Polska wraz z Węgrami i Czechami przyjmie euro w 2010 r. — prognozują dla ,,The Economist" analitycy z Economist Corporate Network.
Nowe kraje członkowskie przyjmą nową walutę w trzech lub czterech grupach. Zgodnie z prognozami ekonomistów z Economist Corporate Network (ECN) z Wiednia oraz Oracle i Ernst & Young, najszybciej w eurolandzie — już w 2007 r. — znajdą się Estończycy, Litwini i Słoweńcy. Kolejna tura z Cypryjczykami, Maltańczykami, Łotyszami i Słowakami może dołączyć w 2008 r. lub podzielić się na dwie. Jako ostatni wspólną walutę przyjmą reprezentanci trzech największych krajów: Polacy, Węgrzy i Czesi — w 2010 r. Bolączką maruderów jest wyjątkowo duży i wciąż wzrastający deficyt. Dlatego nie zdecydują się na przystąpienie do mechanizmu kursowego ERM2, zanim plany redukcji deficytu nie zaczną przynosić wymiernych efektów. Zdaniem ekonomistów z ECN, największą obawą nowych członków jest europoczekalnia w ERM2, która może stać się celem dla spekulantów. Można tego uniknąć tylko gruntownie porządkując finanse publiczne. Takie zalecenia otrzymaliśmy ostatnio od Komisji Europejskiej oraz OECD.
W raporcie zwraca się uwagę na to, że proces wymiany walut w nowych krajach członkowskich będzie o wiele łagodniejszy i tańszy niż w 2001 r.
Co przyjęcie euro oznacza dla biznesu? Dla światowych koncernów koniec specjalnego traktowania w Europie Środkowej i Wschodniej. Harmonizacji ulegną ceny, handel i system informacji.