Na fali

AGNIESZKA RODOWICZ
30-03-2017, 22:00

Choć najlepsze warunki do surfingu są na Bałtyku zimą, coraz więcej osób ślizga się latem. Paweł Niesłuchowski robi to od kilkunastu lat. Jego żona, Agnieszka Zapalska, od dziecka chciała projektować ubrania. Stworzyli więc markę Baltica. Robią ubrania i deski dla surferów i miłośników Bałtyku i polskich produktów.

W maju cztery lata temu Paweł Niesłuchowski pomagał koledze budować bazę kitesurfingową na kempingu Małe Morze na Helu. — W nocy przyszło mi do głowy, żeby tam stworzyć bazę surferską. Od lat pływałem na Bałtyku, założyłem ze znajomymi organizację Surfing Polska, ale był to wciąż sport undergroundowy. Nie było miejsca, gdzie można by przyjść, pogadać, wypożyczyć deskę, spotkać surferów. Rano powiedziałem o pomyśle właścicielowi kempingu. Był zachwycony. Odpowiedział: „Otwieraj” — wspomina Paweł Niesłuchowski. Wynajęcie miejsca na kempingu w sezonie kosztuje kilkadziesiąt tysięcy złotych.

Zobacz więcej

Agnieszka Zapalska i Paweł Niesłuchowski pierwsi w Polsce zaczęli projektować i szyć odzież dla surferów. Ale Baltica to nie tylko ubrania — pod tą marką powstają też deski surfingowe. Marek Wiśniewski

— Musieliśmy coś wymyślić, żeby zarabiać. Postanowiliśmy zrobić surfshop i sprzedawać ciuchy — mówią Paweł Niesłuchowski i Agnieszka Zapalska. Ona w ciągu miesiąca zaprojektowała pierwszą kolekcję. On z kolegą zbudowali sklep z drewna.

Pierwsze kroki marki. I synka.

Ryzyko było spore, bo okres handlowy nad morzem to najwyżej sześć tygodni. Ale otworzyli sklep dużą imprezą, rozeszły się wieści i ludzie zaczęli ściągać. Przyjeżdżali na weekend z Warszawy, spali w bagażniku na parkingu obok sklepu. — My też przez trzy tygodnie spaliśmy w samochodzie we trójkę z naszym synkiem, który pierwsze kroki stawiał w sklepie. Potem nas oświeciło, że możemy tam spać — opowiada Paweł Niesłuchowski.

— Zdarzało się, że było jeszcze pełno klientów, a ja mówiłam, że musimy zamykać, żeby dziecko położyć — śmieje się Agnieszka Zapalska. Potem postawili obok sklepu przyczepę. Urządzili się wygodniej. Sprzyjały im okoliczności przyrody.

— Mieliśmy sześć tygodni bez deszczu. Całe lato chodziliśmy na bosaka i w krótkich spodenkach. Przyjeżdżało wielu przyjaciół. Bliski znajomy wpadł pomóc przez weekend i został na cztery tygodnie. Odzew był świetny, ludzie ekscytowali się, że ubrania są polskie, że to pierwsza w Polsce marka surfingowa — wspomina Paweł Niesłuchowski.

Wokół Baltiki zaczęła się tworzyć oddana marce społeczność. Zgodnie z założeniem, by integrować środowisko, pokazywać, że w Polsce da się surfować. Kiedy jednak po powrocie z wakacji podliczyli wszystko, okazało się, że zostały im grosze.

— Właściwie tyle z tego mieliśmy, że byliśmy trzy miesiące nad morzem. Zaczęliśmy się zastanawiać, co zrobić, by z tego przedsięwzięcia żyć — mówi Agnieszka Zapalska. Oboje pochodzą z dość przedsiębiorczych domów. Rodzice Agnieszki Zapalskiej przez lata z sukcesem prowadzili w Warszawie butik z ubraniami pierwszych polskich projektantów. Jej mama też projektowała.

— Od dziecka miałam do czynienia z ciuchami, ale rodzice odradzali mi pracę w tej branży. Poszłam więc na orientalistykę. Kiedy pojawił się pomysł na surfshop, od razu pomyślałam, by robić ubrania. To było moje ciche marzenie od lat — przyznaje Agnieszka Zapalska.

Do następnego sezonu przygotowali się lepiej. Otworzyli sklep na Helu wcześniej i idąc za ciosem drugi punkt w Dębkach u znajomych rybaków, do których jeździli od dzieciństwa i gdzie się poznali. Zaczęli też sprzedawać ubrania na targach, rozbudowali kolekcję.

Złapać równowagę

— Od początku mieliśmy zasadę, by współpracować tylko z polskimi markami. Było to trudne i wiele osób twierdziło, że się nie da. Da się, tylko trzeba włożyć więcej wysiłku w wyszukiwanie producentów tkanin, szwalni — tłumaczy projektantka.

Podział obowiązków w firmie jest jasny. Paweł Niesłuchowski zajmuje się surfingiem i stroną lifestyle’ową. Agnieszka Zapalska ubraniami. Nie skończyła żadnej kierunkowej szkoły, uczy się na własnych błędach. I korzysta z doświadczenia mamy, która kiedyś prowadziła szwalnię. Projektuje większość kolekcji, a mąż ma ostatnie słowo, jeśli chodzi o modele męskie.

Długa bluza to jego pomysł. I hit wśród snowboardzistów. Często zresztą kobiety kupują u nich męskie rzeczy, a mężczyźni damskie. Ubrania szyje zaprzyjaźniona szwalnia z naturalnych materiałów: wełny, bawełny, flauszu wełnianego, lnu.

— Przez te cztery lata rynek mody w Polsce bardzo się rozwinął. Jest coraz łatwiej o surowce, podwykonawców. Kiedyś były jedne targi w roku i 80 wystawców, teraz jest 10 targów rocznie i 400 wystawców. Bardzo lubię obserwować ten rozwój — mówi Paweł Niesłuchowski. Robią dwie kolekcje w roku. Wiosenno-letnią i jesienno-zimową.

— Surfing w Polsce jest możliwy, choć rzadko. Za to czasami fale są lepsze niż na oceanie. Często zimą — tłumaczy właściciel marki Baltica. Ale ich ubrania są nie tylko dla surferów. To zresztą na razie bardzo mały rynek. Regularnie pływa około stu osób. Bluzy z logo Baltica kupują też ludzie uprawiający windsurfing, longbord, snowboard, kiting i inne sporty. A także ci, którzy po prostu chcą mieć coś naturalnego, dobrej jakości i lubią polskie morze. Flagowym produktem Baltiki jest ciepła bluza z kapturem, nieco dłuższa niż tradycyjne, zasłaniająca też szyję. Poza tym są krótsze bluzy, spodnie, szorty, tiszerty, płaszcze, czapki.

— Początkowo spóźnialiśmy się z kolekcjami. W tym sezonie byliśmy gotowi już w marcu. Przez pierwsze trzy lata uczyliśmy się stać na nogach, teraz złapaliśmy równowagę — mówią przedsiębiorcy.

Praca na wakacjach, wakacje w pracy

W zeszłym roku na początku sezonu zimowego uruchomili sklep internetowy. Szukają dystrybutorów, hurtowników i planują ruszyć na Zachód. Nie tylko z kolekcją ubrań, ale i desek robionych na zamówienie. — Mamy świetnego shapera z Portugalii, który nadaje deskom kształt. Ich formę opracowaliśmy wspólnie. Ja wiem, które deski się sprawdzają na słabych bałtyckich falach. Shaper wie, jak je zrobić — opowiada Paweł Niesłuchowski.

Przez ostatnie trzy lata realizowali pojedyncze zamówienia — mniej więcej dziesięć desek rocznie, badając, co się sprawdza. Teraz są gotowi zacząć większą produkcję. W tym roku po raz pierwszy mają katalog desek. Robią je w trzech kategoriach: klasycznej poliuretanowej, epoksydowej i łączonej bardzo trwałej. Cena to 350-700 euro — w dolnych granicach średniej europejskiej, by każdego było stać na zakup. Po wybraniu przez klienta modelu z katalogu dostarczają deskę w trzy-cztery tygodnie. Na zamówienie wykonują także grafikę.

— Kilka lat temu, gdy mówiłem, że chcę robić deski surfingowe, wszyscy stukali się w głowę. Podobnie było, gdy zaczynaliśmy z ubraniami. Rodzice byli przerażeni, mój brat marketingowiec twierdził, że nie damy rady, wszyscy dookoła wątpili. A my robiliśmy swoje — mówi Paweł Niesłuchowski.

Nie mając zaplecza finansowego, muszą ciężko pracować. W wakacje w zasadzie codziennie od rana do nocy. Sezon nad morzem jest bardzo krótki, nie można sobie pozwolić nawet na dzień wolnego. Luz zaczynają łapać dopiero we wrześniu. Wtedy całą rodziną jadą do Francji na obóz surfingowy. Paweł Niesłuchowski go prowadzi, Agnieszka Zapalska zajmuje się synkiem.

— Po miesiącu wygrzewania się w słońcu mamy wielką ochotę wrócić i zabrać się do pracy. A poza tym po prostu lubimy siedzieć w Polsce, szczególnie nad morzem — tłumaczy Paweł Niesłuchowski. Jednym z argumentów za otwarciem pierwszego sklepu na Helu była chęć spędzenia z dzieckiem całego lata nad morzem.

— Tak wyglądały moje wakacje w dzieciństwie, uważam, że plaża to najlepszy plac zabaw. Chcieliśmy, żeby nasz syn też tego doświadczył — wyjaśnia Paweł Niesłuchowski. — Potem się okazało, że nie mamy czasu chodzić nad morze. Ja byłam nad nim w zeszłym roku cztery razy, a mąż dwa — dodaje Agnieszka Zapalska.

Budowanie rynku

Od tego roku już się z Baltiki utrzymują, ale trudno im powiedzieć, ile pieniędzy zainwestowali w firmę. — Nie liczyliśmy. To było nasze życie. Włożyliśmy mnóstwo pracy, energii, entuzjazmu. Trudno przeliczyć to na pieniądze. Ale dokładaliśmy też do Baltiki gotówkę zarobioną gdzie indziej. Inwestujemy małe kwoty, bo większych nie mamy. Dlatego trwa to cztery lata, a nie rok, i mamy dwa sklepy, a nie sieć. Nie jesteśmy biznesmenami, tylko surferami, którzy uczą się biznesu — wyjaśniają właściciele.

Każda firma odzieżowa jest ich konkurencją, ale z drugiej strony — nie ma drugiej takiej jak Baltica. Są na razie jedynym polskim surfbrandem. Wiele osób kopiuje ich ubrania. Ktoś próbuje też robić deski. — Naszą przewagą jest charakterystyczne DNA. Są nim niezmienne zasady: popularyzowanie surfingu w Polsce, zamiłowanie do Bałtyku i współpraca z małymi rodzimymi firmami — mówi Agnieszka Zapalska.

— Rynek częściowo sami sobie budujemy, propagując surfing. Chciałbym zachęcić do niego młodsze osoby. Na Zachodzie pływają dzieci. W Bretanii mają surfing w ramach wf-u. U nas pływają na razie raczej 30-40-latkowie — dodaje Paweł Niesłuchowski.

W tym roku otworzą kolejny sklep, będą organizowali nad morzem imprezy surfingowe. W kwietniu na nowej stronie internetowej www.balticasurf.com pojawi się wiosenno- -letnia kolekcja desek i ubrań. Będą też nowe produkty: sukienki plażowe, topy i kurtki. Do kupienia także na targach Grand Bazar, Slow Fashion, Mustache, Bakalie. A w dalszych planach mają ubrania dla dzieci i ekspansję na Zachód. Płyną na fali.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: AGNIESZKA RODOWICZ

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu