieraliśmy prowizji i nie naliczaliśmy odsetek od spłaconego wcześniej kapitału — mówi Jarosław Gąsiorek, prezes PTF.

Jego firma nie widzi więc problemu w zastosowaniu się do tej zasady. Nie wszyscy jednak są takimi optymistami.

— Nie sądzę, by przepis ten był dobry dla banków. One bowiem planują aktywa i pasywa w oparciu o okres zapadalności kredytów i depozytów. Określenie więc terminów tej zapadalności jest pewnym standardem, bardzo istotnym dla prawidłowego funkcjonowania tych instytucji. W dodatku tam, gdzie jest to możliwe, banki zezwalają na wcześniejszą spłatę — komentuje Sławomir Lachowski.

Zerwanie umowy

Najwięcej emocji budzi przepis mówiący o tym, że klient w ciągu dziesięciu dni od zawarcia umowy może z niej zrezygnować bez podania przyczyn. Mało tego, kredytodawca będzie musiał przy zawieraniu umowy wręczyć mu wzór oświadczenia o odstąpieniu. Ponadto klient w ciągu tych 10 dni nie będzie musiał spłacać kredytu ani oprocentowania.

— W UE są bardzo szczegółowo wyliczone przypadki, w których klient może odstąpić od umowy. U nas też tak powinno być. Inaczej nietrudno sobie wyobrazić, że kredytobiorca mógłby np. przez 10 dni swobodnie wykorzystywać pożyczkę, a później z niej zrezygnować bez dodatkowych kosztów — mówi Marek Olejarczyk.

Dlatego, podobnie jak inni pośrednicy, już myśli o sposobach zabezpieczenia przed taką sytuacją.

— Ten przepis zmusza do opracowania systemu ochronnego przed ewentualnymi nadużyciami — twierdzi Jarosław Gąsiorek.

Bankowcy nie bardzo mogą sobie wyobrazić, jak z technicznego punktu widzenia miałaby wyglądać realizacja tego zapisu.

— Nie rozumiem, czemu ma służyć to unormowanie. Sądzę, że dla banków nie będzie to szczególnym problemem, jednak uważam, że klient powinien zastanowić się nad potrzebą i kosztami kredytu jeszcze przed jego zaciągnięciem, a nie dopiero po podpisaniu umowy — dodaje Sławomir Lachowski.

Będą kary

Projekt przewiduje sankcje dla kredytodawców, którzy nie będą przestrzegali przepisów. Mogą nawet stracić prawo do uzyskania zapłaty oprocentowania i uiszczenia przez klienta innych opłat wynikających z umowy.

Ponadto za naruszenie ustawy grozić będzie kara aresztu oraz grzywny.

— Ustawa przerzuca pełną odpowiedzialność na kredytodawców. To oni będą podlegać wszelkim restrykcjom. Uważam jednak, że w konsekwencji wszelkie te obostrzenia mogą obrócić się przeciwko klientom — mówi Marek Olejarczyk.

Dodaje, że przepisy zawarte w projekcie wprowadzą zmiany systemowe, logistyczne i informatyczne. Uważa, że kredytodawcom potrzeba będzie przynajmniej roku na ich wprowadzenie.

Z komentarzy wynika, iż lobby bankowców i pośredników kredytowych będzie starać się wywalczyć korzystniejsze dla instytucji finansowych zapisy w tej ustawie.

Obecnie jedną z niewielu propozycji ewidentnie korzystnych dla kredytodawców jest możliwość wypowiedzenia umowy, jeśli klient dopuści się zwłoki z zapłatą dwóch rat kredytu.