Na dwoje babka wróżyła

MZL
opublikowano: 2005-06-14 00:00

Nowe prawo zamówień w oczach przedstawicieli firm nie jest złe. Ale całkiem dobre też nie.

Edward Wojtysiak

dyrektor handlowy Action

Trudno ocenić jednoznacznie, czy nowa ustawa jest lepsza, czy gorsza. Idzie w dobrym kierunku: liberalizacji zamówień, większej dostępności i otwartości na oferentów. Daje więcej mechanizmów do egzekwowania prawa od zamawiających, którzy jednoznacznie preferują wybrane marki i rozwiązania. Dużą zaletą nowej ustawy jest możliwość wyłonienia dostawcy, gdy w postępowaniu zostanie tylko jedna ważna oferta przetargowa. Wadą jest to, że ustawodawca nie ograniczył możliwości przeciągania postępowań. Ich czas jest bardzo długi, a do tego doszły jeszcze w dużych przetargach tzw. kontrole uprzednie organizowane przez UZP. Z jednej strony wydłużają procedurę, ale z drugiej strony gwarantują poprawność wyboru.

Andrzej Radoszewski

wiceprezes Budimexu Dromexu

Obecnie widzę dwa problemy. Po pierwsze — należałoby ograniczyć listę powodów, dla których oferenci mogą wnosić sprzeciw. Wielu z nich z premedytacją nadużywa tych możliwości, torpedując wynik przetargu z byle powodu, np.: wyszukania w setkach kalkulacji konkurencyjnej oferty kilkugroszowej różnicy w wyliczeniach kontraktu wartości przekraczającej dziesiątki milionów złotych. To absurd. Po drugie — należałoby się zastanowić nad zakresem jawności ofert — czy cała oferta powinna być udostępniana innym oferentom, skoro są w niej nierzadko newralgiczne informacje, na które poluje konkurencja?

Prezes dużej spółki informatycznej

Głównym problemem wciąż pozostaje fakt, że wiele przetargów wygrywa nie najlepsza oferta, lecz ta, która „została na placu boju”, oraz przedłużający się czas postępowań. Przeformalizowanie zamówień, niekończące się procedury protestacyjno-odwoławcze, przypadkowość rozstrzygnięć, dowolna, a czasem sprzeczna interpretacja zapisów ustawy — to sprawia, że udział w postępowaniach jest coraz bardziej kosztowny, a wyniki nieprzewidywalne.