Na GPW jest szansa na efektowny rajd

opublikowano: 03-01-2023, 20:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Polska giełda ma spore szanse być w nowym roku jedną z najlepszy na świecie. Warto też być na Wall Street - radzi Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI.

Przeczytaj i dowiedz się:

  • który rynek akcji jest faworytem zarządzającego Opti TFI,
  • jakie perspektywy widzi on przed rynkiem polskim,
  • na jakie sektory stawia,
  • który segment rynku obligacji preferuje,
  • po którym rynku zagranicznym niewiele sobie obiecuje,
  • dlaczego złoto ma szanse podrożeć o 1020 proc.

Mimo odbicia w październiku i listopadzie WIG zakończył rok stratą wynoszącą 17 proc., a WIG20 – przekraczającą 20 proc. Zbliżony wynik odnotował amerykański S&P500, Nasdaq stracił 35 proc., a paneuropejski Stoxx Europe 600 - 12 proc. Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI, towarzystwa zarządzającego funduszami zamkniętymi, uważa że w 2023 r. jednym z lepszych rynków na świecie może być polski, z optymizmem ekspert patrzy też na rynek amerykański, a trudny rok czeka jego zdaniem rynki Europy Zachodniej. Do nich z ostrożnym optymizmem podchodzi w perspektywie 2024 r.

- W Polsce akcje są bardzo tanie, więc ryzyko głębokiej przeceny jest niewielkie. Jeśli wybory parlamentarne oznaczałyby zmianę władzy, to inwestorzy zagraniczni znaleźliby pretekst do tego, by kupować akcje banków i spółek energetycznych, których wyniki są mocno uzależnione od kwestii regulacyjnych – mówi Tomasz Bursa.

Jego zdaniem rodzime banki mają niezłe perspektywy, ich wyceny są niskie, a temat frankowy już nie jest tak gorący – zwłaszcza że kredyty te stanowią coraz mniejszą część portfela.

- Nie ma oczywiście pewności, że wakacji kredytowych nie będzie w 2024 r., ale z drugiej strony serii spadków stóp procentowych nie należy się spodziewać przed 2025 r., co byłoby dobrą wiadomością dla banków – dodaje wiceprezes Opti TFI

To błąd być poza polskim rynkiem, a przy niskiej płynności relokacja aktywów zagranicznych może skutkować rajdem rzędu 20-30 proc. podobnym do tego, którego GPW doświadczyła w październiku 2022 r.

Jego zdaniem możliwe, że NBP zaznaczy swoją obecność jedną lub dwiema obniżkami stóp w 2023 r., ale przy oczekiwanej inflacji na poziomie 10 proc. na koniec roku i spadku do 4-5 proc. w 2024 r. bardziej zdecydowanych obniżek kosztu pieniądza nie będzie wcześniej niż w 2025 r.

- Koszt kapitału będzie wysoki, co będzie negatywnie wpływać na wyceny, ale z drugiej strony inwestorzy mogą grać na spadek premii za ryzyko – lokalne polityczne oraz geopolityczne. Uważam, że to błąd być poza polskim rynkiem, a przy niskiej płynności relokacja aktywów zagranicznych może skutkować rajdem rzędu 20-30 proc. podobnym do tego, którego GPW doświadczyła w październiku 2022 r. – uważa Tomasz Bursa.

Europa kontra Ameryka

Mniejsze szanse na okazałe zyski ekspert widzi na rynkach akcji Europy Zachodniej. Rok 2023 rysuje się tam jako trudniejszy niż 2024 ze względu na wciąż niezażegnany kryzys energetycznych, ryzyko geopolityczne i fakt, że wciąż daleko zarówno do zakończenia cyklu podwyżek stóp procentowych przez Europejski Bank Centralny (zdaniem Tomasz Bursy rynek musi się oswoić z docelową stopą w przedziale 3-3,5 proc., obecnie to 2,5 proc.), jak i rozpoczęcia ich obniżania.

- W Europie walka z inflacją będzie dłuższa niż w Stanach Zjednoczonych. Obniżek stóp w strefie euro spodziewam się na przełomie lat 2024-2025 i nie będą to raczej znaczące obniżki. Nadzieje można wiązać ze zmniejszeniem premii za ryzyko, która jest dziś wysoka ze względu na niepewność co do inflacji, oczekiwanej głębszej recesji czy geopolityki. Jeśli któryś rodzaj ryzyka zelżeje, to Europa może być dobrym kierunkiem dla inwestujących w akcje, ale raczej dopiero w 2024 r. – mówi Tomasz Bursa.

Jego faworytem na nowy rok są akcje amerykańskie.

- Stany Zjednoczone z inflacją i głębokością recesji poradzą sobie najlepiej. Prognozy tamtejszych ekonomistów nie zakładają mocnej recesji i mówią o inflacji poniżej 3 proc. To w sumie scenariusz pozytywny, czego w strategiach akcyjnych nie widać – mówi Tomasz Bursa.

Według danych agencji Bloomberg stratedzy z Wall Street przewidują wzrost S&P500 do 4078 pkt na koniec 2023 r. To około 8 proc. więcej niż obecnie.

- Uważam, że w połowie 2023 r. inflacja zejdzie do poziomu stopy Fedu, która wówczas wynosić będzie zapewne 5 proc. Jeśli bakowi centralnemu uda się dojść do realnie dodatniej stopy, to zacznie się dyskusja, że za kwartał-dwa rozpoczną się obniżki. Rynek będzie pod to grał – uważa wiceprezes Opti TFI.

Za wskaźnik, który trzeba pilnie obserwować, uważa inflację w USA w ujęciu m/m. Obecnie wynosi ona 0,2-0,3 proc. i jeśli na tym poziomie utrzyma się przez kolejne dwa-trzy miesiące, to inwestorzy zaczną wierzyć w zejście wskaźnika rocznego do 3 proc. na koniec roku.

- Rynki surowcowe zaczęły odpuszczać, Fed dosyć mocno zacieśnił politykę pieniężną, a wskaźnik dynamiki podaży pieniądza M2 został w listopadzie sprowadzony do zera. To argumenty za spadkiem inflacji – wylicza Tomasz Bursa.

Jego zdaniem jeśli recesja okaże się płytka, a zyski firm spadną co najwyżej o kilka procent, to rynek – tak, jak było to historycznie – pozwoli sobie na wzrost akceptowanych wskaźników wycen.

- Inwestorzy być może zgodzą się na to, by wskaźnik cena/zysk dla S&P500 wynosił 18-19, co zamortyzuje spadek zysku na akcję. W takich warunkach indeksy mogą rosnąć i sądzę, że w trakcie roku będzie taki moment, w którym stopa zwrotu liczona od początku roku wynosić będzie 10-15 proc. Są oczywiście czynniki ryzyka, takie jak niekorzystny rozwój wypadków w Ukrainie czy inwazja Chin na Tajwan, ale i tak wydaje mi się, że nie warto być poza rynkiem, bo ma on potencjał wzrostu już w 2023 r. Bardziej martwię się o 2024 r., bo po ewentualnych zwyżkach w tym roku akcje staną się droższe, a spółki będą musiały uzasadnić to wzrostem zysku, o co może nie być łatwo. Tak czy inaczej scenariusz dla amerykańskiego ryku akcji nie jest zły, bo i oczekiwań nie ma dużych. Kluczowe jest to, by stopa inflacji zeszła do 3 proc. Jeśli rynek uzna, że tak się nie stanie, to indeksy szybko zawrócą – nie ma wątpliwości Tomasz Bursa.

Kwestia wyboru:
Kwestia wyboru:
Tomasz Bursa, wiceprezes Opti TFI, przyznaje że jako zarządzający nigdy nie był zwolennikiem modnych tematów inwestycyjnych z branż technologicznej i biotechnologicznej.

Wśród rynków wschodzących ekspert zwraca uwagę na Indie, Indonezję i Filipiny, niewiele sobie natomiast obiecuje po Chinach, gdzie ryzyko polityczne się zwiększyło, a wzrost gospodarczy możliwy do osiągnięcia w następnych latach nie przekracza 5 proc. rocznie, co nie jest wysokim wynikiem jak na Państwo Środka.

- W przypadku Chin nie doceniłem docisku regulacyjnego i tego, że kraj słabo poradzi sobie z Covidem. Dla biznesów nastawionych na konsumenta to nie musi być zły rynek, ale dla inwestorów będzie trudny i z dyskontem w wycenie – uważa wiceprezes Opti TFI.

Pod względem sektorowym Tomasz Bursa preferuje spółki finansowe oraz FMCG, które powinny dobrze sobie poradzić w otoczeniu wysokiej inflacji. Jego zdaniem nie warto również pozbywać się z portfela spółek surowcowych, ale w tym przypadku bardziej preferowane są metale względem paliw. W niepewnym otoczeniu makro stabilną część portfela powinny stanowić także spółki medyczne, eksponowane na silne trendy długoterminowe.

Przestawienie akcentów

Na rynku obligacji ekspert spodziewa się generalnego wzrostu cen, ale nie takiego, jak wynikałoby to z historycznego wzorca. Inwestorzy ze względu na podwyższoną w ostatnim czasie zmienność będą szukać premii za to dodatkowe ryzyko. Tomasz Bursa preferuje papiery o krótkich terminach do wykupu, najlepiej amerykańskie.

W segmencie obligacji korporacyjnych stawia na te o ratingu inwestycyjnym.

- Po sporym zamieszaniu na rynku rentowności spadły i stały się atrakcyjne. Emitenci o ratingach inwestycyjnych w już 2022 r. mieli wysokie potrzeby refinansowania , a ich bilanse są mocne, dlatego będą w 2023 r. lepszym wyborem niż obligacje wysokodochodowe. Emitenci tego rodzaju długu w latach 2023-2024 będą mieli duże potrzeby związane z refinansowaniem. Ponadto Fed systematycznie wycofuje płynność z rynków w ramach taperingu i w największym stopniu skutki tego odczują właśnie papiery typu high yield – mówi Tomasz Bursa.

Jego zdaniem zbliża się natomiast najlepszy czas dla złota, bo historycznie radziło ono sobie najlepiej właśnie wtedy, gdy spadały rentowności amerykańskich obligacji i osłabiał się dolar.

- Jest szansa na 10-20 proc. wzrostu, a oprócz spadku rentowności obligacji i dolara dodatkowym impulsem może być przesunięcie akcentów w rezerwach banków centralnych z obligacji właśnie w kierunku kruszców – uważa Tomasz Bursa.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane